Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

wtorek, 17 września 2019

Historia, która się nie śniła filozofom.



"Dialogi z czarnym Platonem"

Iwona Bińczycka - Kołacz




Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 296






Zastanawialiście się kiedyś jak to byłoby, gdyby bliska dla Was osoba, nagle pożegnała się z życiem na Naszej planecie, a Wy musielibyście przejąć opiekę nad bardzo młodym człowiekiem? Ja osobiście nigdy się nie zastanawiałam, aż do dzisiaj. Dlaczego? Bo to właśnie jest główny motyw książki recenzowanej przeze mnie. Idąc dalej tym tropem, musiałoby być to bardzo duże wyzwanie dla młodej osoby, która na co dzień nie ma doświadczenia z dziećmi. Zastanawiam się jak ma się tytuł do poruszonego problemu, a mianowicie „Dialogi z czarnym Platonem”. Trudno mi połączyć wątek nagłego macierzyństwa z Platonem, który był słynnym greckim filozofem. Jeszcze w dodatku z czarnym Platonem. To to w ogóle już się w głowie nie mieści. Tak więc, albo ja nie rozumiem, albo po prostu tytuł zasługuje na określenie go przypadkowym.

Iwona Bińczycka Kołacz (jak się cieszę, że w końcu udało mi się znaleźć element wiedzy o autorze) to 42-letnia pisarka i mama dwóch synków, pochodząca z miasta w województwie małopolskim, konkretnie mówiąc jest to Kraków. „Dialogi z czarnym Platonem” to jej trzecia książka, swój debiut miała w 2013 roku tworząc „Dziewczynę w kożuchu”. Autorka może się pochwalić wieloma zasługami, bowiem jest radną Gminy Michałowice (województwo małopolskie), uczy w szkole jako polonistka. Ukończyła studia pedagogiczne, posiada doktorat nauk humanistycznych. Dodatkowo ogłasza się w prasie, na swoim koncie ma wiele artykułów w czasopismach lokalnych i ogólnopolskich.

Wieś na Kaszubach. To właśnie stamtąd pochodzi główna bohaterka – Renata. Do tej pory wiodła beztroskie życie, pochłaniało ją głównie pisanie doktoratu, oraz opieka nad psem. Aż tu nagle jej życie wywraca się do góry nogami, gdy… dowiaduje się, że będzie musiała zaopiekować się czteroletnim chłopcem, na skutek śmierci siostry. Przerażona zmianą rytmu życia ma świadomość, że porażka nie wchodzi w grę, wie, że musi walczyć, tym bardziej, że jest to dopiero początek serii niespodziewanych wydarzeń. Wkrótce dziewczyna poznaje bardzo zapadającą w jej pamięć historię pewnego mężczyzny, którego losy wpływają na jej własne życie.

Bardzo mi się spodobał cytat, który w moim odczuciu idealnie opisuje historię opisaną w książce „Wszystkie rzeczy ludzkie zawieszone są jakby na nitce i w jednym momencie mogą runąć.”.
Podczas podjęcia próby przeczytania lektury przeżyłam szok, tekst to jedna wielka walka można powiedzieć o przetrwanie, mnóstwo emocji zostało uwolnione przez moją własną osobę, jednak to chyba na tyle jeśli chodzi o pozytywy, historia mimo iż początkowo wywarła na mnie nawet spore wrażenie, później przestała na mnie „działać”. Najpierw było mi trudno przedostać się przez początek, gdzie biła w oczy straszna samotność, później było trochę lepiej, ale nie trafiło do mnie. Naturalne jest to, że boimy się przeznaczenia, dochodzi do tego wtedy, gdy już tak naprawdę coś zaczyna się dziać w naszym życiu. Jednak, mimo moich usilnych prób, oraz przeszkadzającej paniki głównej bohaterki, nie mogłam się z nią utożsamić, jak to zwykle z łatwością mi przychodzi. Odbiegając trochę od wątku – kto w ciągu tekstu nagle robi zdanie z wykrzyknikiem na końcu, notorycznie. Nie wiem jak innym czytelnikom, ale mnie to strasznie irytowało. Jakiś nagły przypływ euforii, czy co?

Mnie ta częściowo przeczytana historia nie „wzięła”, tak zastanawiam się komu, jakiemu gronu odbiorców mogę ją polecić, hmmm… może osobom, które lubią motywy macierzyństwa i dzieci, opieki nad nimi. Temat był dobry, ale jego wykonanie wymaga poprawki i przemyślenia, niekiedy lepiej napisać jedną, porządną książkę, niż dużo a słabszych. Tym akcentem kończę recenzję, a dalsze przemyślenia zostawiam Wam – Czytelnikom. Ja osobiście nie polecam.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/28725-dialogi-z-czarnym-platonem.html

piątek, 13 września 2019

Ryba psuje się od głowy, a kot psuje się od ogona.




"Kot psuje się od ogona"
Katarzyna Zawojska



Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 280







Katarzyna Zawojska do tej pory była dla mnie kompletnie nieznaną postacią, a ja, jak to ja, lubię próbować nowości w szerokim znaczeniu tego słowa. Obecnie padło na książkę, która tytułem nie przypomina swojego gatunku - "Kot psuje się od ogona". W pierwszej chwili myślałam, że będzie to jakaś komedia, dopiero potem jak zobaczyłam bardzo pozytywne opinie, w których było jasno napisane, że jest to lekki kryminał.. Nie powiem, że byłam trochę zdziwiona, a zarazem zmotywowana do zagłębienia się w temat - lubię inność w dziełach, oraz niebanalne tytuły.

Pani Zawojska jest stosunkowo nową Autorką na "rynku" poświęconym literaturze, książka "Kot psuje się od ogona" jest jej debiutem wydanym przez Wydawnictwo mające swoją siedzibę w jednym z Trójmiejskich miast, a konkretniej mowa o Gdyni – Novae Res. Informacji na temat autorki nie mogłam znaleźć w ogóle, ale można się domyślić, że pochodzi ona z północy, może nawet mieszka w Trójmieście. Tak też, osobom, które lubią mieć choćby ogólne pojęcie o twórcy lektury muszę rozczarować, przy tej okazji nie będzie notki biograficznej na temat Pani Katarzyny Zawojskiej, a wszystko ze względu na deficyt potwierdzonych informacji. Tak to często bywa przy pierwszych twórczościach, że ciężko zdobyć informacje.

Ptyś jest białym, puchowym kotem, jego imię wzięło się od specyficznego - ludzkiego jedzenia, jakie je, lubi on powiem gołąbki, które zapija koniecznie posłodzoną herbatą z cytryną. Kiedy nagle pojawia się w mieszkaniu swojej przyszłej właścicielki - trzydziestoletniej Danuty Kolskiej, która przeżywa załamanie nerwowe, wywraca jej życie do góry nogami. W jej życiu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, o których możemy przeczytać tylko w opowiadaniach. Czy wszystko to wina kota, a może znalezionych na wycieraczce czterech zdjęć, przedstawiających pośladki martwych kobiet?

Przyznam się, że dość długo nie wiedziałam co napisać o twórczości Pani Katarzyny Zawojskiej. Mam bardzo mieszane odczucia, z jednej strony książka mnie urzekła, a z drugiej coś mi nie pasowało. Na plus według mnie jest fakt, że mimo, iż jest to kryminał i to nie byle jaki, mamy potężną dawkę humoru, wynikającą z prześmiesznych dialogów.

Bardzo dużo, ale za to subtelnych zwrotów akcji, praktycznie co dwa rozdziały jest rozwój. Czyta się bardzo szybko. Lektura została napisana bardzo, ale to bardzo lekkim piórem. Teraz przejdę do tak zwanych "ujemnych plusów", momentami "Kot psuje się od ogona", a konkretniej fabuła staje się bardzo przewidywalna, po akapicie można domyślić się, jak zakończy się dany rozdział (uwaga, nie książka), wiarygodność troszkę kuleje, autorka posłużyła się chyba zdaniem "jak źle to wszystko źle", notorycznie można zauważyć, że jak jednemu z bohaterów coś się nie uda to zaraz wszystkim nic się nie udaje, jak jeden ma wypadek to w krótkim odstępie czasowym kolejna osoba też go ma.

Ostatnie 100 stron lektury są przerażająco nudne, co skutkowało diametralnie obniżenie mojej oceny. Nudziłam się prawie na finiszu. Poza tymi aspektami nie mam do czego się przyczepić. Taka nie pozorna twórczość, a jednak tak cieszy.

Z całą pewnością polecę, a komu? Wszystkim i tym, którzy zaczynają przygodę z kryminałami i tym, którzy są już dłużej w świecie pełnym trupów. Przy książce nie można się nudzić, ma coś w sobie co wręcz przyciąga czytelnika do zapoznania się z treścią i nie pozwala opuścić wykreowanego świata. Świetna odskocznia z poczuciem humoru od życia codziennego. Warto przeczytać.


https://sztukater.pl/ksiazki/item/28660-kot-psuje-sie-od-ogona.html


Kto nie lubi jabłek?



"Eden. Jabłko wszechrzeczy"
Mariusz Brzezina



Wydawnictwo: Poligraf
Data wydania: 2018 rok
Liczba stron: 282







Na wstępie zacznę od tego, że nie czytam ani fantastyki, ani niczego innego co nie jest realne – czyli duchy, zjawy, nadprzyrodzone moce odpadają. Jednak coś zmieniło moją decyzję, tym czymś była książka Pana Mariusza Brzeziny o tytule „EDEN. Jabłko wszechrzeczy”, mija to się z moim obecnym gustem literackim, ale nie mogłam się oprzeć okładce, jest po prostu prześliczna, bardzo tajemnicza, osobiście miałam przy niej sporo refleksji. Winowajcą, którego obwiniam o być może ukazanie mi innego myślenia o bajkowych książkach – bo tak śmiało można nazwać wszystkie fantastyki i elementy nierealne jest nic innego jak okładka. Mam nadzieję, że treść będzie równie fascynująca jak owa oprawa graficzna.

Kolejny autor, a raczej jego dzieło w moich dłoniach i po raz kolejny debiut patrząc z perspektywy poety, jak i odbiorcy. Zapowiada się bardzo obiecująco. O samym Panu Mariuszu Brzezinie (och jaka jestem zła) nie ma jeszcze żadnych informacji. Żałuję też, że nie można edytować potem treści recenzji, bo jestem przekonana, że im więcej osób przeczyta EDEN, tym więcej się dowie o twórczości, co za tym idzie, siłą rzeczy będą musiały pojawić się jakieś informacje o poecie, co by czytelnik miał ogólne pojęcie z kim ma do czynienia. Na chwilę obecną twórca fabuły nie jest znany, stąd też zerowe informacje.

Historia zawarta w „EDEN. Jabłko wszechrzeczy” opowiada o przygodach dwojga rodzeństwa – Niny i Gabriela, którzy z całych sił próbują uratować wioskę przed panującym tam głodem. Postanawiają wybrać się do sadu o bardzo pochlebnej nazwie – Eden, aby poszukać, a następnie zerwać legendarne jabłko rodem z Biblii wyciągnięte. Gdy natrafiają na nie, to co widzą przekracza ich najśmielsze oczekiwania. Euforia nie trwa jednak wiecznie, gdyż sad staje się zagrożony przez wszędobylskie zło. W pościgu za wrogiem, cofają się w czasie, aby odnaleźć ich upragnione dobro, które zostało im odebrane i które jako jedyne ma taką wielką moc, aby powstrzymać zło.

Myślałam, że po przeczytaniu owej lektury, rzuci mi ona nowej spojrzenie na powieści typu fantasy. Jednak nic bardziej mylnego, utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że gusta tak szybko się nie zmieniają. Nie mniej warto było spróbować, a nuż byłby przełom i zaczęłabym czytać baśniowy świat. Pomysł na fabułę może i był dobry, ale im bardziej zagłębiałam się w treść i próbowałam sobie wszystkie postacie, jak i miejsca (tło obyczajowe) wyobrazić, tym bardziej się męczyłam. To nic, że lektura jest napisana bardzo przystępnym, prostym w odbiorze dla czytelnika językiem, wartka akcja, przynajmniej na początku wszystko się dzieje w biegu, pojawiły się też moje ulubione przerywniki między rozdziałami… Jednak ciągle dla mnie to nie było TO.

Teraz już wiem na sto procent, że to nie jest gatunek dla mnie, choć wydawało mi się to dziwne, ponieważ wcześniej czytałam również bajkową wersję książki, z tym, że to była forma baśniowa dla dorosłych, może dlatego wpadła w mój wyrafinowany gust. Książki nie skończyłam czytać, odłożyłam ją. Lektura ma sprawiać w końcu przyjemność, a nie działać odwrotnie. Z racji, iż nie byłam na finiszu, nie będę ani polecać, ani odradzać, byłoby to co najmniej nie w porządku i nie na miejscu. Nie znam całej treści, więc dogłębnie nie będę się wypowiadać. Pozostawię to Czytelnikom, którzy dotrą do końca. Jeśli lubicie książki o bestiach, mutantach i pewnie jeszcze wiele innych pokrewnych postaciach, śmiało sięgajcie po Eden, będzie to idealny twór dla Was. Lekturę ocenię pod względem merytoryczny. Notę jaką wystawiłam jest bardzo na wyrost. Nie proponuję się nią aż tak sugerować.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/28663-eden-jablko-wszechrzeczy.html

niedziela, 8 września 2019

A-Kysz!


"Kot i jego mysz zdrajca"

Joanna Klara Teske, Aleksander Bednarski



Wydawnictwo: Mimochodem
Data wydania: 2016 rok
Liczba stron: 66







KOMIKS. Chyba nie ma takiej osoby, która by nie wiedziała co to jest, ba nie miała egzemplarza w dłoni, ja z takową twórczością miałam styczności za czasów dzieciństwa, wtedy, będąc dzieckiem podchodziłam do lektury z wielkim zapałem i sympatią. Obecnie do przeczytania/obejrzenia komiksu w dużej mierze zachęcił mnie przezabawny tytuł „Kot i Jego Mysz Zdrajca”, oraz fragment książeczki zamieszczony w internecie, który postawił przysłowiową kropkę nad „i”, a poniekąd, w mniejszym stopniu ciekawość. To właśnie te trzy elementy sprawiły, że twórczość idzie na pierwszy ogień. O tym, czy moje wrażenia z dzieciństwa pozostały niezmienne, a może jest całkiem odwrotnie, o tym piszę poniżej.

Autorów tego komiksu jest dużo, każdy w jakiś sposób dołożył od siebie tak zwaną swoją cegiełkę. Poniżej krótkie biografie dwóch, według mnie kluczowych osób.


Joanna Klara Teske to autorka powieści zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, na chwilę obecną na swoim koncie ma trzy książki. Oprócz tego jest adiunktem w Katedrze Literatury i Kultury Angielskiej. Do jej osiągnięć możemy również zaliczyć tytuł doktora nauk humanistycznych, który uzyskała na WH UMCS (Philosophy in Fiction). Główne zainteresowania autorki to powieść anglojęzyczna, nauki humanistyczne, a także sposoby badania świadomości. Prowadzi lekcje z zakresu literatury, w wolnej chwili zajmuje się badaniem zjawiska sprzeczności w sztuce.


Aleksander Bednarski interesuje się grafiką, z tego też powodu tworzy obrazki do książek. Jego kolejnym zainteresowaniem jest język walijski, kultura oraz literatura, pracuje w Katedrze Celtic Studies. Jest miłośnikiem komiksów, gdy tylko może lubi tworzyć własne.


„Kot i jego mysz zdrajca” to książeczka opowiadająca historię znanego grafika komputerowego – A-Kysza!, autora gry „Dziewięć żyć”. Głównymi bohaterami są: niejaki A-Kysz, Amanda – striptizerka z klubu Fiku-miku, pies-cynik o imieniu Sza-Chau, oraz mały kotek o imieniu Kici-kici. Fabuła opiera się na poszukiwaniu tytułowej myszki zdrajcy, która jest jednocześnie bohaterką gry – Dziewięć żyć, przez kota.


Swój wstęp zaczęłam od słowa KOMIKS, dlatego, iż zmylił mnie fakt, że zauważyłam, że książka została przypisana do owej kategorii. Jednak zastało mnie rozczarowanie, bo jak coś co nie ma milion małych obrazków i dymków może być komiksem, jednak podobieństwo można zauważyć, zostało przedstawione w trochę większej formie – na całej stronie jest ilustracja i króciutki opis.


Ponadto twórczość jest stworzona w bardzo kreatywny sposób, a zarazem krótko (liczy tylko 68 stron). Mamy bowiem do czynienia z kodami QR, dzięki którym możemy posłuchać muzyki, która została przygotowana specjalnie pod dany epizod. Momentami czytelnik został „zmuszony” do obracania książką we wszystkie strony, aby móc przeczytać zamieszczony tekst, oprócz tych elementów nie zabraknie szyfrów.


Co da samej fabuły, jest ona bardzo prymitywna, dużo w niej powtórzeń, jeden, bardzo delikatny wątek – ot podróż kota to jest jedyny motyw. Na dodatek kota z rozX-eniem jaźni (za X należy wstawić liczbę postaci za które wcielało się zwierzę, jest tak sporo, że trudno je zliczyć). Moje ogólne wrażenia są na ogół pozytywne, szybko się czyta, może ze względu na małą ilość tekstu.


Nie wiedziałam czego mogę spodziewać się po takim „komiksie”, jednak po przeczytaniu i ułożeniu myśli, sądzę, że nie było źle, chociaż nie jestem przyzwyczajona do tak płytkich fabuł, bez większego sensu, ani też morału.


Dla osób mało, a można śmiało napisać, że nic nie wymagających od książki (pod względem łączenia faktów, czy myślenia) będzie ona idealna i takowi odbiorcy mogą śmiało po nią sięgać. Osobiście mojej osobie to nie wystarcza i czuję niedosyt z tego powodu. Nie było żadnych ochów i achów, a sam w sobie tekst z obrazami oceniam jako średniak. Książeczka na góra godzinę, w zależności od tempa czytania. Można przeczytać.




https://sztukater.pl/ksiazki/item/28631-kot-i-jego-mysz-zdrajca.html

czwartek, 5 września 2019

To była najpiękniejsza zbrodnia, jaką widział.



"Kolor zła. Czerwień"

Małgorzata Oliwia Sobczak



Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 384






Dostałam propozycję z której bardzo się ucieszyłam, aby napisać recenzję do książki Pani Małgorzaty Oliwii Sobczak, pod tytułem „Kolory zła. Czerwień”, a to wszystko dzięki Wydawnictwu W.A.B. , któremu chciałam podziękować (dziękuję :) ). Jak widać, podjęłam rzuconą rękawicę, nim jednak to zrobiłam przeczytałam bardzo interesujący opis, który został mi wysłany, a następnie równie ciekawy ten, który został umieszczony na tylnej okładce książki. Bardzo pochlebne opinie na temat tekstu postawiły przysłowiową kropkę nad i. Czy było warto, a może wręcz odwrotnie – strata czasu i nie warto było w ogóle otwierać książki, o tym piszę poniżej.

Małgorzata Oliwia Sobczak to młoda pisarka, zamieszkująca w Sopocie, na chwilę obecną ma na swoim koncie trzy książki, ostatnią z nich jest „Kolory zła. Czerwień”. Na co dzień zajmuje się badaniem nad naukami społecznymi i humanistycznymi. Ukończyła dziennikarstwo i kulturoznawstwo. Jest członkinią Stowarzyszenia Kochamy Żuławy. Cztery lata temu (2015 rok), ukazała się jej debiutująca książka, od której wszystko się zaczęło, była to baśń pod tytułem „Mali, Boli i Królowa Mrozu”. W swoich utworach łączy nurt egzystencjalny z realizmem magicznym. Inspiruje się twórczością autorów takich jak Julio Cortázar i Majgull Axelsson. Natchnienie czerpie z muzyki, bez której nie wyobraża sobie życia. Obecnie pracuje nad mrocznym trójmiejskim kryminałem z gatunku urban-noir (czarne kryminały).


Sopot, dwa morderstwa na przełomie siedemdziesięciu lat, łączy ich jedno – miasto, a konkretniej plaża, która kryje w sobie wiele mrocznych sekretów. Mocno zakrapiane imprezy w trójmiejskich klubach, środowisko mafijne, narkotyki, problemy rodzinne, które nie mają ani początku ani końca, namiętność, szaleństwo. Dlaczego morderca wziął sobie za ofiary dwie podobne do siebie pod względem urody kobiety, których twarze zostały okaleczone w sposób brutalny? Na to pytanie postara się znaleźć odpowiedź niejaki prokurator Bilski, który zmierzy się z niejedną makabryczną tajemnicą.


Początek lektury był bardzo obiecujący, spodobał mi się. Niestety z czasem zaczęły pojawiać się czynniki, które niekoniecznie wpływały pozytywnie na mój odbiór tekstu. Gdy już myślałam, że gorzej być nie może, wparowały narkotyki, które całkowicie zdyskwalifikowały całą książkę w moich oczach – poszła ona w odstawkę. Gdyby to jeszcze było przez chwilę, a nie rozciągało się jak guma do żucia to jeszcze byłabym w stanie przymknąć oko na ten fakt. W całej intrydze znajdziemy stanowczo za dużo nudnych, długich opisów, które mało co wnoszą do całokształtu, chyba, że miały robić za wydłużenia czy też ozdobniki, w tej roli sprawdziły się świetnie. Kolejnym minusem jest brak dynamiki, liczyłam, że będzie jej więcej, tymczasem otrzymałam bardziej statyczną wersję, którą niekoniecznie chciałam czytać. Na plus zasługuje wielowątkowość, uporządkowanie, wątki zostały pokazane w bardzo przejrzysty dla czytelnika sposób. Atutem jest również budowa tekstu, tutaj mam na myśli: krótkie rozdziały, liczące po kilka stron, retrospekcja, a potem teraźniejszość i przy tym brak chaosu (brawo). Lektura nie pozostaje na długo w pamięci, jak szybko weszła tak szybko wyjdzie. Zachowanie bohaterów woła o pomstę do nieba, nie jest istotne ile postać ma lat i tak zachowuje się jakby zatrzymała się na wieku dziecięcym- zero konsekwencji za poniesione czyny, czasami wypadałoby włączyć myślenie…


Lektura nie porwała mnie, ba, przez pewien moment nawet zastanawiałam się (sądząc po bardzo pochlebnych opiniach), czy dostałam ten sam egzemplarz, ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jest dokładnie taki sam. Zupełnie nie rozumiem skąd ten zachwyt, ale nie będę komentować dalej tego tematu – o gustach się nie dyskutuje. Ciężko mi lekturę polecić, czy też odradzić, ponieważ nie przeczytałam jej w całości, zatrzymałam się w pewnym momencie i już nie miałam chęci na dokończenie, odkładałam, aż w końcu stwierdziłam, że skoro mnie do książki nie ciągnie, to nie ma to sensu. Może jeszcze kiedyś przekonam się co do twórczości i przeczytam jeszcze raz. Na chwilę obecną nic na to się nie zapowiada.