"Kilka sekund od śmierci"
Harlan Coben




Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2013 rok
Liczba stron: 400







Długo zastanawiałam się, czy sięgnąć po tę pozycję, gdyż bez znajomości poprzedniej części z cyklu: Mickey Bolitair pod tytułem „Schronienie” obawiałam się, że nie zrozumiem pewnych kwestii, a nawiązania do poprzedniego tomu zniwelują przyjemność czytania. Pozytywne opinie i przyciągająca wzrok okładka skłoniły mnie do zaburzenia swojej pierwotnej zasady – czytania w kolejności, i zagłębienie się w tekst „od środka”.

Na wspomnianej już oprawie graficznej widzimy tylko dłoń oraz czarne tło. Owa część ręki posiada nienaturalne barwy- rysują się na niej zwiędłe liście. Wyobraźnia pobudzona takim widokiem podpowiada, że całość ma przywoływać skojarzenie ze śmiercią – jest to dłoń człowieka, który już nie żyje.

Harlan Coben to jeden z najbardziej charakterystycznych amerykańskich pisarzy, rozpoznawany szczególnie przez miłośników dreszczowców. Znany przede wszystkim z ponad dwudziestoletniej serii thrillerów z udziałem Myrona Bolitaira – utalentowanego koszykarza, który upodobał sobie wpadanie w tarapaty. „Kilka sekund od śmierci” jest kontynuacją cyklu „Mickey Bolitair”, która opowiada o przygodach bratanka wspomnianego wcześniej Myrona.

Młody Bolitair w II części trylogii kontynuuje poszukiwania prawdy o losie swojego ojca. Przebłyski w jego głowie ukazują scenę wypadku samochodowego oraz postać człowieka łudząco przypominającego nazistowskiego zbrodniarza z czasów II wojny światowej. „Rzeźnik z Łodzi” – bo tak brzmi przydomek SS-mana, miał zabrać ciało ojca Mickeya do karetki. Nastolatek swoje nadzieje pokłada w byłej więźniarce obozu w Auschwitz – Lizzy Sobek.

„Nietoperzyca” niestety nie jest skora do pomocy. Kompanami młodego Bolitaira są jego przyjaciele Ema oraz Łyżka. Ema to inteligentna, ale zarazem introwertyczna nastolatka, która solidarnie pomaga w rozwiązaniu zagadki. Dodatkowym wątkiem jest makabryczna zbrodnia dokonana na matce dziewczyny, która podoba się głównemu bohaterowi – Rachel Caldwell. Idący w ślady swojego wuja Mickey cały czas musi postępować rozważnie. Zabójca przebywa na wolności i może zaatakować kiedykolwiek, nawet w najmniej oczekiwanym momencie.

Harlan Coben znany jest z zamiłowania do nieprzewidywanych zwrotów akcji. Czytelnik nigdy nie ma gwarancji, czy za moment nie wydarzy się coś, co wywróci do góry nogami całą sytuację. Nie inaczej było w przypadku pozycji „Kilka sekund od śmierci”. Wstęp robił wrażenie strasznie przeplatanego. Ciężko było mi zrozumieć co, kto, gdzie, kiedy i jak. Na szczęście koniec końców do wszystkiego można było w swoim czasie dojść.

Postaci (nie zapominajmy o ich wieku) cechowały się nadzwyczajną odwagą, tak jakby autor zupełnie zapomniał, że opisuje jeszcze dzieci. Nie byłabym w stanie wyobrazić sobie nastolatka stawiającego czoła bezwzględnemu przestępcy. Niekiedy czuje się również, że Coben nie do końca wiarygodnie opisuje emocje tak młodych ludzi, są one zbyt mocno przekolorowane, do tego stopnia, że tracą na wiarygodności, co w dużym stopniu niekorzystnie wpływa u mnie na odbiór tekstu.

Mimo tego, że zwroty akcji dodają pikanterii tej powieści, to niestety dla mnie całość stała się za bardzo chaotyczna, sztuką było połapać się w fabule, kiedy dobrze nie zakończył się jeden wątek, a tu nagle autor postanowił zagrać z czytelnikiem i wpleść kolejny jeszcze bardziej zagmatwany motyw. W niektórych momentach czytanie tej książki stawało się męczarnią.

Mimo pierwszego pozytywnego wrażenia, kilka elementów, o których wspomniałam wyżej skutecznie odsunęły mnie od tej pozycji do tego stopnia, że na chwilę obecną i pewnie nie jest tutaj mowa tylko o czasie teraźniejszym, a o przeszłości, Panu Cobenowi podziękuję.


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/01/olimpiada-czytelnicza-2020-styczen.html


Brak komentarzy: