Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

poniedziałek, 30 marca 2020

Małe przyjemności mają wielką moc.



"Ludzie potrafią latać"

Agnieszka Lingas-Łoniewska i inni





narodowość autorów:
Polska



Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 332








Do książki przyciągnął mnie bardzo optymistyczny tytuł „Ludzie potrafią latać”, pod którym kryją się radosne opowiadania autorstwa między innymi: Małgorzaty Wardy, Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, Alicji Sinickiej i kilku innych, nie tylko pisarek, ale także pisarzy. Nie mogłam się oprzeć idealnie według mnie dobranej do przesłania lektury okładce – przedstawia ona latające motyle, jak się domyślam wybór nie jest wcale przypadkowy, te „kolorowe owady” symbolizują: szczęście, piękność, natchnienie, przemianę zewnętrzną, a także świadomość. Czyli to co czytelnik ma zyskać po po każdym przeczytanym opowiadaniu.

„Ludzie potrafią latać” to zbiór dziesięciu zupełnie różnych opowiadań, zaczynając od tych śmiesznych, zwyczajnych, a kończąc na szalonych, mają za zadanie zainspirować optymistycznym przesłaniem, oraz sprawić, żeby uśmiech zagościł na twarzy czytelnika. Mini historie mają także ukazać, że w każdej, nawet zagmatwanej sytuacji da się odnaleźć jakiś pozytyw.

Dzisiejsza recenzja będzie dość nietypowa, ponieważ odniosę się do każdego z dziesięciu opowiadań osobno. Po czym wyciągnę średnią arytmetyczną i tak ocenię książkę, a więc zaczynajmy:

1. Pechowe urodziny nadmiernie wyolbrzymiającej Nataszy.

Opowiadanie pierwsze „Jeden dzień Nataszy Figiel” autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, momentami zabawne, innym razem dramatyczne z przeplatającą się tu i ówdzie miłością. Nie jest to historia porywająca, zdecydowanie banalna, prosta w rozgryzieniu. Ocena: 3 na 6.

2. Stara miłość nie rdzewieje,

Czyli drugi epizod z dziesięciu, pod tytułem „Chłopak stąd” Pani Małgoarzty Wardy. Ta część opowiada głównie o zabijaniu stresu poprzez jedzenie, przez co ze skromnej S-ki, robi się mniej skromne XL, w tle oczywiście pojawia się ciepłe uczucie do drugiej osoby. Nie zauważyłam nic śmiesznego, raczej „samo życie”, momentami powieść jest żenująca, bez umiaru, a nawet niesmaczna. Ocena: 2 na 6.

3. Macierzyństwo kosztem zaniedbania.

Kolejna spotkanie, tym razem z Panią Alicją Sinicką przy „Zimowym biegu”. Ku mojemu zaskoczeniu autorka postanowiła swoją małą część dodatkowo podzielić na mniejsze rozdziały. Te opowiadanie jest zupełnie inne od poprzednich, mogłoby służyć za rodzaj motywacji dla wszystkich kobiet, nie tylko po porodzie, aby wziąć się za siebie. Bardzo przyjemna historia, którą czyta się błyskawicznie, pozostawia do myślenia. Ocena: 6 na 6.

4. Obcokrajowiec na śniegu.

Na czwarty ogień pójdzie oparty prawie ‘na faktach’ różowy aligator („Jak znaleźć różowego aligatora”) autorstwa Magdaleny Knedler. Nie nie i jeszcze raz nie. To nie było ani śmieszne, ani ciekawe, ani nawet godne uwagi. Jeśli autorka miała na celu wywołać uśmiech na twarzy to jej się to nie udało, w zamian zobaczy minę typu „yyy… co to miało właściwie być?”. Sam pomysł bardzo dobry, wykonanie kiepskie, zbyt bardzo podkolorowane, co skutkowało sztucznością na całej części. Same w sobie opowiadanie jest pozbawione sensu. Ocena: 1 na 6.

5. Piątek trzynastego.

To już połowa egzemplarza recenzenckiego, sądząc po panującej tutaj rutynie nieudanych twórczości, aż boję się wiedzieć co mnie czeka dalej. Tym razem zawitamy wśród „Słodkich robaczywek” Anny Szafrańskiej. Jest gorzej niż myślałam, fabuła aż za bardzo teatralna, przewidywalna. Tak nudnego opowiadania tutaj jeszcze nie było, owszem były słabe, a nawet bardzo słabe i jedno bardzo dobre, ale to co tutaj otrzymałam to jakaś masakra, z trudem przebrnęłam przez nie. Chyba autorce pomylił się wiek bohaterów do ich zachowania – dorośli ludzie, którzy zachowują się jak dzieci. Ocena: 1 na 6.

6. Człowiek biznesu kontra ‘zdrada’,

Czyli szóste spotkanie, tym razem z twórczością Pani Anny Kasiuk pod tytułem „Klątwa cygana”.
Cierpko napisana opowieść, język nie jest zły, styl pisania dramatyczny. Problemy mężczyzny bardzo dojrzałego i jego partnerki, która mogłaby robić za córkę. Temat do znudzenia, wałkowany wszędzie gdzie się da. Zamiast wywołać uśmiech na twarzy, uruchamia niesmak. Ocena 1 na 6.

7. Nie mój plecak,

To siódmy fragment książki pod tytułem „Plecak” autorstwa Jolanty Kosowskiej. Całkiem przyjemne opowiadanie z ciut za długimi opisami, czyta się szybko, wciąga. Historia jest momentami śmieszna, innym razem poważna – „samo życie”. Pani Jolanta nie zawaha się użyć miłości i ukazać co owe uczucie potrafi zdziałać z człowiekiem, oraz jak silna może być męska przyjaźń. Piękna opowieść, rodem z bajki, jednak jak najbardziej realna. Ocena: 5 na 6.

8. Dzień z życia mecenasa.

Pierwsze spotkanie z pisarzem – Panem Danielem Koziarskim i jego twórczością pod tytułem „Rocznica”. Co to była za przygoda, do tej pory jestem pod wrażeniem tak świetnego opowiadania. A wszystko dzieje się kiedy nieodpowiedni człowiek znajduje się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Mini powieść to jazda bez trzymanki w dodatku świetnie napisana, pochłaniająca do tego stopnia, że nie można się oderwać, jedyny minus jaki zauważyłam – za krótko. Ocena: 6 na 6.

9. Hazardzista XX wieku.

„Karolek” Daniel Radzijewski
To już przedostatnia historia, tym razem czytelnik cofa się do początków XX wieku, od razu zmienia się też styl pisania, który nie podpadł mi do gustu – jest bardzo specyficzny, do tego dochodzą nudne przemyślenia i czytanie staje się katorgą. Mało wartka akcja, urozmaiceniem jest pojawienie się i ludzi i różnej maści zwierząt. Całokształt nie przemówił do mnie, jest to jedno z gorszych według mnie opowiadań. Ocena: 1 na 6.

10. Smutne życie ucznia.

To już ostatnia powieść, kolej na „Ludzie potrafią latać” autorstwa Rafała Cichowskiego.
Nie, takie nieudane zakończenie, kolejna mało ciekawe opowiadanie. A pomyśleć, że gdyby dodać dynamiki, mniej opisów, to można by coś wyciągnąć z fragmentu, a tak to nie ma na to co liczyć. Jestem zniesmaczona, bo liczyłam na huczny koniec. Nie w moim typie. Ocena: 1 na 6.

Podsumowując: Jak można powyżej zobaczyć, były upadki i znacznie mniej wzlotów. Książka sama w sobie nie jest zbyt ciekawa, jednak jestem przekonana, że każdy znajdzie coś w niej dla siebie. Dziesięciu różnych autorów, każdy inaczej i o czym innym pisze. Jak dla mnie to momentami była męczarnia, jednak do przebrnięcia. Można przeczytać.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29184-ludzie-potrafia-latac.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

piątek, 27 marca 2020

Tajemnice o których lepiej nie wiedzieć.



"Dziewczyna z pustego pokoju"

Kamil Szczygieł





narodowość autora:
Polska



Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 280








Coraz częściej ciężko mnie porwać książce do tego stopnia, żebym ją ukończyła tego samego dnia, dzień później. Mam wrażenie, jakby były one pisane „na jedno kopyto”, zmieniają się tylko okoliczności i bohaterowie. Niestety, coraz częściej lektury są przegadywane, ponieważ autorzy ‘lecą’ na ilość stron, a nie na jakość powieści. Do „Dziewczyny z pustego pokoju” zachęcił mnie w głównej mierze tytuł „z dziewczyną”, zazwyczaj książki o przedstawicielkach płci pięknej w roli głównej dobrze mi się kojarzyły. Mam nadzieję, że Pan Kamil Szczygieł utrzyma ten poziom i poszedł w kierunku jakości nad ilością. A zatem przekonajmy się co kryje się pod „Dziewczyną z pustego pokoju”.

Kamil Szczygieł –19-letni pisarz urodzony i zamieszkały w Katowicach. Współpracuje z magazynem CD-Action, przez rok pisał dla internetowego serwisu informacyjnego Alternatywa. Student pierwszego roku filologi polskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jego debiutancka powieść sensacyjna „Dziewczyna z pustego pokoju” pojawiła się za nakładem Wydawnictwa Novae Res. Swojej premiery doczekała się 28 lutego 2020 roku.

Ginger to małe, spokojne miasteczko. Sielankową ciszę zakłóca seria tajemniczych wydarzeń. Jakiś czas temu w wypadku samochodowym traci życie małżeństwo a ich potomek ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Kilka miesięcy później pojawia się do złudzenia podobna sytuacja – kolizja na ulicy, w wyniku czego Pani Rosename zapada w stan śpiączki farmakologicznej, natomiast jej czternastoletnia córka Katy znika i nikt nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak się wydarzyło. Śledztwo prowadzą detektyw Eric Rey, oraz starszy posterunkowy Brendan Willy. W trakcie poszukiwań dziewczynki natrafiają na bardzo dobrze skrywane tajemnice hrabstwa w którym żyją. Po niefortunnych zdarzeniach, warto zadać sobie pytania – kto jest przyjacielem, a kto wrogiem, komu można zaufać, aby uratować ludzkie życie.

Fabuła rozwija się w bardzo powolnym tempie, dopiero po upływie ponad stu stron pojawia się niewinny zwrot akcji, których w całej książce można policzyć na placach. Pan Kamil Szczygieł z premedytacją wystawia cierpliwość czytelnika na próbę i prawie by wygrał tę ‘walkę’, co skutkowałoby odłożeniem lektury. Mimo, iż historia dzieje się w 1988 roku, to nic o tym nie świadczy, może oprócz terminów takich jak: hrabstwo, czy lord. Data ‘starsza’ obyczaje w większości współczesne. Autor początkowo skupił się na przedstawieniu odbiorcy z kim na przyjemność – w skrócie – funduje solidny opis postaci. Pan Kamil przyjął taktykę odkrywania przed czytelnikiem rąbka tajemnicy w bardzo wolny sposób, co skutkuje tym, że czytelnik prawdopodobnie będzie się nudził przynajmniej podczas początkowej przygody z powieścią.

Jeśli miałabym w kilku zdaniach określić książkę to byłoby to, że jest ona bez tak zwanego jaja. Praca organów śledczych to jest istna parodia, jak dzieci we mgle, krążą, coś mają, a jednak tego nie mogą uchwycić. Mam mieszane odczucia co do powieści, jest to kolejna lektura, która mnie nie porwała, fabuła nie jest zapamiętywalna, ciągnie się jak guma...Z drugiej strony przemawiają do mnie krótkie rozdziały, niekiedy żartobliwy, lekki styl pisania, no i sam pomysł na książkę, który nie do końca (według mnie) został wykorzystany. Lektura sama w sobie nie jest zła, w sam raz na kilka dni na kwarantannie. Na pewno jej nie polecę, ani też nie odradzę, ponieważ ani w jedną ani w drugą stronę szala się nie przeważyła. Dla mnie „Dziewczyna z pustego pokoju” Pana Kamila Szczygła, to taka średniego poziomu powieść, nic nowego, czego nie było. Autor również zalicza się do grona, którzy piszą ‘na jedno kopyto’.


https://sztukater.pl/ksiazki/item/30512-dziewczyna-z-pustego-pokoju.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1

wtorek, 24 marca 2020

Tylko dla dorosłych, którzy nie boją się swoich fantazji.




"Osaczona"

Pola Roxa





narodowość autora:
Polska




Wydawnictwo: Lipstick Books
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 354








RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
PREMIERA: 25 MARCA 2020




Dziękuję Wydawnictwu Lipstick Books za podarowanie mi książki w celu napisania recenzji i mam nadzieję, że do kolejnego spisania.

Po niezbyt udanej passie z kryminałami, thrillerami, oraz sensacjami czas na coś zupełnie innego. Najwyższa pora odpocząć i dać się wkręcić w świat miłości, zdrady, oszustwa, taka właśnie ponoć jest książka Pani Poli Roxy pod tytułem „Osaczona”, oznaczona jako lektura dla dorosłych, którzy nie boją się swoich fantazji i potrafią brać tekst z lekkim przymrużeniem oka. Jest to debiut literacki, swojej premiery doczeka się już niedługo, bo 25 marca bieżącego roku. Jak wszyscy wiemy, pierwsze twórczości nie zawsze kończą się dobrze, mam jednak nadzieję, że ta potoczy się pozytywnie. Sądząc po opisie na tylnej okładce, to musi być udany start.

Pola Roxa – informacji o autorce jest niewiele, wiemy natomiast, że jest matką i pracuje w dużej korporacji finansowej. Podczas przerwy zawodowej postanowiła w większym stopniu swój wolny czas poświęcić dzieciom, oraz napisanie debiutu literackiego „Osaczona” (2020 rok). Uwielbia kryminały, rejsy po Morzu Śródziemnym, dobrą kuchnię.

Trzydziestoczteroletnia Karolina wiedzie stabilne, lecz do bólu nudne życie – posiada męża – Bartka, z którym praktycznie w ogóle nie rozmawia, przepiękny dom pod Warszawą i niezbyt interesującą pracę w globalnej korporacji w dziale finansowym w szklanym wieżowcu, do którego codziennie rano zmierza w szpilkach podmiejską kolejką. Nagle coś zakłóca tę harmonię. W pracy zaczynają się pojawiać coraz większe zatarcia, problemy, aż nagle całe życie kobiety wywraca się do góry nogami. Kiedy już się poddała, w jej życiu pojawia się światełko na końcu tunelu – jak za dotknięciem magicznej różdżki ukazuje się przystojny przedstawiciel płci przeciwnej. Mężczyzna zadba o Karolinę tak, jak dawno nikt tego nie zrobił, poruszy tę stronę psychiki, której nikt nie zdołał odkryć…

Pani Pola Roxa pisząc „Osaczoną” bazowała na swoich doświadczeniach życiowych, więc jest to prawda zmieszana z fikcją literacką, co zresztą można dostrzec czytając książkę, oraz notkę biograficzną pisarki. W historii doświadczymy bardzo wartkiej akcji, od początku aż do końca. Dawka humoru to drugie tytuł lektury, nie sposób jest się nie zaśmiać, chociaż raz, jednak na tym się nie kończy, bo czytelnik również doświadczy złości, smutku, czy rozczarowania. W końcu ktoś się odważył szczerze, bez owijania w bawełnę napisać jak to bywa w życiu naprawdę. Zwięźle i na temat, wielkie ukłony za taki czyn. Niestety to też może spowodować, że pewne grono odbiorców zostanie urażone, dlatego warto mieć dystans do tego co się czyta.

Postaci zostali nakreśleni tylko tyle ile jest to potrzebne, przeżywamy metamorfozę głównej bohaterki z bojaźliwej dziewczynki, na mającą swoje własnej zdanie bezlitosną kobietę. Lektura byłaby idealna jako motywator, rodzaj paliwa napędowego do podejmowania słusznych decyzji w swoim życiu. Od powieści nie mogłam się oderwać, pochłonęła mnie do tego stopnia, że gdybym nie musiała robić innych rzeczy, to bym czytała. Świetny debiut literacki. Polecam jak najbardziej, nie tylko dla Pań, ale i dla Panów. Jeśli lubisz, Czytelniku romans powiązany z erotykiem – ta książka będzie odpowiednia dla Ciebie, znajdziesz tam oba elementy w odpowiednich proporcjach, niczego nie jest za dużo. Jak najbardziej polecam „Osaczoną”, kawał dobrej roboty. Śmiało czytajcie.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

poniedziałek, 23 marca 2020

Przygoda zdarzająca się raz w życiu.



"Kroniki Lenny'ego Syberia"

Ewa Sosnowska






narodowość autora:
Polska



Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 384








Kroniki Lenny’ego. Syberia” autorstwa Pani Ewy Sosnowskiej, to trzeci egzemplarz, który wyszedł od autorki i to powierzchownie sądząc (bez zagłębiania się w treść) nie byle jaki. Z okładki można dowiedzieć się, że historia będzie o parze, która postanowiła zrobić sobie wycieczkę na Syberią tylko i wyłącznie ciężarówką. Według mnie bardzo intrygujący motyw, pokazujący na ile człowiek może być samowystarczalny w tak nieobliczalnych i trudnych warunkach dla nieprzystosowanego do takiego klimatu organizmu. Jest to książka przygodowa, więc i powinno być wiele zwrotów akcji. Temat ma potencjał, jestem ciekawa czy autorce uda się go wykorzystać maksymalnie. Jeśli też jesteście ciekawi, a sądząc po tym, że doszliście już do tego momentu – tak, zatem czytajcie dalej.

Ewa Sosnowska – młoda pisarka , sądząc po stylu w jakim są książki autorki, oraz wplecionych w treść zwrotów, które wykluczają osobę w bardziej zaawansowanym wieku. Pochodzi z Polski, na swoim koncie na chwilę obecną ma trzy książki, każda z nich jest z gatunku „literatura obyczajowa i romans”. Jej debiutująca powieść ukazała się w 2016 roku pod tytułem „Czekoladowe randez-vous”, kolejno „Majka” (2020 rok), oraz dzisiaj recenzowane „Kroniki Lenny’ego Syberia”.

Co mógłbyś zrobić szalonego w życiu, co zapadłoby do końca Twojego żywota w pamięci? Główny bohater – Paweł „Lenny” już wie, jest to wyprawa ciężarówką na Syberię. Pomysł narodził się w wyniku pochopnego zakładu z kolegami, niebawem będzie miał szansę się dowiedzieć, co to jest przygoda życia. W tej jakże szalonej podróży będzie mu towarzyszyć Aśka – jego dziewczyna. Czas jaki mają na wykonanie zadania to dwa miesiące. Czy uda im się podołać wyzwaniu? Jak ta niebezpieczna wyprawa wpłynie na nich i ich związek? Czy umocni ich uczucie jakim siebie darzą, a może poróżni? Jedno jest pewne, ani On, ani Ona nie zdają sobie sprawy jak niesamowite wrażenia czekają ich podczas wyprawy, oraz jakie poważne decyzje będą musieli przemyśleć i podjąć.

Lektura została podzielona na krótkie epizody, te są prowadzone z różnych perspektyw, najpierw czytelnik widzi sytuację oczami tytułowego Lenny’ego, czyli Pawła, a następnie Asi, bądź też pojawia się nieoznakowany miks, przez co odbiorca może się lekko zagubić. Nakreślenie wyglądu bohaterów sięga prawie zera, ich charakter często jest infantylny, na pewno nie dopasowany do wieku. Początek książki jest bardzo przesłodzony, nie zabraknie pieszczotliwych zwrotów przykładowo: „mój szaleniec”, „kochany/mój wariat”. Nie zachęca do czytania, chyba, że czytelnik gustuje w przegadanych powieściach, pełnych ckliwych określeń, a główny bohater to szablonowy typ pantoflarza.

Lektura straciła też u mnie na wiarygodności, niespotykany przypływ dożywotniego szczęścia dla bohaterów, kiedy w życiu rzeczywistym nie jest możliwa taka passa, los jest przewrotny. Czyta się w normalnym tempie, jednak autorka stanowczo za dużo razy powielała podobne sytuacje. Jest to jedna ze słabszych lektur jakie przyszło mi czytać w najbliższym czasie. Potencjał nie został wykorzystany, a szkoda, bo zapowiadało się bardzo dobrze. W twórczości nic się nie dzieje, nie można jej nazwać powieścią obyczajową, a raczej tanią historią o miłości, w której życie ma własny scenariusz ułożony, składający się z samych pozytywów, niczym żyli długo i szczęśliwie. Jestem zniesmaczona, że taki gniot trafił w moje ręce. Szkoda czasu i zachodu na taką drętwą ‘przygodę’. Nie polecam.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/30472-kroniki-lenny-ego-syberia.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

piątek, 20 marca 2020

W każdym dobru jest trochę zła.



"Indygo"

Agnieszka Antosik







narodowość autora:
Polska




Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 394








Dramat. Zwykle nie czytam zaprezentowanego gatunku, jednak kiedyś musiał nastąpić ten moment i stało się to właśnie teraz, konkretniej przez pomyłkę. Po opisie zamieszczonym na tylnej okładce byłam święcie przekonana, że będzie to thriller osadzony w więziennych murach, później, jak już książkę dostałam fizycznie, zauważyłam, że przypisano jej etykietę: dramat. Z reguły egzemplarze poświęcone kryminalistom są bardzo intrygujące, cechuje je wartka akcja, dużo napięcia, oraz nieprzewidywalne zakończenie. Mam nadzieję, że i tym razem na mojej czytelniczej drodze lekturze będą towarzyszyć wcześniej wymienione elementy, które sprawią, że lektura pozostanie na długo w mojej pamięci, nie zawiodę się jak i będę mogła ją polecić innym czytelnikom.

Agnieszka Antosik – polska autorka, która specjalizuje się w fantastyce, fantasy, science fiction, czy ogólnopojętej literaturze pięknej. Swoją debiutancką powieść pod tytułem „Naznaczony” (science fiction), dzięki nakładowi Wydawnictwa Novae Res została wydana w 2019 roku. Najnowszą książką autorki jest „Indygo” (dramat), również wydana dzięki temu samemu wydawnictwu, w tym samym roku. Obecnie trwają pracę nad kolejną twórczością.

Życie pełnoletniego (osiemnastoletniego, w późniejszym czasie dziewiętnastoletniego) Brayana Harrisa przypomina życie gwiazd, jakie możemy zobaczyć w telewizji – od najmłodszych lat był rozpieszczany przez wszystkich ludzi otaczających jego, wychowany w eleganckiej, pełnej przepychu posiadłości swoich znanych i cenionych rodziców, ma wszystko co tylko zamarzy, zaczynając od pieniędzy a kończąc na różnej maści używkach. Pewnego dnia dotychczasowa sielanka zamienia się w koszmar. Chłopak zostaje aresztowany, pod oskarżeniem brutalnego gwałtu wraz z pobiciem na byłej dziewczynie swojego przyjaciela – Paula. Na skutek tego zostaje umieszczony w zakładzie karnym o wyostrzonym rygorze. Trafia tam pod opiekę czterdziestoletniego kryminalisty – Stevena Marco’a, który uświadamia młodemu mężczyźnie, ile tak naprawdę ominęło go w dotychczasowym życiu, oraz jak wielką cenę przyjdzie mu zapłacić za swoje lekkomyślne zachowania.

Fabuła „Indygo” Agnieszki Antosik osadzona jest głównie w więzieniu o podwyższonym rygorze, więc wartka akcja, która tak bardzo zachęca czytelnika na samym początku, znika jak za dotknięciem magicznej różdżki i nie pojawia się, co się z tym łączy wkrada się nuda. Lektura przepełniona jest agresją, poza nią nie uświadczymy praktycznie innych emocji, za wyjątkiem kpienia z drugiego bohatera, czy też nie zawsze trafnymi radami życiowymi. Postacie nie zostały jakoś specjalnie nakreśleni, dostajemy jakieś strzępki informacji, zapamiętywalni też nie są, ot był sobie człowiek, którego zaraz nie będzie.

Lektura jest bardzo słaba, język pisania przystępny, a ulubione słowo autorki, które tak bardzo nie pasuje do Brayana to – naturalnie. Na plus zasługują krótkie rozdziały i podrozdziały, w których Pani Agnieszka użyła niekiedy dwóch rodzai narracji. Pierwsza to w formie przemyśleń głównego bohatera, druga – kiedy jesteśmy świadkami wydarzeń, wtedy też możemy przeczytać dialogi, czy też zobaczyć oczami wyobraźni gdzie się znajdujemy i co w danym pomieszczeniu jest. Zastanawiam się jaką ocenę dać podarowanemu mi egzemplarzowi do recenzji, sam początek mnie ujął, że byłam przekonana, iż będzie to dobra lektura, następnie sytuacja obróciła się do góry nogami, w tamtym momencie wiedziałam, że już mi się historia nie spodoba.

Podsumowując: Tak to czasami bywa, że początkowo ciekawe twórczości z czasem okazują się denne, niewarte zachodu. Niestety „Indygo” należało do tego opisu. Nie polecam, nuda nuda i jeszcze raz nuda.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/30460-indygo.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

środa, 18 marca 2020

Fala zła.



"Powódź"

Paweł Fleszar






narodowość autora:
Polska


Wydawnictwo: Księży Młyn Dom Wydawniczy
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 212







Zostałam poproszona o dodanie opinii do książki Pana Pawła Fleszara pod tytułem „Powódź”, tak też przystałam na propozycję i oto w moich dłoniach spoczywa debiut literacki. Sądząc po opisie zamieszczonym na tylnej okładce będzie to kryminał pół żartem pół serio – z nutką humoru, czyli powinna być to lekka książka, w sam raz na odprężenie się po ciężkim, stresującym dniu. Na ogół lubię debiuty, ujawniają one często świeże podejście do literatury, niekiedy prezentują nowe, oryginalne style. Innymi słowy czo człowiek to jakiś ‘obyczaj’. Mam nadzieję, że i przy tej twórczości będę się świetnie bawić, a fabuła pozostanie na długo w mojej pamięci.

Paweł Fleszar – autor książek, dodatkowo od 23 lat pracuje jako dziennikarz, najdłużej zadomowił się w Tempie i Przeglądzie Sportowym, poza tym w dziennikach lokalnych, Nowinach i Gazecie Krakowskiej oraz w magazynach: Champion. Sport and more, futbol.pl, Super Volley. Prowadzi też stronę internetową sportkrakowski.pl. Absolwent studiów politologicznych, dziennikarskich i medioznawczych na Uniwersytecie Jagiellońskim. "Powódź" to jego debiut na oficjalnym rynku wydawniczym. Wcześniej napisał "Wyśnioną jedenastkę", która nie została wydana w formie drukowanej, a jedynie udostępniona - głównie blogerom książkowym - jako e-book na stronie sportkrakowski.pl. W 2019 roku został jednym ze zwycięzców konkursu „Kryminał na 100-lecie AGH”, a jego opowiadanie „Dodatkowy rzut osobisty” wraz z 11 innymi nagrodzonymi tekstami znalazło się w antologii "Archiwum Groźnych Historii", która ukazała się 9 grudnia 2019, nakładem Wydawnictw AGH.

Kraków. Pewnej feralnej nocy, czterdziestoletni Paweł wyskakuje z dziewiątego piętra wieżowca. Wszyscy podejrzewają, że mogło być to samobójstwo, ponieważ mężczyzna zostawił po sobie list pożegnalny, na którego rewersie była przedstawiona piękna dziewczyna. Być może jest to niejaka Zuzia, o której Kuba napisał: „Zły człowiek zabrał Zuzę i odtąd moje życie straciło sens”. Co tak naprawdę skłoniło mężczyznę do utraty życia? Kim jest Zuzia i jaki ona ma z tym wszystkim związek? Dlaczego Jakub miał na swoim smartfonie filmiki niecodziennej treści? Odpowiedzi na te pytania próbuje znaleźć Kris, przyjaciel Kuby z dzieciństwa. Kris jest zawodowym żołnierzem, ale daleko mu do typowego bohatera, który samotnie stawia czoło złemu światu – kiepsko strzela, ma nadciśnienie i początki nadwagi. Tymczasem prywatne śledztwo, w którym pomaga mu dwójka nastolatków, prowadzi go do zaskakujących odkryć…W tym obfitującym w humor kryminale autor podrzuca czytelnikowi różne tropy, sprowadzając go często na manowce. Tytułowa powódź nieubłaganie zbliża się do miasta…

Po otwarciu książki byłam pod wrażeniem jej konstrukcji, dodatkiem do samej historii są kartki z kalendarza, wycinki z gazet, które mają na celu przekazać informacje, o których główny bohater nie ma w ogóle pojęcia, także czytelnik jest zawsze o ten krok dalej. Dość szybko da się poznać, że kryminał jest nim faktycznie, od praktycznie pierwszych stron pojawia się trup. Autor na ogół omija długie, niezbyt ciekawe opisy, co ma z reguły podkręcić wartkość, jednak niestety jej brakuje i nawet ten zabieg nie pomaga. Mam wrażenie jakby z upływem stron tekst stawał się coraz mniej zrozumiały, do niektórych fragmentów musiałam podchodzić kilka razy, żeby zrozumieć o co chodzi, albo ‘co lepsze’ kto mówi i do kogo. Dialogi są słabo zaznaczone. Bohaterowie, co uważam za atut zostali dość dobrze nakreśleni, każdy z nich jest unikatowy. Z przykrością muszę stwierdzić, że wycinki z gazet były ciekawsze niż sama historia i to głównie dla nich czytałam. Bywało wiele błędów merytorycznych, na przykład dość nietrafne opisanie darknet’u. Lektura do mnie nie przemówiła. Takie zwykłe czytadło na chwilę, bez większych lotów. Można przeczytać.

* foto: autor anonimowy



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

poniedziałek, 16 marca 2020

Prawda wyzwala.



"Dziennik Noel"

Paul Richard Evans





narodowość autora:
Stany Zjednoczone



Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 296







Nie od dzisiaj jest wiadomo, że Pan Paul Richard Evans w dalszym ciągu jest jednym z moich ulubionych autorów, ciągle utrzymuje się w mojej czołówce na pierwszym miejscu. Tym razem przychodzi do nas z pierwszą książką z serii: Noel (co z łaciny oznacza „narodzić się”) pod tytułem „Dziennik Noel” ( 2019 rok - data publikacji w Polsce). Wątkiem przewodnim jest proroczy sen, nie jest to codzienne zjawisko, kiedy przeżywa się tak zwane deja vu, co z języka francuskiego oznacza „już widziane”. Jest to bardzo interesujące, a przede wszystkim niezapomniane przeżycie, patrząc oczywiście pod pryzmat osób, u których przynajmniej raz element snu stał się rzeczywistością. Temat jest oryginalny i ma potencjał, jestem ciekawa jak wykorzysta go autor.

Paul Richard Evans to 56 letni bardzo uzdolniony pisarz, pochodzący ze Stanów Zjednoczonych. Autor osiemnastu powieści, każda z nich zajmowała bardzo wysokie miejsce na liście bestsellerów według „New York Times”. Twórczości zostały przetłumaczone na aż 14 języków i udostępnione na całym świecie. Paul Richard Evans wiele razy został nagradzany za swoje powieści, otrzymał między innymi The American Mothers Book Award i Storytelling World Award, same dzieła wygrywały plebiscyty na najlepsze i najbardziej cenione książki dla kobiet. Cztery z jak do tej pory osiemnastu książek doczekało się swoich ekranizacji. Poza światem literackim, autor założył fundację, której misją jest pomaganie skrzywdzonym dzieciom poprzez budowanie dla nich schronisk (The Christmas Box Mouse International).

Miliony wielbicieli, noce w hotelach o podwyższonym standardzie, podróże pierwszą klasą. A to wszystko ma uwielbiany przez czytelników 34-letni autor Jacob Churcher, jego życie przypomina piękną powieść. Lecz w głębi duszy mężczyzna jest samotny i tęskni za prawdziwą, szczerą miłością. Jednak od pewnego dnia dzieje się coś nadzwyczajnego, co nocy w śnie odwiedza go jedna i ta sama kobieta. Gdy pisarz dowiaduje się o śmierci matki, musi wrócić tam gdzie niekoniecznie chciałby – miejsce z którego pochodzi. Zagracony dom rodzinny oprócz rupieci kryje także bolesne wspomnienia, jak i prawdę o jego przeszłości, o których Jacob chciałby jak najszybciej zapomnieć, przed którymi uciekał, teraz będzie musiał stawić im czoła, zmierzyć się z tym co boli najbardziej. Czy w podróży do własnej przeszłości mężczyzna zazna ukojenia? Czy uda mu się odnaleźć kobietę, która odwiedza go w snach? Czy uwierzy w istnienie prawdziwej miłości?

Lektura jest przepiękną powieścią, która opowiada o tym co jest w stanie zrobić człowiek, który dostaje kolejną szansę od życia i ma okazję zacząć wszystko od nowa. Jestem zaskoczona, niestety negatywnie. Nie jest to powieść na miarę Paula Richarda Evansa, którego poznałam wcześniej. Poziom poprzednich egzemplarzy był o wiele wyższy, ten jest drastycznie zaniżony. Lekka lektura z gatunku: historia o miłości, mężczyzna spotyka kobietę łączy ich uczucie, a po drodze opisują sytuacje i poruszają problemy z życia codziennego takie jak: samotność, trudne dzieciństwo. Fabuła toczy się w normalnym tempie w większości przypadkach w Utah ( stan na środkowym zachodzie Stanów Zjednoczonych, leżący na obszarze Wielkiej Kotliny i Wyżyny Kolorado) przed świętami Bożego Narodzenia, czasami pojawiają się zwroty akcji.

Wkradła się straszna rutyna na rozpoczęciu lektury, główny bohater przez ponad sto stron sprząta mieszkanie, autor opisuje pobieżnie co znajduje się w nim i jakie ma to znaczenie dla mężczyzny. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie trwało to tak długo. Brakowało mi przede wszystkim tego co najbardziej lubiłam w twórczościach Pana Evansa – tak zwanych mądrości życiowych, które niegdyś można było wyłapywać garściami, tutaj mamy ich jak na lekarstwo, a może i jeszcze mniej. Czyta się fantastycznie, ale co z tego jeśli nic więcej nie można z powieści ‘wycisnąć’. Do książek Pana Richarda będę oczywiście wracać, wierzę, że powróci do ‘starego’ stylu pisania. Jeśli chodzi o „Dziennik Noel” to można przeczytać.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

środa, 11 marca 2020

Walka z czasem.




"Pułapka życia"
Klaudia Morawa








narodowość autora:

Polska




Wydawnictwo: Studio Suite 77
Data wydania: 2019 rok
Ilość stron: 288






Jakiś czas temu zostałam poproszona o dodanie swojej opinii do książki Pani Klaudii Morawy, pod tytułem „Pułapka życia”. Długo się nie zastanawiałam nad podjęciem decyzji, ponieważ lubię kryminały i thrillery, w dodatku sam tytuł jest przyciągający, a dopełnieniem całości stała się okładka zaprojektowana w ciemnych kolorach, przedstawia ona noc, oraz idącego środkiem ulicy mężczyznę z małym dzieckiem. Co mnie jeszcze zachęciło – inność powieści, jestem ciekawa jak autorka poradzi sobie z dwoma orientacjami seksualnymi w jednej książce, wbrew pozorom to nie jest łatwe zadanie, przekazać tak, żeby nie urazić ani jednych, ani drugich. Kiedyś już czytałam książkę o ‘odmienności’, czyli zmianie upodobań i wyszła ona fantastycznie, czas się przekonać jak wygląda to w „Pułapce życia”.

Klaudia Morawa – z zawodu jest pielęgniarką. Przez kilka lat pracowała jako pielęgniarka anestezjologiczna na bloku operacyjnym. W 2016 roku znalazła zupełnie inne zainteresowanie, jakim jest pisanie uwzględniając w tym również różne historie. Oprócz tworzenia nowych lektur, swoich sił próbuje również w układaniu scenariuszy do seriali, filmów. Pisze tylko wieczorami w towarzystwie swoich niezawodnych gum Mamba, oraz zapętlonego utworu muzycznego. Jej marzeniem jest zobaczyć swoje nazwisko na małym, lub dużym ekranie. W wolnych chwilach uwielbia odwiedzać różne zakątki Polski, oraz oddawać się szaleństwu na torze kartingowym czy stoku narciarskim.

Dwie kobiety – Nikki i Jennifer. Dwie różne orientacje seksualne. Dwa specyficzne charaktery. Czy przeciwieństwa pozwolą połączyć siły w walce o życie siedmioletniego chłopca? Dla doświadczonej detektyw – Nikki, to nie jest tylko walka z czasem, lecz przede wszystkim zmagania z własnymi słabościami. Dla młodszej z nich – Jennifer, jest to nowa ścieżka kariery, która układa się nie tak jakby chciała. Czy uda im się wygrać batalię z czasem i uchronić przed tym co najgorsze?

Powieść jest dynamiczna, podzielona na dni, te z kolei na mniejsze urywki, a każdy z nich jest oddzielony kajdankami. Z czasem ze zwykłego kryminału tworzy się powieść gangsterska. Czyta się szybko, język jest przejrzysty, przyjazny czytelnikowi. Jest to lektura z gatunku tych lekkich, przy której nie trzeba zbyt wiele myśleć. Niestety nie zapada w pamięć, jestem pewna, że po kilku dniach od przeczytania owej książki w pamięci pozostaną mi same strzępy, najciekawsze momenty.

Autorka zrezygnowała prawie całkowicie z opisów, które miałyby na celu zobrazowanie wszystkiego co spotyka na drodze czytelnik, w ten sposób nie robiąc tego pozostawia miejsce na wyobraźnię, żeby ona mogła zacząć pracować na pełnych obrotach. Atutem jest nie rozwodzenie się nad wyglądem bohaterów, jest konkretnie, wystarczająco, co do cech osobowych – te wychodzą z czasem, po ‘przebywaniu’ z postaciami. Książka ukazuje wiele emocji, jak na przykład dawkę humoru, przy interakcjach między głównymi bohaterkami, bezcenne, aż śmiać się chciało momentami z tych wymian zdań; smutek, złość, a nawet i radość.

Podsumowując: lektura, mimo swojej tematyki, oraz lekkości podobała mi się, ma w sobie coś, być może jest w tym omijanie opisów, co mnie przyciągało i nie pozwoliło oderwać od historii. Niestety mimo wszystkich powyższych atutów lektura nie jest zapamiętywalna, a to oznacza nic innego, jak to, że mogłaby być lepiej dopracowana. Tak czy inaczej warto przeczytać, jest to dobra książka w sam raz na odprężenie się dla miłośników kryminałów. Polecam.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

czwartek, 5 marca 2020

Oszukać przeznaczenie.




"Wskazówki"
Bartosz Szczygielski







Narodowość autora:
Polska




Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 207







RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
PREMIERA: 11 MARCA 2020




Z twórczością Pana Bartosza Szczygielskiego witam się po raz drugi, tym razem w innej odsłonie – forma opowiadania dla dzieci, dodam, że uprzednio miałam thriller, który nie przypadł mi do gustu. Ciekawa jestem jak tym razem pójdzie Panu Szczygielskiemu. Są książki po których czujemy niedosyt, rozczarowanie, są też takie, kiedy po przeczytaniu powieści nie możemy przez kilka dni wyjść przez świat wykreowany przez autora, czujemy wtedy radość, czy satysfakcję. Do tej pory każda przeczytana przeze mnie literatura skierowana do najmłodszych odbiorców, sprawiała, że mój poziom endorfin gwałtownie wznosił się ku wyżynom. W końcu jak to się mówi, każdy, bez względu na swój wiek, ma coś z dziecka. Mam nadzieję, że „Wskazówki” również mnie nie zawiodą.

Bartosz Szczygielski – młody, pochodzący z Polski autor i recenzent książek. Jego debiutancka powieść “Aorta” ukazała się w 2016 roku. Prywatnie jest absolwentem Wyższej Szkoły Informatyki Stosowanej i Zarządzania WIT. W 2010 roku został wyróżniony w ogólnopolskim konkursie literackim „Pigmalion Fantastyki”. Uwielbia książki, dobry film, tatuaże, popkulturę. Nigdy nie nauczył się pływać, ale jest świetny w malarstwie.

Poznajcie Maksa, trzynastoletniego, pilnego ucznia klasy szóstej “c”, który postanawia zarobić na swojego pierwszego smartfona w dość oryginalny sposób. A wszystko się zaczyna 21 marca, czyli w zarówno pierwszy dzień wiosny, jak i w dzień wagarowicza. Ta doba miała być wyjątkowa I dokładnie taka była. I byłoby niesamowicie, gdyby na drodze chłopca nie pojawił się dyrektor szkoły, starsza pani przypominająca czarownicę z bajek, oraz kujonka z klasy o imieniu Marta. No i rzecz jasna, gdyby pradziadek nie dał mu nietutejszego zegarka. Wystarczył krótki czasu, aby całe życie Maksa zrobiło obrót o 360 stopni. Jeden czasomierz, trzy wskazówki i nieskończona ilość wariantów życiowych.

Na samym początku warto zwrócić uwagę na to, że lektura przyozdobiona została ilustracjami wykonanymi przez Panią Joannę Rusinek, które mają na celu urozmaicić czytanie, pomóc w wyobrażeniu sobie co w danym momencie przedstawia fabuła. Jest to jak najbardziej na miejscu patrząc, że jest to literatura skierowana dla dzieci. Akcja toczy się w stolicy Polski, czyli w Warszawie, czytelnik przemierza różne rejony, na których główny bohater o imieniu Maks miewa przeróżne przygody, zmierzające do odkrycia odpowiedzi na nurtujące go pytania. Postacie nie zostały nakreślone prawie w ogóle, a jeśli już to bardzo ogólnikowo, jednak nic straconego, bo dopełnieniem zostały ilustracje, które wiernie ukazują wizerunek kluczowych w opowiadaniu osób.

Nie ma to jak przeżyć podróż w czasie, nie powiem, były to oryginalne, niepowtarzalne wrażenia. Co sprawiło też, że historia toczy się w galopującym tempie, nie sposób było się od lektury oderwać. Wciąga maksymalnie, pozostaje w pamięci na bardzo długo. Idealne opowiadanie nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Naprawdę może wiele wynieść z tak ‘prowizorycznej’ książki. Spodobał mi się pomysł na fabułę, mimo iż lata dzieciństwa mam już dawno za sobą. „Wskazówki” są przepełnione wieloma emocjami: poprzez dawkę humoru, przez nutkę strachu a kończąc na smutku, doprowadzającym do łez. Autor urządził sobie grę emocjonalną z czytelnikiem, co mu wyszło w sposób idealny. Warto przeczytać lekturę, żałuję, że egzemplarz liczył tak mało stron. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, który sądząc po zakończeniu powinien się pojawić.
"-W pewnym momencie musisz odpuścić.[...] -Wybrać to, co najważniejsze, choć to może boleć. I będzie bolało. Czasem musi, żeby można było pójść dalej."
"Wszystko ma swój cel i czasem nie możesz nic z tym zrobić. Nieważne, jak bardzo byś chciał. Czasem jest po prostu za późno. Wtedy możesz zrobić tylko jedno. Spojrzeć w przyszłość."



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/03/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html


mylivesignature-1