Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

Cytat dla Ciebie

niedziela, 28 lutego 2021

Nowości wydawnicze marzec '21

 



THRILLER

Premiera "W zamknięciu" autorstwa Kate Simants odbędzie się 10 marca.

"Spokojna i sympatyczna dziewczyna pod osłoną nocy przemienia się w potwora. Wpada w furię,
staje się agresywna i nieprzewidywalna. Christine, matka Ellie, przez lata wypracowała skuteczny,
choć przerażający sposób panowania nad emocjami córki. Co wieczór zamyka na klucz drzwi od jej
sypialni. Z troski o nią i ze strachu o siebie. Dla bezpieczeństwa ich obu."

Powieść ukaże się nakładem Wydawnictwa Muza

------> Recenzja znajduje się TUTAJ <------









THRILLER

"Fatalne kłamstwo" autorstwa Valerie Keogh swojej premiery doczeka się już 24 marca.

"Gdy Beth, Megan i Joanne poznały się na londyńskim uniwersytecie, mimo dzielących je różnic szybko stały się nierozłącznymi przyjaciółkami, gotowymi zrobić dla siebie nawzajem wszystko. Zgodziły się nawet zachować w tajemnicy wstrząsające wydarzenia z pewnej nocy."

Powieść ukaże się nakładem Wydawnictwa Muza

------>Recenzja znajduje się TUTAJ <------






mylivesignature-1

piątek, 19 lutego 2021

Ja jako córka.

 



"W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka"

Renata Werner



Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza (WFW)
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 700












***

Matka jest, a przynajmniej powinna być jedną z najważniejszych osób w życiu każdego człowieka, bez względu na to na jakim etapie egzystencji obecnie on się znajduje. To ONA powinna być Naszą pocieszycielką przy gorszych momentach, karmicielką, która zapewni Nam wszystko co niezbędne do poprawnego funkcjonowania, a także osobistym lekarzem, który tylko na Nas spojrzy i już ma podejrzenia co może dolegać swojemu dziecku. Tak powinna być Mama. A co jeśli jest zupełnie odwrotnie? Gdy od najmłodszych lat, w momencie kiedy zaczynamy posiadać zalążki samodzielności, od samego początku musimy stawić czoła światu w samotności?

Bo Nasz pierwotny ideał, osoba w którą tak usilnie zapatrujemy się od dzieciństwa... nagle odwraca się od swojej pociechy, zostawiając niedoświadczonego młodego człowieka na pastwę losu. Co wtedy? Co w przypadku, gdy człowiek, który powinien być wsparciem, wytchnieniem, trwać przy Nas na dobre i na złe, nie wywiązuje się ze swojej pierwotnej ‘roli’, a co gorsza z premedytacją uprzykrza Nam życie nietaktownymi komentarzami, czy bezpodstawną krytyką? Czy da się tak żyć? Tymi dość rozbudowanymi słowami wstępu zapraszam do książki Pani Renaty Werner, pod tytułem „W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka”. Historia jest autobiografią pisarki.

WFW, czyli Warszawska Firma Wydawnicza powstała w 2008 roku. Ich celem jest łączenie różnych funkcji powiązanych z rynkiem wydawniczym, w tym drukarskim. Firma daje możliwość wydania własnej twórczości w bardzo niskim budżecie. Są członkami Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. O WFW można było przeczytać w między innymi: „Newsweeku”, „Kulturze Liberalnej”, czy „Dzienniku”.

„W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka” to powieść o bardzo skomplikowanych relacjach między rodzicem, a dzieckiem, które często mogą sprawiać ból. Więź między matką, a córką, bo takowa jest prezentowana w książce, na pozór potężna, opierająca się na wzajemnym szacunku, wsparciu. W rzeczywistości jednak nie wygląda tak kolorowo: dzielą je różnice poglądów życiowych, wygląda to tak, jakby obok siebie stały zupełnie niespokrewnione ze sobą osoby.

Autorka autobiografii – Pani Renata Werner podejmuje próbę zrozumienia odmiennych, niż przyjętych przez pisarkę zachowań. Jednocześnie rozpatruje i rozlicza się z przeszłości, która potrafi w dużym stopniu oddziaływać na teraźniejszość, w jakimś stopniu komplikując ją. Jest to historia o pojednaniu, nie tylko z innymi, ale także z samym sobą.

Trafiła mi się powieść o bardzo ciekawej tematyce, temu nie można zaprzeczyć. Jednak motyw przewodni motywem, a odczucia odczuciami. Pod tym drugim aspektem lektura wypadła nieco słabiej. Już od pierwszych stron czułam, że to nie jest to. Opowieść wydaje się ciągnąć w nieskończoność, może też dlatego książka liczy aż tyle stron, objętościowo jest bardzo konkretna. Pani Renata Werner – autorka, bardzo skrupulatnie, z wielką dokładnością i chronologią przytacza obraz ze swojego życia, ukazując tym samym jego wszystkie wady i zalety.

Lektura jest podzielona na rozdziały, każdy z nich porusza inny aspekt egzystencji, co dla mnie jest wielkim atutem, ponieważ czytelnik ma szersze, wielopłaszczyznowe pole widzenia, co pozwala mu na głębszą analizę prezentowanego tekstu. Lektura przeczytana, ale nie napiszę, żebym zagłębiała się w treść z jakimś ogromnym zainteresowaniem. Przeczytałam i tyle, albo aż tyle. Powieść nie zapada w pamięć, jestem pewna, że za kilka dni będę z niej pamiętać szczątkowe informacje. „W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka” nie była zła, napiszę więcej, była całkiem znośna, jednak nie przekonała mnie do siebie na tyle, żebym mogła ją polecić.





mylivesignature-1

sobota, 13 lutego 2021

Zemsta.



"Dlaczego właśnie ja"

E.G. Scott



Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 480











***

Dziękuję Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki.

Prezentując recenzowaną książkę, pod tytułem „Dlaczego właśnie ja” autorstwa E.G. Scott, co ciekawszym, być może przyszłym czytelnikom, nie szczędzili oni określeń, sugerujących, że tytuł kojarzy im się z popularnym polskim serialem paradokumentalnym: „Dlaczego ja?”. Do wszystkich innych, którzy również byli skłonni tak pomyśleć, muszę Was zawieść, otóż jedno z drugim zdecydowanie nie ma nic wspólnego ze sobą.

Lektura pseudonimu literackiego, pod którym kryje się duet pisarzy, jest misternie skonstruowaną historią, o bardzo mrocznym klimacie, pełna potężnych intryg, kłamstw, co za tym idzie też i tajemnic, czy nawet zdrad. Mam zaszczyt Wam przedstawić kolejny elektryzujący thriller autorów świetnie przyjętej uprzednio powieści – „Nic o mnie nie wiesz” (2020, wydawnictwo Muza), mowa oczywiście o „Dlaczego właśnie ja” autorstwa E.G. Scott, które swojej premiery doczekało się 27 stycznia.

E.G. Scott – pseudonim literacki pod którym kryje się para pisarzy pochodząca z Nowego Jorku – Elizabeth Keenan i Greg Wands, autorzy trwają w przyjaźni od ponad dwudziestu lat. Tworzą między innymi: sztukę, opowiadania, scenariusze. Współpracowali dawniej przy wielu projektach. Dzięki wzajemnej miłości do thrillerów i powieści noir powstała twórczość pod tytułem „Nic o mnie nie wiesz”. Prawa do wydania egzemplarza sprzedano do 12 krajów. Jak do tej pory na swoim koncie mają 2 książki, pracują nad kolejną mroczną powieścią.

Charlotte Knopfler miała okazję zostać jednym z poszukiwanych, rozchwytywanych neurochirurgów, jednak w życiu nie zawsze się układa tak jakbyśmy chcieli - przez śmierć pacjentki na stole operacyjnym jej marzenia stają się tylko marą. Po katastrofie kobieta przeszła kursy w zakresie akupunktury i tym też postanowiła się zajmować. Razem z przyjaciółką Rachel prowadzą gabinet. Jej życie dzięki minimalizacji niepowodzenia zabiegów, stało się bardziej spokojniejsze.

Żeby sobie pomóc, udziela się na czacie kobiet z traumami, ma również nowego, a zarazem bardzo tajemniczego chłopaka – Petera, który nalega, aby to co ich łączy pozostało tajemnicą. Pewnego dnia Charlotte dostaje telefon z policji w celu identyfikacji zwłok, przerażona, że mogło się coś stać jej ukochanemu jedzie na złamanie karku w wyznaczone miejsce. Ku jej zaskoczeniu w kostnicy znajduje ciało nie Petera, a jakieś nieznajomej jej kobiety.

Konsternacja zastępuje ulgę, gdy Knopfler dowiaduje się, że nie jest ona w postaci świadka, a podejrzanej. Dlaczego obca osoba podała ją jako kontakt w nagłych wypadkach? Co z tym wszystkim na wspólnego Peter? Czy uda jej się wygrać tę morderczą walkę z czasem i dowieść prawdy?

To jest moje drugie spotkanie z twórczością autorów, jak pierwsze nie zostało u mnie pozytywnie odebrane. Tak teraz śmiało mogę napisać, że to była bardzo ciekawa powieść. Spodobała mi się książka. Lektura mnie tak wciągnęła od pierwszych stron, że nie sposób było od niej się oderwać. Coś niesamowitego. Fabuła galopuje, dużo nagłych zwrotów akcji, autorzy świetnie budują napięcie, zakończenie jest niebanalne, nieprzewidywalne. Postacie są bardzo wiarygodne, tak bardzo realne, borykającące się z różnymi problemami.

Narracja prowadzona jest oczami głównej bohaterki – Charlotte, oraz znanych z poprzedniej książki – „Nic o mnie nie wiesz” pary detektywów – Wolcott’a, oraz Silvestri’ego. Przysłowiową kropkę nad „i” stawiają zapiski z wiadomości elektronicznych, czy rozmowy na prywatnym czacie osób z bagażem doświadczeń życiowych. Prezentowany thriller psychologiczny, ukazuje, że pragnienie zemsty potrafi do reszty zmienić myślenie człowieka, natomiast niefortunny dobór decyzji i ich skutki mogą ciągnąć się latami. To była naprawdę dobra powieść, czytajcie.

mylivesignature-1

piątek, 5 lutego 2021

Księżniczka.

 



"Księżniczka debiutuje"

Connie Glynn



Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 378












***

Jak to często bywa, dziewczynki chcą być księżniczkami. Więc niech teraz podniesie rękę do góry przedstawicielka płci pięknej, która za czasów dzieciństwa nie marzyła nią być. Na pewno duża część z Nas – kobiet, tych młodszych i trochę starszych miała taki cel. Jednak co w przypadku, kiedy fantazje z młodości nie mają prawda się spełnić? Otóż okazuje się, że jest na to rozwiązanie – trzeba zostać portmanką córki królowej! Pisze się prosto, ale kim tak właściwie jest owa persona?

Otóż jest to postać, która udaje członka rodziny, po to, aby ta ‘właściwa’ osoba mogła wieść bezpieczne, spokojne życie. Odgrywanie roli i cieszenie się z niej trwa do momentu, aż księżniczka sama nie postanowi zmierzyć się z rzeczywistością. Jeśli jesteście ciekawi jak udało się wypełnić to zadanie głównej bohaterce powieści Pani Connie Glynn, pod tytułem „Księżniczka debiutuje” – Lottie, koniecznie musicie przeczytać książkę, ale zanim to uczynicie, to zapraszam Was do przeczytania dalszej części mojej recenzji.

„Księżniczka debiutuje” autorstwa Pani Connie Glynn, jest drugim tomem z cyklu: Kroniki Rosewood.

Connie Glynn – swoje pierwsze opowiadanie stworzyła w wieku sześciu lat, przy pomocy swojej mamy, która zapisywała myśli córki na maszynie do pisania. Odkąd pamięta, uwielbiała występować na scenie, już jako nastolatka brała udział w zajęciach teatralnych w jednej ze szkół w Londynie. Jej pasja związana z tworzeniem powieści trwa po dzień dzisiejszy, zdobyła tytuł licencjata na wydziale powiązanym z filmem.

Autorka, podczas swojej nauki w szkole wyższej postanowiła założyć obecnie bardzo popularny kanał na YouTube - Noodlerella. Jest on połączeniem słów noodles – ulubionej potrawy, oraz Cinderella, co z języka angielskiego oznacza: Kopciuszek, czyli ulubiona wyimaginowana księżniczka.

Lottie Pumpkin jest najzwyklejszą nastolatką, której marzeniem jest zostać prawdziwą księżniczką. Uczęszcza do Rosewood Hall, czyli prestiżowej szkoły, do której dostała się w ramach programu stypendialnego.

Elanor „Ellie” Wolfson, pochodzi z rodziny królewskiej, jest córką królowej, która chciałaby być zwykłą dziewczyną, jakich wielu. Wybrała tę samą uczelnię, co jej przyjaciółka Lottie, ponieważ chce odciąć się od obowiązków czekających na nią w królestwie Maradawii.

Podczas roku szkolnego, przyjaciółki coraz lepiej radzą się w swoich nowych rolach. Jednak niespodziewanie w ich otoczeniu zaczynają się dziać bardzo dziwne sytuacje. Wygląda na to, że ktoś z premedytacją podtruwa wychowanków placówki. Ponadto wydaje się, jakby za wszelkim złem stał niejaki Lewiatan, o którym nikt nic nie wie, za wyjątkiem, że jest to tajemnicza organizacja. Obie dziewczyny są w stanie zrobić naprawdę wiele, aby rozwikłać mroczne zagadki. Jednak, czy aby na pewno muszą szukać rozwiązania tak daleko, jak im się wydaje?

Dałam się ponieść luksusowi, czyli światu kręcącego się wkoło księżniczki. Zdecydowanie to był mój udany debiut z powieścią Pani Connie Glynn, bardzo miło czytało się książkę. W lekturze panuje tak bajkowy, idealny klimat, mimo iż za rogiem czai się zło, że aż chce się czytać, ‘być’ w wykreowanym miejscu. „Księżniczka debiutuje” pochłonęłam mnie doszczętnie, trudno było mi oderwać się od powieści. Postaci nie jest za dużo, ale są tak przesympatyczne, oryginalne na swój sposób, że naprawdę da się je polubić.

Fabuła galopuje, ani na chwilę nie zwalnia tempa, co skutkuje bardzo szybkim przemijaniem stron. Nie ma szans, żeby nudzić się podczas przeżywania przygód z głównymi bohaterkami. Recenzowana książka jest kontynuacją „Księżniczki incognito”, jednak zauważyłam, że nie trzeba czytać egzemplarzy w kolejności chronologicznej. Autorka na bieżąco przytacza to istotniejsze kwestie z pierwszego tomu, a następnie je tłumaczy w taki sposób, aby czytelnik mógł połączyć fakty niezbędne do zrozumienia obecnej historii, jednocześnie nie robiąc spojlerów.

Wzbudza ciekawość, tym samym zachęca do przeczytania poprzedniej części. Prawdę pisząc, nie mam się do czego przyczepić. Jestem oczarowana nie tylko okładką książki, ale także jej treścią. Dawno tak dobrze nie czułam się podczas zagłębiania w treść, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Czytajcie, bo naprawdę warto.





mylivesignature-1