Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

wtorek, 24 grudnia 2019

Wiara czyni cuda.





"Co robią choinki po świętach?"
Katarzyna Śpiewak




Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2018 rok
Liczba stron: 98






Święta to magiczny czas, w którym mamy okazję spotkać się z całą rodziną w jednym miejscu. W tym roku niestety bez śniegu, ale czuć tę magię – sklepy ustrojone, w tle lecą piosenki świąteczne, a w marketach panuje szał zakupowy, bowiem każdy stara się o jak najlepszy prezent dla drugiej osoby, na przykład książka o tematyce świątecznej. Bo czemu nie celebrować świąt Bożego Narodzenia podwójnie? Dlaczego nie cieszyć się jeszcze bardziej? Osobiście uwielbiam czytać literaturę tematyczną, dostosowaną do kalendarza. Często „nawyki” powielają się, jednak niektóre się różnią i można zobaczyć jak inne osoby spędzają te wyjątkowe dni, często są one bardzo interesujące. Natomiast jeśli macie dość rozmawiania o nawykach, to może zaciekawi Was „Co robią choinki po świętach” jeśli tak to zapraszam do dalszego czytania.

Katarzyna Śpiewak – autorka książek dla dzieci.

Czy zastanawialiście się kiedyś za dziecka co się dzieje z choinkami po świętach? Są w domu, świecą swoją całą okazałością, błyszczą bombkami, a potem nagle ich nie ma. Odpowiedź na to i wiele innych pytań poszuka Zuzia wraz ze swoją ekipą w której skład wchodzą: uroczy pies o imieniu Korek, oraz jej przyjaciele – Ola, Tomek i inni. W późniejszym czasie okaże się, że kluczem do rozwiązania zagadki jest ozdoba choinkowa – drewniany bałwanek, oraz równie (nie)zwyczajna choinka, odratowana po świętach – zasadzona w przydomowym ogórku dziadków dziewczynki. Czy Zuzi uda się dowiedzieć co się dzieje z tymi drzewami po świętach Bożego Narodzenia? Jak zakończy się przygoda i jak daleko zawędrują bohaterowie, aby rozwikłać tajemnicę iglaków?

Witajcie w świecie choinek, gdzie wszystko jest możliwe. Ale uwaga, akcja nie będzie się działa podczas świąt Bożego Narodzenia, przenosimy się dooo… okresu po świętach. Fabuła osadzona została w dwóch porach roku – zima i wiosna, przez co akcja dostaje przyspieszenia – czyta się bardzo szybko. Słownictwo same w sobie nie jest trudne, chociaż niektóre pojedyncze wyrazy mogą być niezrozumiałe dla młodszych czytelników. Jest to typ historii, która bardzo porusza wyobraźnię u dzieci, a to co trudniej sobie wyobrazić wyrażą przepiękne, barwne ilustracje, które spotykają czytelnika praktycznie na każdej stronie. W lekturze nie zabraknie dawek humoru – przezabawne dialogi to podstawa w takiej twórczości, ale śmiech to nie wszystko, można ujrzeć cytaty życiowe, które przedstawiam trochę niżej.

Idąc dalej, bohaterowie – jak to się przeważnie dzieje w literaturze dziecięcej zostali nakierowani na jedną – tą dobrą stronę. Autorka ponadto zastosowała personifikację, czyli przypisanie cech ludzkich zwierzętom, rzeczom martwym, co dodatkowo wpływa na pozytywny odbiór. Motywem przewodnim książki jest bezinteresowna pomoc. Na konkretnym przykładzie mamy pomoc drzewu iglastemu, które nam się nie odwdzięczy, a tak bardzo cieszy taki gest. Klimat książki jest magiczny, chce się czytać, szkoda, że tak szybko przemijają strony twórczości, z jednej strony chce się zagłębiać w treść, bo jest się ciekawym co będzie dalej, a z drugiej strony ma się chęć delektować każdym słowem, bo całość tworzy cudowną historię. Jestem bardzo zadowolona z „Co robią choinki po świętach” Pan Katarzyny Śpiewak. Oby więcej takich książek dla dzieci i więcej przygód z Zuzią. Polecam głównie dla młodszych odbiorców, ale i dla tych starszych, czy dużo starszych. Gwarantuję, że nudy nie będzie. Śmiało czytajcie.

„Wiesz, czasami cisza jest najlepszą odpowiedzią na pytania. Trzeba się tylko dobrze w nią wsłuchać.”

„Kiedy bardzo czegoś chcemy, zazwyczaj udaje nam się to osiągnąć. Musimy tylko chcieć i wierzyć, że nam się powiedzie.”


https://sztukater.pl/ksiazki/item/29565-co-robia-choinki-po-swietach.html






*          Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, oraz nadchodzącego Nowego Roku,    
*          ślę Wam najserdeczniejsze życzenia. Zdrowych, spokojnych Świąt,        
*          spełnienia marzeń, nawet tych najskrytszych, żeby uśmiech zawsze      
*          gościł na Waszych twarzach. Aby życie zawsze szło "z górki".
*          Na nadchodzący Nowy Rok życzę szampańskiej zabawy do rana,
*          bez bólu głowy, wszelkiej pomyślności. Wszystkiego najlepszego w
*          2020 roku!

wtorek, 17 grudnia 2019

Wyższa świadomość dostępna dla każdego.



"Medytacja Kodu Źródłowego. 

Nowatorska Technika"

Dr Michael Cotton

Wydawnictwo: Studio Astropsychologii 
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 319






Jak szybko uporać się z wszędobylskim stresem, lękiem, osiągać to co chcemy? Według uczonych jest na to niezawodny sposób, po jego kultywowaniu widać efekty od razu. Co to za metoda? Mowa o wykorzystaniu „uśpionej” części mózgu, która jest odpowiedzialna za oświecenie człowieka, podczas gdy inna jego część – dominująca, jest dedykowana naszemu bezpieczeństwu – to ona jest odpowiedzialna za strach czy stres – naturalne reakcje obronne.

Dzięki tej książce dowiesz się jak aktywować owe 10% mózgu, aby uwolnić w swoim ciele tak zwaną „uśpioną energię” - jest to bierna siła znana od najstarszych lat i czczona do tej pory przez starożytne sztuki uzdrawiania. Naukowcy dzięki badaniom udowodnili, że owa energia poprzez rozprzestrzenianie się po całym organizmie działa w sposób pozytywny na ciało i duszę, poprawia humor, podnosi świadomość, a nawet pozwala cieszyć się lepszym życiem. Zaintrygowany? W takim razie do dalszej lektury.

Dr Michael Cotton – specjalista od chiropraktyki, który poświęcił ponad 30 lat na dokształcanie się z zakresu ludzkiego potencjału mózgu, świadomości. Jego praca skupia się na tworzeniu organicznych ludzkich technologii mających na celu uwolnienie subtelnej energii w ciele i pobudzenie mózgu. Założył popularny na całym świecie ruch Higher Brain Living. Ponadto jest autorem techniki Source Code Meditation. Na co dzień mieszka w Chicago wraz z żoną Laurą.

Czy myślałeś kiedykolwiek – Drogi Czytelniku, co by się stało, gdyby udało Ci się pobudzić Twoją uśpioną część mózgu, Twoją utajoną pozytywną energię, która tkwi w Tobie i tylko czeka aż w końcu będzie mogła zacząć działać? Ponadto co by się stało, gdyby tak wprowadzić ogromną, nową technikę medytacyjną, która w zamian otworzy przed Twoją osobą wiele możliwości, o których nie miałeś nawet pojęcia wcześniej?

Jeśli nie, to ta książka pokaże Tobie na czym polega owa technika kontemplacji, jak wykorzystać ją jako system do spełniania swoich celów, oraz jak dzięki tej metodzie można pożegnać się z codziennymi problemami. „Dzięki Medytacji Kodu Źródłowego i 9 Szczytom Transformacji dowiesz się jak zmobilizować subtelną energię w ciele, obudzić wyższy mózg, oświecić umysł i otworzyć serce, by stworzyć życie bez lęku i zmienić rzeczywistość”.

Książka jest napisana w formie opowiadania – narratorem jest nie kto inny jak sam Dr Michael Cotton. Na samym początku pisarz funduje nam solidny, bardzo nudny wstęp, gdzie autor między innymi opisuje swoje doświadczenia związane z medytacją, oraz namawia, aby samemu sprawdzić na sobie ową technikę. Ponadto pisarz wchodzi na „wyższy poziom” i zaczyna porównywać tradycyjną jogę do medytacji kodu źródłowego, płynnie wymienia plusy i minusy.

Żeby uwiarygodnić swoje słowa, daje możliwość zobaczenia filmiku, gdzie pokazane jest uwolnienie energii na innych osobach. Niestety w lekturze nie jest tak kolorowo jakby mogło się wydawać, przykładowo I część jest w większości powtórzeniem solidnego wstępu. Znalazłam cytat, który według mnie mógłby zostać puentą poradnika - „Wszelki wzrost, ewolucja, postęp wymagają zmiany, a niższy mózg boi się jej i okopie się, by ją powstrzymać”.

Później już tylko przewertowałam lekturę, poczułam, że to zupełnie nie mój klimat. W dodatku ciężko czytało mi się twórczość. W późniejszej części widziałam ćwiczenia do wykonania, miejsce na notatki „przed” i „po” medytacji. Oprócz tego nie znalazłam nic ciekawego. Nie spodziewałam się za wiele po poradniku, ale ten jakoś do mnie nie przemówił. Trochę męczyłam się, może to po części wina tłumaczenia, może natłoku informacji. Tak czy inaczej, tym razem jestem jednak na NIE.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/28952-source-code-meditation-hacking-evolution-through-higher-brain-activation.html

czwartek, 12 grudnia 2019

Nikt nie ma tyle sił, by wiecznie uciekać.




"Nie uciekaj"

Maja Drożdż


 
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 470






Czy jest na świecie osoba, która nie miała w życiu gorszych chwil? Wydaje mi się, że nie, każdy z nas miał kiedyś chwile zwątpienia, utraty sił, czy nawet utracenie sensu życia. Są to problemy powszechne, z którymi nie każdy potrafi sobie poradzić, ba pewnie spora część osób. „Nie uciekaj” Mai Drożdż jest „w temacie”. Lubię lektury, które pomagają rozwiązywać spory życia, dlatego uważam, że ta książka będzie dla mnie idealna idąc tym tokiem myślenia. Dopełnieniem całości okazała się być przepiękna okładka, która skradła moje serce, rzadko kiedy widuje się tak piękne, dopracowane w każdym detalu oprawy graficzne. Przedstawia ona kobietę i mężczyznę na tle bodajże toru wyścigowego, cała sceneria jest w szarościach, oprócz jednego elementu – sukienki płci pięknej która jako jedyna została pokazana w innych barwach niż tych ciemnych – jest w odcieniu niebieskim. Wyzwoliła we mnie kilka emocji – między innymi tajemniczość, ale też i ciepło, poczucie bezpieczeństwa.

Maja Drożdż – Debiutująca pisarka pochodząca z Tarnowa. Zaczęła pisać pod wpływem impulsu i własnych przeżyć za czasów młodości, takich, które do przyjemnych nie należały, ale i tych, które sama autorka wspomina po dzień dzisiejszy z miłą chęcią i uśmiechem na twarzy. Inspiracją do tworzenia dla pisarki są inni ludzie, czy nawet sama muzyka. „Nie uciekaj” pozwoliła Mai wyzwolić z siebie negatywne emocje, a także zacząć żyć pełną piersią i czerpać z życia jak najwięcej. Z biegiem lat książka była mnóstwo razy poprawiana, aż w końcu autorka dzieła postanowiła je wydać na światło dzienne z małą pomocą swoich fanów, którym tak się spodobały fragmenty twórczości, że chcieli więcej i to w pełnowartościowej wersji.

Czy potrafisz sobie wyobrazić, że pewnego tracisz dosłownie wszystko, na skutek czego trafiasz do zupełnie nieznanego dla siebie miejsca, gdzie nie jesteś mile widziana, w którym nigdy nie masz pewności jaki będzie kolejny dzień. Dwudziestoośmioletnia Nicole została bez pieniędzy, pracy, dachu nad głową. Czy może być gorzej? Jest zdana na łaskę zupełnie obcych dla siebie ludzi. To początek historii młodej kobiety z dużym bagażem życiowych doświadczeń, która musiała uciekać z domu rodzinnego i próbować ułożyć sobie życie na nowo – tym razem lepiej. Nikt jednak nie powiedział, że będzie łatwo. Sytuacja się komplikuje, kiedy Nicole wpada w pułapkę własnych emocji, które działają wbrew jej samej. Co gorsza nie potrafi wyjść z owej sytuacji. Mnóstwo osób, ale komu można zaufać? Czy już zawsze będzie tak wyglądało jej życie – będzie jedną wielką ucieczką przed emocjami, uczuciami, a nawet samą sobą?

„Nie uciekaj” to typowo kobieca literatura, znajdziemy w niej wszystko co na ogół płeć piękna lubi najbardziej - mianowicie ogrom treści romantycznej i równie dużo powieści obyczajowej, nie zabraknie także szczypty kryminału. W końcu literatura, gdzie bohaterowie są normalni, a nie nakreśleni w jedną stronę – do wyboru ta dobra, lub zła. Lektura jest przepełniona emocjami, aż ocieka nimi – poczynając od smutku, przygnębienia, przechodząc przez romantyczne momenty, radość, kończąc na rozczarowaniu. Główny wątek jest tradycyjny – dzieje się coś, pojawia się trudny etap w życiu, żeby nagle jakimś magicznym trafem pojawiła się odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Zmienną częścią jest tylko zakończenie powieści – raz jest one pozytywne, raz negatywne. W tym przypadku trudno było przewidzieć jak się zakończy historia.

Twórczość Pani Mai Drożdż czyta się zaskakująco szybko, nie można się oderwać od niej. Wielkie ukłony dla Autorki za to, iż mimo debiutu potrafiła stworzyć kawałek naprawdę solidnej lektury. Pisarka posiada bardzo lekkie pióro, oraz umiejętność zainteresowania czytelnika, co nie każdy „twórca” posiada. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i czekam na kolejne książki od Pani Mai. Polecam, warto przeczytać.


"Podejmujesz decyzję i twoje życie układa się w pewien sposób, który jest następstwem twoich wyborów."


https://sztukater.pl/ksiazki/item/29481-nie-uciekaj.html 

sobota, 30 listopada 2019

Niezliczone drogi rozwoju duchowego.



"Struktura duchowości"

 Agnieszka Ornatowska





Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 112







Dlaczego ludzie chcą poznać tak bardzo swoją strukturę duchowości? Odpowiedzi może być sporo, ale najbardziej popularne nurty z tej dziedziny to między innymi poznanie sensu życia, społeczność ma dość robienia wszystkiego w pośpiechu, wiecznej gonitwy za czymś, co ich tak naprawdę nie uszczęśliwia. Ponadto dla większości z Nas ważna jest kontrola swojego zachowania – emocji, radzenie sobie z problemami, które często pogarszają nasz stan zdrowia zarówno psychiczny jak i fizyczny. Kolejną odpowiedzią może być „nauczenie” się poznawania świata nie tylko pod pryzmatem rzeczy materialnych, bo nie tylko z takich on się składa. Pamiętajmy jednak, że każdy z Nas ma prawo wybrać swoją, niepowtarzalną drogę, bowiem każdy jest kowalem własnego losu.

Agnieszka Ornatowska- z zawodu psycholog, ale także certyfikowany Trener NLP ( zbiór technik komunikacji, oraz praca z wyobrażeniami nastawiona na tworzenie i przekształcanie myślenie ludzi). Autorka książek o NLP, oraz hipnozie, oraz poradników psychologicznych dla pojedynczej jednostki, czy też dla par – jak stworzyć udany związek. Prywatnie od 20 lat praktykuje już poznane i odkrywa nowe rodzaje duchowości z najdalszych zakątków świata, swoją wiedzę przelewa na papier, żeby inni mieli już podane gotowe porady i mogli z nich korzystać.

„Struktura duchowości” to jeden wielki zbiór praktyk, jednak dużo odbiegający od wykreowanego, współczesnego myślenia, w którym „nakazane’ jest: medytować, oczyszczać się, a nawet wykonywać różne skomplikowane rytuały i wiele innych. Zamiast obiecanej wolności, otrzymamy jeszcze więcej obowiązków do zrobienia. A przecież nie tędy droga, praktyka duchowości ma Ci przynieść ukojenie, spokój, wewnętrzne wyciszenie, a koniec końców – zwiększenie poczucia własnej wartości, szczęście – stan w którym nic nie musisz, ewentualnie możesz. Dążenie do tego jest ściśle powiązane z pewną strukturą duchową, która jest powtarzana dla wszystkich duchowych praktyk. Dowiedz się na czym polega ta technika z pomocą której osiągniesz swój cel.

O matko i córko, co to było… Ale po kolei, zacznę od początku, autorka w swojej twórczości ukazuje metody praktykowania swojej duchowości, przedstawione sposoby Pani Agnieszka nakłania do wypróbowania na sobie, aby znaleźć tą najlepszą, najbardziej dopasowaną do osobistych potrzeb. Według pisarki, nic nie mamy do stracenia, a możemy dużo zyskać. Autorka w „Strukturze duchowości” sprawnie obala mity powstałe na przestrzeni lat. Pokazuje Czytelnikowi, że nie potrzeba specjalnych uzdolnień, aby przejąć stery nad swoją duchowością, wszystko co musimy mieć to tylko dobre wprowadzenie.

Tekst jest bardzo krótki, liczy trochę ponad sto stron, niestety jest mało konkretny, za to prywatne odniesienia, rozwlekanie, to tylko dwie z wielu cech, które bardzo niekorzystnie wpływają na odbiór. Moje pytanie brzmi: po co to wszystko? Czy nie byłoby prościej ująć całą „wiedzę” w pigułce, nie zwracając uwagi na ilość stron, myślę, że byłoby wtedy ciekawiej i tekst bardziej by przykuwał uwagę. Moją frustrację podniosły wtrącenia w postaci uśmiechniętych buziek na końcu wielu zdań. Nie bardzo rozumiem jaki miał być ich zamysł, bo ozdobą to na pewno nie były. Miałam nadzieję, że będzie to solidnie napisana, pełnowartościowa książka z prawdziwymi poradami, tymczasem czuję się jakbym otworzyła zeszyt ucznia i czytała notatki. Nie tego się spodziewałam.

Podsumowując: Jestem bardzo zniesmaczona lekturą, liczyłam na coś innego, okazało się być czymś innym. Nie znalazłam żadnego plusa. Jeden wielki bełkot, którego nie polecam. Szkoda czasu.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29421-struktura-duchowosci.html

sobota, 23 listopada 2019

Szaleniec, wprawny rzemieślnik czy desperat?


"Remedium"

Radosław Rutkowski




Wydawnictwo: AlterNatywne
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 349






Ostatnio mam strasznego pecha jeśli chodzi o książki, trafiają się same takie, które nie podpadają mi w mój wybredny gust. Nie jest to kwestia gatunkowa, kryminał kryminałowi nie jest równy. Dlatego teraz będąc mądrzejsza w jakimś stopniu – w końcu człowiek uczy się na błędach, postanowiłam najpierw bardzo dokładnie przeczytać opis zamieszczony na tylnej okładce, potem przemyśleć, czy w ogóle spodobało mi się, a potem zobaczyć oceny wydane przez innych czytelników, którzy lekturę mają już za sobą. Przy „Remedium” ocena była zadziwiająco dobra w mojej opinii, wynosiła ponad 7 gwiazdek na 10. Tak więc wszystko było jak należy i dlatego właśnie wybór padł na dzieło Pana Radosława Rutkowskiego.

Warto zwrócić uwagę na oprawę graficzną, która ma w sobie coś, co przyciąga wzrok. Jest bardzo prosta i składa się z czterech elementów i tła: dłoń, duża niebieska tabletka przedstawiająca nóż tu też sztylet, tytuł Remedium w takim samym kolorze jak medykament, oraz imię i nazwisko autora w kolorze białym, a wszystko to zostało przedstawione na czarnym tle, które dodaje mrocznego klimatu. Bardzo mi się spodobała oprawa graficzna, mimo swojego minimalizmu. Tutaj potwierdzają się dość popularne słowa, że nie zawsze dużo oznacza lepiej.

Łódź, to tutaj dochodzi do makabrycznej zbrodni, gdzie ofiarą pada młoda dziewczyna o imieniu Karina. Morderca działał z wielką precyzją, jaką muszą posiadać chirurdzy, postanowił nakłuć wszystkie narządy kobiety, aby ta wykrwawiła się na śmierć, następnie pozostawił po sobie krwawy napis „Żyłaby, gdybyś otworzyła te drzwi”. Łódzka policja jest bezradna, postanawiają wezwać posiłki z Krakowa i tak oto pojawia się Przemek Stawczuk, który wraz ze swoim partnerem Tomkiem Gąsiorem udaje się na miejsce zbrodni, by rozwikłać psychopatyczną zagadkę zostawioną przez oprawcę.

Zamordowana Karina miała współlokatorkę w swoim wieku – Paulinę Gaworską, o której nic nie wiedziała, z wzajemnością. Jak się z upływem czasu okazuje, wiadomość pozostawiona na ścianie była kierowana nie do kogo innego jak do Pauliny, to ona była wtedy w mieszkaniu kiedy za drzwiami pokoju Kariny zabójca szykował się do ataku. Przerażona studentka chce jak najszybciej zapomnieć o wydarzeniu, nie ma jednak pojęcia, że sadystyczna gra dopiero się zaczęła.

Zacznę od elementu, który przyprawiał mnie o ogromną irytację – opisy wszystkiego czego się nie napotka na książkowej drodze, łącznie z opisami krajobrazu, który do znudzenia był wałkowany, ile można. Jakbym chciała przeczytać lekturę krajoznawczą, to bym taką wzięła. Oczekiwałam kryminału/thrilleru i owszem dostałam go, uwaga jako dodatek, jest go stanowczo za mało. Na pierwszym miejscu rzucają się nudne opisy. Brak jakiegokolwiek napięcia. Idąc dalej tym tropem – kuleje wiarygodność, zamiast tego czytelnik dostaje przesiąknięte fałszem przypadki, które magicznym trafem pomagają rozwikłać zagadkę, są tak naciągane, że historia stała się dla mnie mało wiarygodna. Nie tędy droga, trochę więcej autentyczności by się przydało. Do minusów śmiało zaliczę również postacie, są one takie nijakie, bezbarwne, niby opisane były, ale nadal nie posiadają „charakteru”.

Teraz, żeby nie było, że widzę same negatywy, przejdę do plusów które udało mi się dostrzec. Na pochwałę zasługuje wielowątkowość i przy tym nie było gubienia się – widzimy wydarzenia z dwóch perspektyw – lokatorki zamordowanej dziewczyny, oraz oczami służby dochodzeniowej. Ciekawie to wyszło. Kolejnym atutem są krótkie – liczące kilka stron rozdziały, ponadto każda część z całości zaczyna się od nowej sytuacji, nie jest przeciągany jeden wątek przez kilka fragmentów książki, co dla mnie jest świetną sprawą, która ułatwia orientację w lekturze, bowiem nie ma opcji, żeby czytelnik zagubił się w treści.

Moje ogólne odczucia odnośnie książki są bardzo mieszane. Spodziewałam się czegoś więcej patrząc na tyle pozytywnych opinii i komentarzy, a tutaj zastało mnie spore rozczarowanie. Ponadto sądziłam, że nazwisko (zbieżność) do czegoś zobowiązuje, a tu cienko, bardzo cienko. Męczyła mnie ta książka. Ostatecznie minusy są ponad plusami. Jestem na nie. Nie polecam.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29365-remedium.html

sobota, 16 listopada 2019

Gwarancja czystości, zdrowia i urody.



"Soda oczyszczona - 100 leczniczych właściwości  Kompletny przewodnik bezpiecznego wykorzystania"
Britt Brandon

Wydawnictwo: Vital
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 221







Niech podniesie rękę osoba, która nigdy nie słyszała o sodzie oczyszczonej, otóż czym właściwie jest ten „magiczny” proszek, który działa praktycznie na wszystko zaczynając od problemów skórnych a kończąc na brudnych urządzeniach? Jest to nieorganiczny związek chemiczny z grupy wodorowęglanów, nic Ci to nie mówi? W skrócie soda ta którą macie w domu jest naturalnym, bezpiecznym proszkiem, który przyda się zarówno w domu, jak i poza nim, dlatego warto zawsze mieć go przy sobie. Jak to możliwe, że jest taka wszechstronna? Posiada właściwości żrące, bardzo dobrze się rozpuszcza w innych substancjach, oraz ma zdolności neutralizowania przykrych zapachów. Zaskoczony? A może zaciekawiony? Jeśli tak to zapraszam do czytania dalszej części recenzji.

Britt Brandon – 29 letnia autorka e-booków, oraz książek papierowych o tematyce poświęconej zdrowemu jedzeniu i sprzyjających temu korzyści, nie tylko na zdrowie, ale również na urodę. W swoich twórczościach prezentuje sprawdzone przez siebie sposoby przydatne w domu, jak i poza nim. W skrócie, każdy znajdzie coś dla siebie. Prywatnie mama trojga małych dzieci w wieku 2,4 i 6 lat, certyfikowana trenerka personalna, autorka wykładów na mniejszą skalę o tematyce jedzenia, odżywiania się. Posiada własną stronę internetową poświęconą w głównej mierze fitnessowi.

Substancja której jest poświęcona książka (soda oczyszczona) to wszechstronny, magiczny proszek, którego niektóre zastosowania z pewnością zaskoczą, inne zadziwią, a jeszcze kolejne zachęcą do stosowania. Soda może być używana w kosmetyce, jako środek na dolegliwości wewnętrzne i zewnętrzne, jako dodatek do jedzenia, jest bezpieczny zarówno dla człowieka jak i dla zwierząt. Ta substancja pomoże Ci – Czytelniku zaoszczędzić pieniądze, a jednocześnie uzyskać pożądany efekt za kilka złotych, zamiast wydawać kilkadziesiąt. W książce Britt Brandon znajdziesz 100 leczniczych właściwości sody oczyszczonej, oraz jak je bezpiecznie wykorzystać.

Dzięki podarowanemu mi egzemplarzowi miałam okazję przyjrzeć się bliżej zastosowaniom cudownemu, białego proszku, jak mówi się potocznie o sodzie oczyszczonej z dziedzin takich jak: zdrowie i uroda. Autorka opisała nie tylko sprawdzone „przepisy”, ale także wyjaśniła z czego wynikają dolegliwości i jakie w tym wszystkim ma działanie główny „bohater” książki. Jest to o tyle ciekawe, że wszystko zostało potwierdzone badaniami, testami. Jesteśmy więc pewni, że patent okaże się skuteczny, a nie kolejną ściemą reklamową dla pieniędzy. Ogromny plus za niestosowanie typowo chemicznych zwrotów, co powoduje, że każdy, niezależnie od posiadanej wiedzy zrozumie treść.

Kolejnym atutem jest przejrzystość poradnika, nie doświadczymy w nim jednego wielkiego zlepku informacji, cała wiedza została estetycznie oddzielona- kończy się jeden temat, od następnej strony jest kolejny. W egzemplarzu znajdziemy różne metody od tych bardziej powszechnych i nie zaskakujących takich jak: wybawianie plam, czy pozbywanie się przykrych zapachów, po takie, które mnie bardzo zaskoczyły, gdyż nie miałam pojęcia o tak zaawansowanych właściwościach nieinwazyjnego proszku, którego nie da się przedobrzyć i jest w stu procentach przyjazny dla ludzi i zwierząt, na przykład, przy wzmacnianiu płodności, usuwanie drzazg, czy mającego działanie na układ krążenia, a także nada się do czyszczenia uzębienia naszych pupili. Zastanawiałam się jak to jest możliwe. A jednak, niemożliwe, staje się możliwe.

Osobiście byłam bardzo mile zaskoczona lekturą, z całą pewnością książka będzie idealna dla wszystkich osób, u których naturalne sposoby są wyżej niż chemia, czy leki o wątpliwych składach. Nie jest istotne czy potrzeba pomocy w czynnościach domowych, czy przy zwierzętach, a może przy własnych dolegliwościach. Ta książka jest skarbnicą niezastąpionej wiedzy, która na pewno przyda się każdemu wcześniej czy później. Polecam.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/28942-baking-soda-for-health-100-amazing-and-unexpected-uses-for-sodium-bicarbonate.html

poniedziałek, 11 listopada 2019

Wspólna tajemnica jednoczy bardziej niż więzy krwi.



"Córeczki"

Adrian Bednarek




Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 611






Sięgnęłam po „Córeczki” Adriana Bednarka z dwóch powodów: pierwszy to samo nazwisko pisarza, które zawsze kojarzyło mi się bardzo pozytywnie, owy fakt został poparty przeczytaną wcześniej książką, z której byłam bardzo zadowolona. Drugim aspektem, który przekonał mnie i postawił kropkę nad przysłowiowym „i” była hipnotyzująca okładka, która bardzo mi się spodobała, do tego stopnia, że dość długo analizowałam jej zawartość, próbowałam odgadnąć o czym może być książka nie czytając uprzednio opisu. Obwoluta przedstawia dwie młode kobiety na tle sporej wielkości domu, wszystko zostało wykonane w odcieniach szarości i brązu, co dodaje tajemniczości całokształtowi. Czytając dalej przekonacie się czy „środek” lektury był równie ciekawy co jej oprawa graficzna.

Adrian Bednarek – 35-letni pisarz pochodzący z Częstochowy. Do jednego z licznych jego sukcesów można zaliczyć: ukończenie Akademii Ekonomicznej znajdującej się w Katowicach. Główne zainteresowania autora to między innymi fascynacja seryjnymi mordercami, oprócz tego fan sportów motorowych takich jak żużel, czy biegania. Na samym szczycie piramidy czynności, które uwielbia znajduje się tworzenie nowych książek, lubi tworzyć bardzo zawiłe fabuły, pełne zagadek, a postacie cechuje czarny charakter. Adrian Bednarek specjalizuje się w kryminałach czy thrillerach. „Pamiętnik diabła” to debiutancka książka, powstała w 2014 roku, opowiada ona o seryjnym mordercy z Krakowa.

„Wspólna tajemnica jednoczy bardziej niż więzy krwi”

Ewa na skutek zawirowań życiowych musiała zrezygnować ze spełniania swoich marzeń, miała być policjantką, pozostało jej prowadzenie butiku w centrum Częstochowy. Pola również musiała odrzucić plany związane ze studiami o profilu medycznym, pozostało jej zarabianie na nauce pole dance, które nie pozwala godnie żyć. Dwie zupełnie inne osoby, dzieli je bardzo wiele poczynając od wieku a kończąc na planach na przyszłość. Łączy jeszcze więcej - morderca zwany Strachem na Wróble, który w odstępie dziesięciu lat sprowadził nieszczęścia na ich rodziny. Niespodziewanie Ewa trafia na trop oprawcy i nie waha się ani sekundy aby prosić Polę o wsparcie. Razem podejmują się wyzwania i szukają na własną rękę psychopaty, który przez kilkadziesiąt lat pozostał nieuchwytny. Nie wiedzą jednak, że to dopiero początek makabrycznej gry.

Na wstępie zacznę od tego, że nie dotrwałam do końca lektury, nie dałam rady, dlaczego? Już tłumaczę, początek historii skutecznie mnie zniechęci, działał mi na nerwy, co krok to jakaś tajemnica, której czytelnik od razu nie pozna, nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie co kilka stron ukazywała się kolejna zagadka, a za nią jeszcze jedna. Zabawa w kotka i myszkę z umiarem może być fajna, w nadmiarze robi się niesmaczna. Dialogi są wymuskane, tak bardzo, że aż sztuczne i mało wiarygodne, ociekające słodyczą lub w drugą stronę nienawiścią, nie ma neutralnych rozmów. To samo tyczy się bohaterów są nakierowani przeważnie w jednym kierunku, co też ujmuje na ich autentyczności.

Na próżno szukałam jakiś plusów, mimo iż się bardzo starałam wyszło to z marnym skutkiem. Jestem zdania, że jeśli lektura po przeczytaniu określonej liczbie stron nie spodoba się to szkoda na nią czasu, w końcu jest tyle książek do przeczytania, po co męczyć się tą jedną pozycją. Jestem zawiedziona patrząc przez pryzmat wcześniejszej przeczytanej książki Pana Bednarka, poziom drastycznie spadł, wtedy byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, teraz jest odwrotnie. „Córeczki” to jest jakieś nieporozumienie, nie dość, że ciągnie się jak guma do żucia, to jeszcze nic się nie dzieje, początkowa sielanka z całą pewnością nie jest interesująca i negatywnie wpłynęła na mój odbiór. Nie polecam.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29242-coreczki.html

niedziela, 3 listopada 2019

Straciłeś już wiarę w swoje uzdrowienie?


"Święta nauka przodków - droga do uzdrowienia. Pierwotne rytuały, szamańskie praktyki i medycyna ludowa"

Nick Polizzi


Wydawnictwo: Studio Astropologii
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 385







Do wzięcia książki pod recenzję zachęciła mnie w głównej mierze jej tematyka. Odkąd pamiętam zawsze interesowało mnie jak pierwotni ludzie dawali sobie radę z leczeniem chorób, czy innych dolegliwości, kiedy medycyna nie była jeszcze rozwinięta. Z egzemplarzem „Święta nauka przodków- droga do uzdrowienia. Pierwotne rytuały, szamańskie praktyki i medycyna ludowa”, który został mi podarowany mam szansę się tego dowiedzieć, ponadto autor daje możliwość wypróbowanie niektórych „starych” metod w życiu codziennym. Zapowiada się bardzo dobrze, czy tak pozostanie, przekonajcie się czytając dalej.

Nick Polizzi – reżyser oraz producent filmów o tematyce dokumentalnej, mają one za zadanie ukazanie, że pradawna medycyna jest równie skuteczna, a czasami nawet bardziej niż ta współczesna. Aby dowiedzieć się co nieco o dawnych zwyczajach wybrał się w podróż na koniec świata, do ludności, która w dalszym ciągu praktykuje stare, niezawodne metody bazujące głównie na roślinności. Nick prowadzi także bloga, gdzie podaje różne przepisy mieszając rośliny, żywność dla lepszego samopoczucia, a także jako sposób zapobieganiu, zwalczenia choroby. „Święta Nauka” - strona internetowej społeczności powstała z powołania, by wiedza, która tak szybko umyka została zachowana i mogła być praktykowana przez każdego, kto tego potrzebuje.

„Święta nauka przodków- droga do uzdrowienia. Pierwotne rytuały, szamańskie praktyki i medycyna ludowa” Nicka Polizziego jest lekturą kiedy medycyna konwencjonalna nie jest w stanie poradzić sobie z dolegliwościami, a Ty już miewasz myśli w głowie, że nic Ci nie pomoże. Otóż pojawia się światełko na końcu tunelu, w którą stronę tym razem możesz pójść, aby sobie pomóc, tym sposobem są pradawne praktyki. Mówi się, że szamańska mądrość jest kluczem do uzdrowienia. Dzięki tej książce dowiesz się między innymi: dlaczego jeszcze uzdrawia się naturalnymi sposobami, następnie po całej teorii przejdziesz do praktyki – poznasz rytuały. Nauczysz się rozumieć co „mówi” do Ciebie Twoje ciało, wszystkie traumy, uczucie zagubienia pozostaną uwolnione i zneutralizowane, a wszystko to dlatego, żebyś znalazł, drogi Czytelniku, swoją własną, niepowtarzalną drogę do uzdrowienia.

Książka została napisana w formie opowiadania, historia jest na faktach, o czym możemy się przekonać znajdując filmiki w internecie. Narratorem jest młody mężczyzna o jasnej karnacji pochodzący z Nowej Anglii o imieniu Nick. Powieść powstała na skutek chęci uleczenia problemów zdrowotnych z którymi borykał się od momentu ukończenia dwudziestu lat. Nick postanowił zakończyć swoje dolegliwości sposobami rodem ze starożytności. Podczas czytania książki musiałam się bardzo mocno skupić na jej treści, medycyna nawet ta dawna, przekazywana z pokolenia na pokolenie nigdy nie należała do prostych tematów. Cała historia zaczyna się od środka – w momencie, kiedy odbiorca jest w centrum wydarzeń, które mają na celu pokazanie jednego z rytuałów uzdrawiających. Wraz z upływem stron w książce pojawia się chronologiczna retrospekcja, zabieg został wprowadzony aby najpierw zaciekawić czytelnika, a potem krok po kroku pokazać mu jak do tego doszło.

Opowieść z życia głównego bohatera – Nicka, nie jest jakoś fascynująca, zwykły człowiek z powszechnymi dolegliwościami, który za wszelką cenę próbuje uchronić się przed medycyną tradycyjną na rzecz tej pradawnej, nie porywa. Natomiast rady są wręcz genialne, zostały zaprezentowane na szarym tle, co by w razie znudzenia opowieścią można było przejść po to o czym ta książka miała być w całości. Niestety tak nie jest, rytuały są tylko dodatkiem, szkoda. Wszelkie rady zostały przed opublikowaniem przetestowane przez uzdrowicieli, mogą pomóc, lecz niewłaściwe ich wykorzystanie ma prawo skutkować odwrotnością. Lekturę polecam wszystkim tym, którzy miewają myśli, że im już nic nie może pomóc, nie musicie wybierać się do Amazonki, jak to zrobił Nick Polizzi, aby zdobyć wszelką niezbędną wiedzę uzyskacie ją wraz z egzemplarzem. Warto przeczytać choćby dla samych rad.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29004-the-sacred-science-an-ancient-healing-path-for-the-modern-world.html

poniedziałek, 28 października 2019

Zło najłatwiej ukryć pod maską klauna.




"Pokrzyk"

Katarzyna Puzyńska




Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 604






Rozpoczynam swoją kolejną przygodę z historią napisaną przez Panią Katarzynę Puzyńską, autorkę tak więc znam pod względem literatury i dodam, że zawsze lubiłam czytać twórczość, która wyszła spod pióra autorki. Wybór więc był wręcz banalny, zobaczyłam na liście książek, które czekają na dodanie do nich opinii nazwisko klucz – Puzyńska i to mi wystarczyło, aby podjąć decyzję, nie potrzebowałam czytać ani opisu, ani szczególnie przyglądać się okładce, żeby zostać zachęcona do zapoznania się z tekstem, jak to bywało wcześniej. Zawsze miałam pozytywne odczucia po przeczytaniu lektur Pani Katarzyny, chociaż w tych dalszych częściach zauważyłam dość potężne zachwianie w stylu pisania, co mnie bardzo przeraziło, jednak nie zniechęciło. Mam nadzieję, że wszystko wróciło na dobre tory i otrzymam prawdziwe dzieło, jak to wcześniej miało miejsce, a nie tylko jego namiastkę.

Katarzyna Puzyńska to 34 letnia pisarka z wykształcenia psycholog. W swojej karierze była przez okres kilku lat nauczycielem akademickim zgodnie ze swoim wykształceniem, porzuciła owe zajęcie na rzecz swojej pasji – pisania. Poza bycia pisarką dba o swoje zdrowie fizyczne – uprawia sport, zajmuje się swoimi pupilami: kotem, psami i końmi. Kocha mocne brzmienia tak samo jak Hiszpanię czy Skandynawię. Ma mnóstwo tatuaży co też sprawiło, że mówi o niej się „najbardziej wytatuowana pisarka w Polsce”. Jej pierwszą książką był „Motylek”, który rozpoczął serię o Lipowie – malowniczej wsi położonej niedaleko Brodnicy. Autorka trudzi się w kryminałach psychologicznych, o bardzo obszernym tłem obyczajowym, oraz rozbudowanym wątkiem społecznym, porównywana jest do Agathy Christie czy Camilli Lackberg. Pani Puzyńska jest również autorką książek non-fiction Policjanci, Ulica i Policjanci.

Wnyki. Teoria społeczna brzmi tak: kto przekroczy progi starego dworku pod lasem – umrze. Klątwa dosięgnie każdego odważnego. Niespodziewanym trafem trafia tam Weronika Podgórska, wkrótce będzie musiała z tego miejsca uciekać jak najszybciej i to w towarzystwie osoby, którą ma ochotę zabić. W tym samym czasie nieopodal dzieje się tragedia – umiera starsza Pani, przy denatce widziano emerytowaną policjantkę – Klementynę Kopp, automatycznie to na nią spadają podejrzenia zabójstwa. Są jednak osoby, które nie wierzą w winę Kopp, Daniel postanawia dowieść, że przyjaciółka jest niewinna, narażając tym samym swoją posadę. Rozpoczyna on swoje prywatne śledztwo, żeby nie było tak prosto, ma on rywala, który jest prywatnym detektywem – bada zbrodnię sprzed 41 lat, szybko okazuje się, że sam wynajęty kryje jakąś tajemnicę. Kto zginie następny i jaki związek ma z całą sprawą ciało wiszące na hakach?

Czytając „Pokrzyk” czułam się jakbym miała przed sobą bajkę w wersji dla dorosłych: obłąkani ludzie, dworek na odludziu, w którym straszy, klątwy. Momentami historia wprawiała moje serce w szybsze obroty, następował przypływ adrenaliny spowodowany w tym przypadku chwilowym przerażeniem. Brakowało mi dynamiki, której było bardzo dużo w pierwszych tomach. Tutaj niestety dominuje statyczna fabuła, która nie zachęca czytelnika do czytania, bo przecież większość z Nas lubi jak coś się dzieje. Podczas czytania miałam wrażenie, jakby niektóre wątki były przedłużane na siłę, przykładem może być znany czytelnikom książek o Lipowie trójkąt, który ciągnie się od kilku tomów bardzo intensywnie, pytanie brzmi po co? Czyżby ten zabieg oznaczał brak weny u Autorki? Tak czy inaczej lektura prezentowałaby się znacznie lepiej, gdyby niektóre „sprawy” zostały już pozamykane, ile można czytać w kółko to samo.

Zauważyłam metamorfozę bohaterów, niestety na niekorzyść, wraz z kolejnymi egzemplarzami wydaje mi się, jakby tendencja psychiczna wzrosła, co to oznacza? Otóż postacie nabywają coraz większych schorzeń umysłowych. Na samym początku przygód z policjantami z Lipowa, bohaterowie byli normalni, z czasem zaczęła dziać się patologia, co skutecznie mnie zniechęciło do zagłębiania się dalej w tekst. Nie dokończyłam czytać „Pokrzyku”, nie dałam rady, poddałam się po kilkuset stronach. To była jedna z najgorszych książek Pani Puzyńskiej jakie miałam w swoich dłoniach. Zawiodłam się bardzo, ale tego tez mogłam się spodziewać, ta seria trwa zbyt długo i widać, że Autorka nie ma już pomysłu na fabułę. Strasznie wymęczyła mnie ta część, którą przeczytałam. Jak tak dalej ma wyglądać twórczość Pani Katarzyny, to ja podziękuję za takie „dzieło”. Nie podobało mi się, jestem na nie. Nie polecam.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29174-pokrzyk.html

piątek, 25 października 2019

Jaki masz stosunek do swojego ciała?


"Przewodnik po mądrości ciała. Wszystko, co umysł musi wiedzieć o ciele"

Ann Todhunter Brode




Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 373






Stres. Chyba nie ma osoby na tym świecie, która by nie wiedziała co to jest za rodzaj emocji, z którymi borykamy się praktycznie dzień w dzień. Przeżywamy natomiast go na różne sposoby: jedni więcej jedzą – zagryzają stres, inni nic nie jedzą - nie mogą przełknąć, jeszcze inni krzyczą, kolejni obgryzają paznokcie i pewnie jest jeszcze wiele innych sposobów, aby radzić sobie z tego typu emocjami. Jednak kto nie myślał, żeby pozbyć się go na tyle ile jest to tylko możliwe.. Ograniczyć do minimum, nie robiąc sobie przy tym „krzywdy”? Do tego grona zaliczam się właśnie ja i to głównie ten temat sprawił, że wzięłam do recenzji książkę Pani Ann Todhunter Brode - „Przewodnik po mądrości ciała”.

Ann Todhunter Brode jest uważana za najlepszą w tym co robi, a mianowicie chodzi o prace na temat ciała, umysłu, czy ducha. W 1968 roku otrzymała licencjat, przez 7 lat pracowała jako terapeuta dla dzieci, korygując zaburzenia percepcji ruchowej. Dzięki temu doświadczeniu zauważyła, że każde ciało jest inne, inaczej reaguje i potrzebuje indywidualnego podejścia. Chcąc pomóc ludziom w uzyskaniu pełnej kontroli nad swoimi emocjami autorka zaczęła przeprowadzać szeroko okrojone szkolenia w tej dziedzinie. Jest założycielem Fundacji Healing Center Foundation, non-profit, której misją jest wspierać zdrowie ludzkie. Ann posiada swoją stronę internetową, gdzie również udziela licznych porad (wystarczy wpisać imię i nazwisko autorki w wyszukiwarkę).

Czy Twoje ciało sprawia, że jesteś dumny, a może rozczarowany? Czy potrafisz zrozumieć co chce Ci przekazać? Nie? W takim razie pozwól jemu „mówić”, naucz się słuchać własnego ciała. Dzięki temu dowiesz się jak zwalczać negatywne emocje, takie jak stres, a wszystko dzięki specjalnym metodom, które można wykonać gdziekolwiek chcesz i w dowolnej chwili. Nauczysz się doceniać małe rzeczy, poprawnie odpoczywać, tak, żeby faktycznie być wypoczętym. Poradnik pomoże Ci się rozprawić z bezsennością, znużeniem, obniżoną samooceną, depresją i wieloma innymi groźnymi czynnikami. Zaradzenie temu wszystkiemu jest możliwe, pod warunkiem, że nauczymy się jednoczyć ze swoim ciałem. Także do dzieła!

Książka jest na tyle ciekawa, że posiada nie tylko suchą teorię, ale także ćwiczenia do wykonania w każdym miejscu, obojętnie czy jesteś w komunikacji miejskiej, czy idziesz na spacer, czy siedzisz na przerwie, dosłownie wszędzie możemy je wykonać. Sposób przekazania wiedzy jest bardzo obrazkowy i łatwo trafia do odbiorcy. Autorka podpowiada jak słuchać swojego ciała, które jest największym odbiciem naszych emocji, przecież wystarczy spojrzeć na drugiego człowieka, żeby stwierdzić, że jest zły, zdenerwowany, zmartwiony, czy smutny. Pisarka ukazuje skuteczne metody jak radzić sobie z negatywnie wpływającymi na nas emocjami poprzez oddech, jedzenie, wysiłek fizyczny, czy medytacje.

Osobiście jestem bardzo miło zaskoczona, wszystko zostało bardzo rzetelnie zaprezentowane, merytorycznie nie mam się do czego przyczepić. Graficznie już mogę, brakuje mi więcej kolorów, które bardzo korzystnie wpływają na odbiór, to one sprawiają, że tekst pozostaje na dłużej w pamięci, a czytelnik szybciej przyswaja trudniejszy temat, bo jednak emocje nigdy nie były i raczej nie będą tematem na który będzie jednoznaczna odpowiedź, bo każdy z nas jest indywidualny i do każdego potrzebne jest osobne podejście. Nie na każdego zadziałają przedstawione w poradniku metody, lecz mogą nas nakierować w którym kierunku powinniśmy iść, aby pomóc sobie.

Książkę polecam, jako poradnik sprawdza się bardzo dobrze, nawet niektóre sposoby zaprezentowane w egzemplarzu, sprawdziły się u mnie, więc nie jest to tylko czcze pisanie. Śmiało czytajcie, bo jest warto, masa przydatnych informacji. Osobiście na pewno będę wracać do książki, aby ciągle uczyć się czytać swojego ciała, bo ono bardzo dużo mówi. Naprawdę warto zapoznać się z dziełem, jak nie z całą książką to chociaż z wybranymi rozdziałami, tymi, które akurat będą interesować w danym momencie.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/28478-przewodnik-po-madrosci-ciala.html



Jak blisko jesteś od przepaści?




"O krok od przepaści"

Tomasz Raksa





Wydawnictwo: PrimoLibro
Data wydania: 2018 rok
Liczba stron: 221






Do wyboru książki skłonił mnie intrygujący, mroczny, pełen obaw tytuł - „O krok od przepaści”. Nagłówek doprowadził mnie do licznych refleksji, skojarzył mi się z moim ulubionym gatunkiem, jakim jest mroczna strona literatury, pisząc krócej – thriller czy kryminał. Sam opis, znajdujący się na tylnej okładce egzemplarza też był bardzo obiecujący, bowiem mówi on o skrywanej tajemnicy, a jak każdy wie, człowiek z natury jest dociekliwy, jak tylko na jego drodze pojawi się zagadka, czy sensacja. Byłam bardzo zaciekawiona fabułą, gdyż lektura została mi polecona przez innego czytelnika, który był bardzo mile zaskoczony przebiegiem intrygi. Ciekawość i mnie wzięła, co skutkowało dodaniem własnej opinii na temat książki Pana Tomasza Raksy. Czy było warto, o tym piszę poniżej.

Tomasz Raksa – kim on właściwie jest, ano jest autorem dwóch książek, pierwsza nosi tytuł „ Korneliusz i Incendium”, a zaraz po niej pojawiła się kolejna twórczość „O krok od przepaści”. Na tym niestety wiedza kończy się, gdyż pisarz do chwili obecnej pozostaje anonimowy i nigdzie nie można znaleźć o nim informacji, dość niecodzienna sytuacja, gdyż nie jest to debiutujący pisarz. Współpracuje z Wydawnictwem Primo Libro z siedzibą w Warszawie, które zajmuje się promowaniem debiutujących pisarzy pod kątem głównie powieści kryminalnych, poradników, literatury obyczajowej, czy nawet dzieł podróżniczych.

Poznajcie Gabriela – młodego chłopaka, chodzącego do szkoły, mającego dość skromne życie towarzyskie, w skrócie żyjącego jak każdy inny człowiek. Jednak w jego życiu nie jest tak idealnie jakby się wydawało, skrywa w sobie mroczną tajemnicę, o której wie tylko on sam. Jak grom z jasnego nieba na jego drodze pojawia się jego pierwsza miłość, a właściwie, to jest ich kilka. Słuchając głosu serca idzie tą drogą, która być może sprawi, że jego największa tajemnica ujrzy światło dzienne.

Ku mojemu zdziwieniu na samym wstępie zagłębiania się w lekturę książki, czułam się jakbym miała do czynienia z tak zwanym tasiemcem, niczym popularny przykład wśród seriali – Moda na sukces. Rozdziały są napisane bardzo drobiazgowo, nie są ciekawe dla czytelnika, pełne błędów merytorycznych, oraz rażących w oczy powtórzeń. Po prostu książka nie jest dopracowana, wygląda jakby na siłę została napisana, po to, aby tylko była, aby można było dać sobie przydomek „autor”. Rozumiem, że każdy może pisać, ale nie każdy powinien. Pan Tomasz, z całym szacunkiem, nie powinien zajmować się literaturą, chyba, że dla siebie. Taki gniot nie powinien wyjść na światło dzienne. Męczyłam się przy czytaniu tekstu, żeby przyswajać 20 stron przez kilka godzin, no to już jest przesada, a taka właśnie jest owa książka. Jestem zdania, że lektura ma sprawiać przyjemność, a nie działać usypiająco, czy też irytować. Nie tędy droga.

Nie popieram gustu osoby, którą zagłębiła się już wcześniej w treść, dla mnie to jest po prostu jawne nieporozumienie. „Dzieło” poszło w odstawkę i mam pewność, że nigdy do niego nie wrócę. Nie rozumiem, po co takie przedłużanie fabuły, po co dokładnie opisywać spotkanie ze znajomymi, które nic nie wnosi, a nawet pójście do sklepu i zakup soczku, autor też musiał opisać. Lektura to jeden wielki bełkot, którego nie sposób jest przeczytać. Nie polecam nikomu tego tekstu, a wręcz odradzam. Szkoda czasu.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/28538-o-krok-od-przepasci.html



czwartek, 24 października 2019

Jak ONI organizują czas własny?




"Jak oni pracują 2"
Agata Napiórska




Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 427







RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Premiera: 30.10.2019

Kto kiedykolwiek z Was – drodzy Czytelnicy nie zastanawiał się jak ONI pracują. No właśnie kim są Ci ONI? Otóż pod tymi trzema literami kryją się wszyscy artyści, w szeroko widzianej dziedzinie, którzy robią to co kochają odpłatnie. Brzmi nieźle? Otóż tak! Bo kto by nie chciał czymś się interesować i przy tym zarabiać. Właśnie taki temat w wywiadach porusza Autorka książki – Agata Napiórska, w swoim drugim tomie pod tytułem „Jak oni pracują 2” Wydawnictwa W.A.B. , któremu jednocześnie dziękuję za możliwość zrecenzowania książki.

Agata Napiórska, urodzona w Grudziądzu w 1983 roku, dziennikarka i tłumaczka, autorka książki „Jak oni pracują”. Na co dzień redaktorka naczelna i wydawczyni magazynu "Zwykłe Życie". Mieszka w Warszawie.

Jakie rytuały towarzyszą pracy twórczej Moniki Brodki, Agaty Bogackiej, Katarzyny Kozyry czy Zygmunta Miłoszewskiego?
Już jesienią ukaże się druga część arcyciekawej i inspirującej książki Agaty Napiórskiej Jak oni pracują 2. Kilkudziesięciu niezwykle utalentowanych polskich twórców w rozmowie z Agatą Napiórską opowiada o zwyczajach, które towarzyszą „przekształcaniu pomysłu w dzieło sztuki”. Tym razem wśród rozmówców znaleźli się nie tylko pisarze, ale także artyści, muzycy i kucharze. O ile w pierwszej części mieliśmy do czynienia często z twórcami starszego pokolenia, o tyle tu autorka koncentruje się na artystach młodszych, na fali wznoszącej. Rozmowy są nieco dłuższe i dotyczą także samego zjawiska pracy twórczej jako głównego źródła utrzymania.

Pierwsze co zwróciło moją uwagę to niecodzienna okładka, jak sięgam myślami w przeszłość, nie widziałam nigdy takiej okładki. Oprawa graficzna prezentuje się następująco: ciemno-fioletowe tło na którym widnieją nazwiska osób popularnych, jedni bardziej, drudzy trochę mniej. Autorka wpadła na dość ciekawy pomysł jakim jest stworzenie twórczości, która składa się z samych wywiadów. Możemy przeczytać rozmowę między innymi z Zygmuntem Miłoszewskim, Wojciechem Chmielarzem, Pauliną Przybysz, Moniką Brodką i innymi.

Książka jest kontynuacją oraz rozwinięciem rozmów z pierwszej części twórczości - „ Jak oni pracują”. W każdej z lektur autorka zaprezentowała po stu reprezentantów z różnych obszarów kultury. Pani Agata poruszyła planowanie dnia, co za tym idzie organizacja czasu, przewinął się również temat przyzwyczajeń. Nie zabrakło również nurtów ekonomicznych, które jakże są ważne w życiu, ku zaskoczeniu okazuje się, że dzięki pracy twórczej nie zawsze można osiągnąć to co się chce. Można zatem zapytać po co powstała druga książka, skoro w pierwszej jest „to samo”. Otóż część pierwsza różni się od część drugiej tym, że w tej wymienionej najpierw nie znajdziecie między innymi reakcji czytelników, czy też pytań, które powstały po premierze „Jak oni pracują”.

Przed rozpoczęciem każdego z wywiadów autorka wpadła na pomysł i nakreśliła sytuację w jakich sytuacjach, miejscach, czasie zastała celebryte, oraz co robił w danym momencie, jest to według mnie ciekawy zabieg, chociaż też nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ile zostało usunięte, zanim książka została wydana. Potem następuje seria pytań i odpowiedzi, a zaraz po nich krótka notatka biograficzna danej osoby, co by odbiorca, który nie kojarzy człowieka, mógł mieć o „przepytywanym” chociaż blade pojęcie. Same wywiady mogę określić na dwojaki sposób, jedne pytania są bardziej ciekawe, inne mnie, myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam książkę dla osób, którzy interesują się życiem „gwiazd”, są ciekawi „Jak oni pracują”, jako rozrywkę po ciężkim dniu, bo w tym twórczość sprawdza się idealnie, gdyby nie momentami toporny, ciężko przyswajalny język. Tekst nie zostaje na długo w pamięci i śmiało mogę go nazwać „babskim czytadłem”.