Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

środa, 29 kwietnia 2020

Polski Robin Hood.



"Ultimatum"

I.P. Writter





narodowość autora:
Polska



Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza (WFW)
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 52








Nadszedł czas na zmierzenie się z traktowanym przeze mnie na dystans ze względu na motyw przewodni „Ultimatum” autorstwa I.P. Writter. Pod tytułem „Ultimatum” kryją się gigantyczne oszustwa podatkowe na obywatelach, jakich dopuszczali się politycy i biznesmeni na praktycznie całym świecie na przestrzeni kilkuset lat i co za tym idzie – ich skutki. „Pełni hipokryzji piętnowali innych za drobne przewinienia, sami natomiast okradali współobywateli na miliony”. Co ciekawe – lektura znajduje się na pograniczu powieści sensacyjnej i reportażu, więc zapowiada się bardzo ciekawie.

I.P. Writter – autor chcący pozostać anonimowym. Zadebiutował 7 lutego 2020 roku powieścią „Ultimatum”, która ukazała się za nakładem WFW (Warszawska Firma Wydawnicza).

Z jednej strony ubóstwo, egoistyczne wykorzystywanie drugiej osoby, niewolnictwo, nierówność społeczna, wyraźne dysproporcje w standardzie życia, fałsz, zakłamanie, przeróżne formy manipulacji, mechanizmy władzy, strajki, zamachy… to wszystko i myślę, że kilka innych znajdziecie w książce „Ultimatum”. Z drugiej strony autor ukazuje jak na dłoni wszystkie ludzkie porażki, dramaty. Sylwetki postaci nakreślone bardzo oszczędnie, tych dla których majątek nie stał się szczęściem, ale nałogiem, który doprowadził do ich własnej śmierci. I.P. Writter zastanawia się, co w życiu pełni ważną rolę, co kieruje ludzką godnością, poszukuje granicy pomiędzy dobrem dla jednostki, a ogółu.

Ciężko było mi odnieść się do tak krótkiego tekstu, nim się wkręciłam w historię to już był koniec. Lektura jest dosłownie na godzinę, liczy tylko 52 strony. Mimo iż jest o skutkach niepoprawnego rozporządzania majątkiem przez polityków, oraz biznesmenów to czyta się z łatwością, wciąga i nie sposób się oderwać od niej. Została napisana bardzo zwięzłym językiem, nie ujrzymy nudnych długich opisów, jak to często bywa w takowych powieściach, może też dlatego książeczka jest tak krótka, za to jest konkretnie i na temat, czyli tak jak lubię i powinno być. Podczas czytania towarzyszą różne emocje między innymi niepokój, przerażenie, że jeden człowiek drugiemu może zgotować takie piekło, a troszkę później po falach negatywnych myśli następuje poczucie ulgi, wszystko za sprawą zakończenia.

Czytelnik w swojej podróży z „Ultimatum” odbywa podróż po różnych zakątkach na Ziemi – począwszy od Azji, Afryki, przechodząc przez Europę, Amerykę Północną i Południową, kończąc na Australii. Na każdym kontynencie panuje zupełnie inna sytuacja, o czym odbiorca dowiaduje się na podstawie opowieści mieszkańca, oraz poprzez nagłośnienia medialne, które ujawniane są systematycznie, aby odbiorca powieści mógł poszerzać swoje informacje na bieżąco, dostrzec jak różne mogą być obie wersje. Po czym następuje tak zwane podsumowanie świata, a chwilę później nagle prezentowany jest rozdział zatytułowany jako „rok później” – co tam się dzieje, ciężko opisać, lepiej samemu się przekonać, totalna masakra i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zakończenie zaskakujące i szokujące, przypadło mi do gustu i określiłabym je słowami – dobrze, że stało się tak, a nie inaczej, szkoda, że współcześnie nie da się wprowadzić podobnego, lecz mniej rygorystycznego systemu. UFF.. Jak dobrze, że wszelkie podobieństwo do osób lub zdarzeń jest przypadkowe.

Podsumowując: powieść jest bardzo interesująca, nie spodziewałam się tak udanego debiutu, nie po „marnych” kilkudziesięciu stronach. Jednak okazało się zupełnie inaczej, to był bardzo dobrze spędzony czas, czekam na kolejne twórczości autora, a jest pewne, że takowe będzie, kto dotarł do końca również ma taką pewność.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/30539-ultimatum.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/04/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1

niedziela, 26 kwietnia 2020

Egzorcyzmy, opętania.



"Zlecenie walka z szatanem"

Konrad Szołajski





narodowość autora:
Polska



Wydawnictwo: Arbitror
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 272









Zwykle nie interesują mnie książki mające powiązanie z Kościołem jako instytucją, czy wiarą, jednak tym razem właśnie takowa powieść pojawiła się u mnie do recenzji, dlaczego? Ponieważ lubię lektury kontrowersyjne, przy których czytelnik po przeczytaniu nie może przejść obojętnie, takie które albo się lubi albo nienawidzi. Wyżej opisane twórczości zwykle robią wiele szumu, szczególnie jeśli poruszany jest temat wyznań religijnych. Taka też ponoć jest powieść Pana Konrada Szołajskiego, który jednocześnie jest autorem „Zlecenie: walka z szatanem”, jeśli dodać fakt, że lektura jest mieszanką faktu i fikcji literackiej, to nie pozostaje nic innego jak tylko brać się za czytanie i podzielenie się wnioskami.

Konrad Szołajski – urodzony 25 maja 1956 roku (63 lata) polski reżyser, scenarzysta oraz autor jak do tej pory dwóch książek. Urodził się w Warszawie. Jest synem Lucjana Szołajskiego – lektora telewizyjnego i filmowego. Najbardziej popularne jego ekranizacje to: „Człowiek z…” (1993), „I Bóg stworzył seks” (2011), „Dobra zmiana”(2018). W 2015 roku premiery doczekał się równie głośny film „Walka z szatanem”, który opowiada o egzorcyzmach, oraz opętaniach. Ekranizacja została poparta kilkuletnią pracą dokumentacyjną, dzięki temu powstała również powieść łącząca fikcję literacką z polską rzeczywistością.

Na znak Kulepy kleryk odsłonił jej brzuch, który poruszał się w rytmie płytkich, urywanych oddechów, miało się wrażenie, jakby coś chciało się wydostać z jego środka, po czym napięty brzuch opadł bardzo szybko, aż utworzyło się spore zagłębienie. Dziewczyna przypominała szkielet, jakby organy nagły znikły a pozostały tylko żebra, oraz skóra. Wszystkiemu z zaciekawieniem przyglądał się egzorcysta, po czym zaczął robić na ciele dziewczyny za pomocą oleju znak krzyża. Prywatny detektyw – Andrzej, biorąc udział w tajemniczym rytuale stał jak wryty, nie wiedząc co ma zrobić. Jednak nikt nie zwracał na niego uwagi, ponieważ wszyscy skupili się na trzymaniu dolnych i górnych kończyn Beaty…

Książkę można określić mianem mocnej, autor ukazuje swoje własne poglądy na temat Kościoła, ludzi przesadnie kultywujących wiarę, a nawet nie pozostawia suchej nitki na księżach, ale to nie wszystko, w tle toczy się także prywatne śledztwo. Lektura jest bardzo kontrowersyjna, to też wszystko zależy od punktu siedzenia. Została ukazana w sposób pół żartem, pół serio, momentami ma się ochotę śmiać, żeby po chwili znowu być poważnym, a niekiedy nawet poczuć zażenowanie, czy przekroczenie ‘dozwolonych’ granic. W głównej mierze wiara nie jest to łatwy temat na książkę, jednak według mnie autor przekazał go w sposób bardzo przystępny, który do mnie przemówił zważywszy na to, że jest to fikcja literacka po części oparta na faktach.

Narracja została poprowadzona w pierwszej osobie, całą fabułę opisuje prywatny detektyw – Andrzej, nieco niezdarny, jednak potrafiący osiągnąć swój cel. Tempo lektury nie jest zawrotne, jednak ze względu na tematykę książki, która mnie po jakimś czasie zainteresowała, czyta się bardzo przyjemnie i umiarkowanie szybko. Jest to jedna z twórczości, która zostaje na długo w pamięci, dając przy tym do myślenia. Nie mogłam się doczekać, co będzie dalej, jak potoczy się powieść. Dla mnie bomba, nie mam większych zastrzeżeń. Moim zdaniem książka Pana Konrada Szołajskiego jest warta przeczytania, ponieważ na pewno jest to wartościowa lektura, która wciąga, ale też i momentami przeraża swoją treścią. Mnie pochłonęła w całości i żałuję, że tak szybko ją skończyłam, bo było warto i chętnie przeczytałabym coś równie dobrego. Jedna z lepszych książek o tematyce wiary, egzorcyzmów. Jak najbardziej polecam, czytajcie śmiało.




https://sztukater.pl/ksiazki/item/28916-zlecenie-walka-z-szatanem.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/04/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Wrogowie znajdą Ciebie wszędzie.




"Stay away"
Weronika Dobrzyniecka






narodowość autora:
Polska





Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 396








Jest to moje pierwsze spotkanie z Panią Weroniką Dobrzyniecką, podczas lektury „Stay away”, co oznacza w tłumaczeniu z języka angielskiego – nie zbliżaj się, jest to II tom z cyklu: Run away. Do wybrania książki zadecydował w głównej mierze opis, który mnie zafascynował, pojawiła się w nim pełna tajemnic, zawiła intryga, a także jak przystało na sensację (ku mojemu zdziwieniu, ponieważ pojawi się też trup, a raczej cała rzeź) zdaje się być wiele zwrotów akcji. Mam nadzieje, że lektura okaże się godna przeczytanie i w razie potrzeby będę mogła wrócić do pierwszego tomu, aby przekonać się co było wcześniej.

Weronika Dobrzyniecka – młoda, dobrze prosperująca pisarka pochodzenia polskiego. Na swoim koncie na chwilę obecną ma dwie książki „Run away” (sensacja, 2019), oraz „Stay away” (sensacja, 2020), obie książki zostały wydane nakładem wydawnictwa Novae Res.

Dwudziestojednoletnia Etinnette Winston rok temu zerwała ze swoim chłopakiem – Austinem Sandersem, mówiąc sobie „do nigdy”. Życie młodej kobiety zaczyna układać się tak jak zawsze o tym marzyła, studia, spotkania z nowym adoratorem, wiele planów przyszłościowych… Aż tu nagle jej spokój zakłóca tajemniczy klient z pizzerii w której pracuje. Wkrótce jednak dziewczyna zaczyna dostrzegać także inne niepokojące znaki, które oznaczają dla niej kłopoty-zaczynają ginąć jej przyjaciele jeden po drugim, dostaje listy z pogróżkami. Etinnette zdaje sobie sprawę, że związek z tym wszystkim może mieć tylko jedna osoba, jej były chłopak – Austin. Winston decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce, wiedząc, że adrenalinę, zamiłowanie do niebezpieczeństwa posiada we krwi. Zaczyna się walka z czasem o życie jej i innych.

Zacznę od tego, że niestety nie miałam okazji czytać cyklu: Run away od początku, dlaczego niestety? Ponieważ „Stay away” mało brakowało, a w mojej klasyfikacji byłaby lekturą topową – taką która skradła moje serce. Zaczęłam czytać „od środka”, to też mogę stwierdzić, że oprócz bohaterów historie nie są ze sobą w jakimś większym stopniu powiązane, nie zauważyłam barier w czytaniu, ani głębszych nawiązań do ‘ubiegłych lat”, a jeśli takowe są – zostały objaśnione na tyle, aby czytelnik połapał się o co właściwie chodzi.

Styl pisania, to totalna bajka – bardzo przejrzysty dla odbiorcy, fabuła nie posiada zbędnych opisów miejsc, rzeczy, okoliczności, całość toczy się bardzo szybko, jeśli dodać jeszcze dużo nagłych zwrotów akcji – czasami fantazja autorki mnie rozbawiała, czytelnik nim się połapie już ma za sobą większą część książki. Bohaterowie zostali nakreśleni pobieżnie, niekiedy zbyt dużo ‘blondynów’, albo ‘brunetek’ pojawia się w jednym miejscu, ale wbrew pozorom nie sprawia to problemu z identyfikacją postaci.

Książkę ciężko zaklasyfikować do sensacji, powiedziałabym, że jest to thriller, przy którym włos jeży się na głowie, dostaje się gęsiej skórki, a fabuła pozostaje w pamięci na bardzo długo. Napięcie nie schodzi nawet na chwilę, fakt że na wszystko trzeba poczekać, w tym wypadu należy przebrnąć przez kilkadziesiąt stron, po czym pojawia się tak zwana „część właściwa”. Po tych wszystkich pozytywach czas przejść do minusów, bo niestety takie też są: z czasem powieść staje się przewidywalna, a mnóstwo nagłych akcji o podobnej maści potrafi czytelnika ‘uśpić’, przez co pod koniec dopada odbiorcę chwilowe znudzenie. Tak czy inaczej: jestem zachwycona lekturą mimo kilku niedociągnięć i z całą pewnością ją polecę, bo warto przeczytać.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/30765-stay-away.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/04/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

środa, 15 kwietnia 2020

Karma wraca.



"Mamba-morderstwo w dobrym towarzystwie"

Maja Welfens








narodowość autora:
Polska




Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 346








Mamba czarna (Dendroaspis polylepis) to przedstawicielka gatunku jadowitego węża z rodziny zdradnicowatych. Nazwa tego gada pochodzi od czarnego, lub ciemnoniebieskiego koloru, który można dostrzec wewnątrz pyska węża, ma wąską głowę, ciemne oczy od brązu po czarne, jej barwa zmienia się wraz z wiekiem – wielokolorowa, zaczynając od barwy oliwkowej, przechodząc przez szarą, brązową, a kończąc na czarnej. Osiąga długość od 2,5 do nawet 4,5 metra. Atakuje swoją ofiarę bardzo szybko, poprzez kilkukrotne kąsanie, wydzielając przy tym toksyczny jad, następnie wycofuje się i czeka aż materia zostanie sparaliżowana. Nie bez celu przedstawiłam najpierw opis Mamby czarnej, gdyż cała fabuła ma duże powiązanie z „wężem”.

Maja Welfens – debiutująca pisarka, swoją pierwszą książkę pod tytułem „Mamba-morderstwo w dobrym towarzystwie” wydała 7 października 2019, nakładem wydawnictwa Novae Res.

Monako, Warszawa. Pieniądze szczęścia nie dają – czyżby? Justyna „Mamba” Grande-Motte nigdy nie brała tych słów na poważnie, jej życiowym zainteresowaniem jest bogacenie się kosztem innych, dlatego też niszczy związki wszystkich swoich obecnych i byłych znajomych. Do swoich celów dąży w sposób bezwzględny i przebiegły. Poszkodowana została także w średnim wieku ekolożka z Warszawy – Julia Wolińska. Spełniona zawodowa, zawsze uśmiechnięta, życzliwie nastawiona na drugiego człowieka i świata, stara się zapomnieć wybryki dawnej znajomej - Justyny z przeszłości. Po dziesięciu latach obie kobiety przypadkiem spotykają się najpierw w hotelu, a potem na weselu córki przyjaciółki Julii - Ewy, gdzie okaże się, że dawne emocje nie miały prawa wygasnąć, a Mamba daje o sobie cały czas znać. Emocje idą w górę, a sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli.

Kolejny raz trafiła mi się powtórka z rozrywki – książka przypisana do kategorii kryminał, koło której nawet nie stała. Przez dobre dwieście stron fabuła to tylko dialog z dwoma osobami zmiennymi na temat zdrad, kłopotów i pseudo miłości. Po upływie tych kartek brakuje napięcia, o wartkości nawet nie ma co wspominać, bo jej nie ujrzycie. Cała intryga ciągnie się jak guma do żucia, niby idzie na przód ale skończyć się nie może. Zaletą są krótkie rozdziały, jak i przyjazny dla czytelnika język pisania, jednak nie bardzo rozumiem sens dawania na końcu epizodu krótki spojler, jeśli miał on zachęcić do dalszego zagłębiania się w treść, to coś poszło nie tak.

Powieść nie utrwala się w pamięci, takie lekkie babskie czytało, w sam raz na kwarantannę. Nie ma co doszukiwać się większego sensu w tym co napisane, bo go nie ma, niczego również z książki nie da się wyciągnąć, żadnych tak zwanych mądrości życiowych. Postacie nakreślone dość dokładnie, o oryginalnych charakterach, jednak nie na swój wiek – kobieta po pięćdziesiątce a opowiada jakby była nastolatką. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, czytelnik bierze udział w całej tej szopce, bo inaczej trudno jest nazwać ten gatunek literacki.

Szczerze pisząc jako romans, albo sensacja książka sprawdzałaby się bardzo dobrze, niestety nie zostanie oceniona w tej kategorii, a jako kryminał, tutaj ma niewiele wspólnego. Historia jest przewidywalna, wręcz banalna, nie trzeba być detektywem, żeby po przejściu do części właściwej odgadnąć co, kto jak i gdzie. Zapowiadało się bardzo dobrze, wyszło jak zazwyczaj, czyli nie tak jak być powinno. W moim odczuciu lektura wypadła bardzo średnio, można przeczytać z braku innych powieści.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/30711-mamba-morderstwo-w-dobrym-towarzystwie.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/04/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html


mylivesignature-1

sobota, 11 kwietnia 2020

Za każdą prawdą stoją dwa kłamstwa.



"Hipodrom"

Marta Girtler-Motyka





narodowość autora:
Polska




Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 370








Po krótkiej przerwie od czytania powracam z naładowanymi „akumulatorami”, aby odkrywać nowe perełki na rynku książki, a tym samym kontynuować pisanie recenzji. Tym razem wybór padł na „Hipodrom” Pani Marty Girtler-Motyki. Do przeczytania zachęcił mnie głównie tytuł, który zasugerował mi, że fabuła może się toczyć na terenie trzech miast – Gdańska, Sopotu i Gdyni, lubię gdy akcja książki rozgrywa się w miejscach uczęszczanych przeze mnie praktycznie na co dzień, sprawia to, że powieść staje się autentyczna, mimo iż to przeważnie jest tylko i wyłącznie fikcja, czasami pomieszana z historią, tak jak w „Hipodromie”.

Marta Girtler-Motyka – jej debiutująca powieść kryminalna pod tytułem „Hipodrom” pojawiła się 16 marca 2020 roku nakładem wydawnictwa Novae Res.

Gdańsk. Jarmark świętego Dominika to właśnie tutaj podczas ceremonii otwarcia przechodzień odnajduje w jednej z bram zwłoki młodego mężczyzny. W śledztwo zostaje wmieszana świeżo upieczona absolwentka szkoły policyjnej, a zarazem córka ówczesnego prezydenta Sopotu – Melania Spałek. Kobieta już od początku ma złe przeczucia odnośnie dochodzenia. Jej przypuszczenia okażą się jak najbardziej słuszne, gdyż śmierć chłopaka pociągnie za sobą serie wielu niefortunnych wydarzeń, w które Melania Spałek zostaje przypadkiem wplątana wdając się w namiętny romans z jednym z czołowych trójmiejskich biznesmenów – Mariuszem „Mario” Kowalskim. Po pewnym czasie okazuje się, że Mario nic nie robi bez celu, ma wobec Melanii pewny prywatny plan, który pomoże mu osiągnąć cel – inwestycję.

Moje odczucia co do książki niestety nie są pozytywne, wynudziłam się zagłębiając się w coraz to dalsze losy bohaterów. Przede wszystkim nie jest to kryminał, lektura nawet nie stała obok prezentowanego gatunku, książkę określiłabym bardziej jako miks gatunkowy – główny wątek -romans, powieść obyczajowa, szczypta kryminału, no i elementy historyczne, przejawiają się także konie i wszystko co z nimi związane. Już od pierwszych stron pojawia się trup, jest to dobry zalążek na kryminał, jednak jak szybko się ukazał, tak szybko się ulatnia i tyle czytelnik widział mroczną stronę literatury.

Zerowy zarys bohaterów, za to obszerne opisy głównie miejsc. Czyta się szybko, jednak treść nie zapada w pamięć, zabrakło jakiegokolwiek napięcia, czegoś co przyspieszy tempo fabuły. Język pisania i styl są przyjazne odbiorcy, czyta się przyjemnie, lekko. Narracja została poprowadzona w trzeciej osobie, także czytelnik jest tylko obserwatorem z małymi przerywnikami, gdzie można dostrzec myśli bohaterów, przez co panuje chaos, Pani Marta przeskakuje z osoby na osobę niekiedy zdanie po zdaniu, co sprawia, że powieść staje się mniej przejrzysta, nieestetyczna. Brakuje mi również krótszych rozdziałów, może i wielowątkowość nadałaby pożądanego tempa.

Podsumowując: Po pierwszych stronach, czyli morderstwie na szybko można było pomyśleć, że zapowiada się bardzo dobry lektura, jednak z czasem fabuła zaczyna się niemiłosiernie przeciągać, zdarzenia ustępują kolejnym bardzo powoli. Kryminał przechodzi metamorfozę przez co powstaje literatura obyczajowa i romans. Czytanie opisów historycznych to była dla mnie męczarnia. Pokładałam wszelkie nadzieje, że „Hipodrom” okaże się być tą perełką na dnie powieści, jednak nic bardziej mylnego, wynudziłam się. Twórczość Pani Girtler-Motyki nie wciągnęła mnie i tym razem nie polecę lektury, no chyba, że lubicie romans na tle koni pomieszany z rozpadającą się miłością, oraz elementami historycznymi a kończąc na symbolicznym trupie, to śmiało czytajcie.


https://sztukater.pl/ksiazki/item/30685-hipodrom.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/04/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1