"Sprawcy i ofiary. Pokłosie "Fatalnego turnusu""

Jan Melerski





narodowość autora:
Polska



Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 230









Lata 80-te XX wieku mogą być kojarzone między innymi z Polską Rzeczpospolitą Ludową, która trwała od 1952 do 1989 roku, jest to nazewnictwo państwa polskiego w tych latach. Nie bez powodu wspomniałam o tym okresie, który chyba większość kojarzy, jak nie z własnej autopsji to z opowiadań, a może nawet ze szkoły, gdyż fabuła powieści Pana Jana Melerskiego toczy się właśnie w trakcie PRL-u. Nie lubię czytać książek o tematyce retro, jednak tym razem pojawiła się taka do recenzji, dlaczego?

Ponieważ zauważyłam w swoim guście literackim metamorfozę – to co mi się wcześniej nie podobało, zaczyna się podobać. Jednak słowo „dawny”, „stary” kojarzy mi się z topornym językiem, trudnością w zrozumieniu tekstu, które można porównać do podróży drogą z kolcami, czyli nic ciekawego. Niedawno przekonałam się jednak, że nie taki diabeł straszny jak go malują i wystarczy tylko znaleźć „tę” książkę w odpowiednim „natężeniu” gatunku w przypadku miksu i będzie dobrze. Czy tym razem połączenie kryminału z czasem PRL-u okaże się ciekawe? O tym przekonacie się czytając dalej.

Jan Melerski – autor, już od początków swojego istnienia miał powiązanie z literaturą, ale nie tyle co z pisaniem, a czytaniem jej. To nie jedyna pasja pisarza – interesuje się także sportem, bo dzięki niemu jest się w stanie utrzymać wysoką sprawność fizyczną. Pan Jan jest również twórcą króciutkich utworów na potrzeby konkursu „Obawy i nadzieje” w rywalizacji na „Wspomnienie” i „Pamięć”, przytacza w nich ważny element ze swojego życia.

Przez całą swoją pracę zarobkową trzymał się wyuczonego zawodu, jakim jest projektant i konstruktor, z czasem stał się magistrem inżynierem w macierzystej dziedzinie. Jak sam twierdzi – jego niepohamowana wyobraźnia musiała kiedyś znaleźć swoje ujście – w tym wypadku stało się to na emeryturze, kiedy to zaczął tworzyć książki. Autor dba zarówno o sprawność fizyczną, jak i psychiczną, tą drugą ćwiczy czytając literaturę, rozwiązując zagadki, czy grając w szachy. Nie osiada na laurach i pragnie w przyszłości napisać jeszcze nie jedną powieść.

„Sprawcy i ofiary” to powieść opisująca ciąg zdarzeń występującym po fatalnym turnusie wczasowym. W fabule występują wydarzenia takie jak: śmiertelne wypadki, kłótnie małżeńskie, fałszerstwa, przekupstwa, różnego rodzaje nielegalne działania, aż w końcu spełniona miłość. Taką informację możemy zobaczyć na tylnej okładce i z tym mogę się zgodzić, gdyż każdy wyżej wymieniony element został wpleciony w powieść, natomiast nie z takim skutkiem, na jaki miałam nadzieję.

We wstępie recenzji pisałam, że lubię próbować nowych gatunków, tych które uprzednio mnie nie zaciekawiły, teraz właśnie literatura retro miała swoje przysłowiowe ‘5 minut’, niestety nie zmieniła ona mojego postrzegania co do tego typu książek, jak byłam niezadowolona tak teraz jestem tak samo, a może i jeszcze bardziej. Niesmak pozostał. Intryga nie jest wciągająca, nawet w najmniejszym stopniu mnie nie porwała w swój świat, mimo iż pomysł na pozór wydawał się fascynujący, jego wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Pierwsze co zauważyłam już na początku swojej drogi z powieścią to kłótnia małżeńska, co chwilę latały jakieś docinki. Szybkość prowadzonej akcji jak dla mnie jest stanowczo za ślimacza wszystko się ciągnie, tej książce przydałby się „pazur”, bez niego historia staje się bezpłciowa, nudna. No niestety, ale dla mnie „Sprawcy i ofiary. Pokłosie „Fatalnego turnusu” to jest porażka, męczyłam się czytając, do tego stopnia aż z czasem zaczęłam się irytować. Nie było warto zagłębiać się w treść. Nie polecam. Szkoda czasu.




http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/08/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1

Brak komentarzy: