Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

poniedziałek, 28 października 2019

Zło najłatwiej ukryć pod maską klauna.




"Pokrzyk"

Katarzyna Puzyńska




Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 604






Rozpoczynam swoją kolejną przygodę z historią napisaną przez Panią Katarzynę Puzyńską, autorkę tak więc znam pod względem literatury i dodam, że zawsze lubiłam czytać twórczość, która wyszła spod pióra autorki. Wybór więc był wręcz banalny, zobaczyłam na liście książek, które czekają na dodanie do nich opinii nazwisko klucz – Puzyńska i to mi wystarczyło, aby podjąć decyzję, nie potrzebowałam czytać ani opisu, ani szczególnie przyglądać się okładce, żeby zostać zachęcona do zapoznania się z tekstem, jak to bywało wcześniej. Zawsze miałam pozytywne odczucia po przeczytaniu lektur Pani Katarzyny, chociaż w tych dalszych częściach zauważyłam dość potężne zachwianie w stylu pisania, co mnie bardzo przeraziło, jednak nie zniechęciło. Mam nadzieję, że wszystko wróciło na dobre tory i otrzymam prawdziwe dzieło, jak to wcześniej miało miejsce, a nie tylko jego namiastkę.

Katarzyna Puzyńska to 34 letnia pisarka z wykształcenia psycholog. W swojej karierze była przez okres kilku lat nauczycielem akademickim zgodnie ze swoim wykształceniem, porzuciła owe zajęcie na rzecz swojej pasji – pisania. Poza bycia pisarką dba o swoje zdrowie fizyczne – uprawia sport, zajmuje się swoimi pupilami: kotem, psami i końmi. Kocha mocne brzmienia tak samo jak Hiszpanię czy Skandynawię. Ma mnóstwo tatuaży co też sprawiło, że mówi o niej się „najbardziej wytatuowana pisarka w Polsce”. Jej pierwszą książką był „Motylek”, który rozpoczął serię o Lipowie – malowniczej wsi położonej niedaleko Brodnicy. Autorka trudzi się w kryminałach psychologicznych, o bardzo obszernym tłem obyczajowym, oraz rozbudowanym wątkiem społecznym, porównywana jest do Agathy Christie czy Camilli Lackberg. Pani Puzyńska jest również autorką książek non-fiction Policjanci, Ulica i Policjanci.

Wnyki. Teoria społeczna brzmi tak: kto przekroczy progi starego dworku pod lasem – umrze. Klątwa dosięgnie każdego odważnego. Niespodziewanym trafem trafia tam Weronika Podgórska, wkrótce będzie musiała z tego miejsca uciekać jak najszybciej i to w towarzystwie osoby, którą ma ochotę zabić. W tym samym czasie nieopodal dzieje się tragedia – umiera starsza Pani, przy denatce widziano emerytowaną policjantkę – Klementynę Kopp, automatycznie to na nią spadają podejrzenia zabójstwa. Są jednak osoby, które nie wierzą w winę Kopp, Daniel postanawia dowieść, że przyjaciółka jest niewinna, narażając tym samym swoją posadę. Rozpoczyna on swoje prywatne śledztwo, żeby nie było tak prosto, ma on rywala, który jest prywatnym detektywem – bada zbrodnię sprzed 41 lat, szybko okazuje się, że sam wynajęty kryje jakąś tajemnicę. Kto zginie następny i jaki związek ma z całą sprawą ciało wiszące na hakach?

Czytając „Pokrzyk” czułam się jakbym miała przed sobą bajkę w wersji dla dorosłych: obłąkani ludzie, dworek na odludziu, w którym straszy, klątwy. Momentami historia wprawiała moje serce w szybsze obroty, następował przypływ adrenaliny spowodowany w tym przypadku chwilowym przerażeniem. Brakowało mi dynamiki, której było bardzo dużo w pierwszych tomach. Tutaj niestety dominuje statyczna fabuła, która nie zachęca czytelnika do czytania, bo przecież większość z Nas lubi jak coś się dzieje. Podczas czytania miałam wrażenie, jakby niektóre wątki były przedłużane na siłę, przykładem może być znany czytelnikom książek o Lipowie trójkąt, który ciągnie się od kilku tomów bardzo intensywnie, pytanie brzmi po co? Czyżby ten zabieg oznaczał brak weny u Autorki? Tak czy inaczej lektura prezentowałaby się znacznie lepiej, gdyby niektóre „sprawy” zostały już pozamykane, ile można czytać w kółko to samo.

Zauważyłam metamorfozę bohaterów, niestety na niekorzyść, wraz z kolejnymi egzemplarzami wydaje mi się, jakby tendencja psychiczna wzrosła, co to oznacza? Otóż postacie nabywają coraz większych schorzeń umysłowych. Na samym początku przygód z policjantami z Lipowa, bohaterowie byli normalni, z czasem zaczęła dziać się patologia, co skutecznie mnie zniechęciło do zagłębiania się dalej w tekst. Nie dokończyłam czytać „Pokrzyku”, nie dałam rady, poddałam się po kilkuset stronach. To była jedna z najgorszych książek Pani Puzyńskiej jakie miałam w swoich dłoniach. Zawiodłam się bardzo, ale tego tez mogłam się spodziewać, ta seria trwa zbyt długo i widać, że Autorka nie ma już pomysłu na fabułę. Strasznie wymęczyła mnie ta część, którą przeczytałam. Jak tak dalej ma wyglądać twórczość Pani Katarzyny, to ja podziękuję za takie „dzieło”. Nie podobało mi się, jestem na nie. Nie polecam.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29174-pokrzyk.html

piątek, 25 października 2019

Jaki masz stosunek do swojego ciała?


"Przewodnik po mądrości ciała. Wszystko, co umysł musi wiedzieć o ciele"

Ann Todhunter Brode




Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 373






Stres. Chyba nie ma osoby na tym świecie, która by nie wiedziała co to jest za rodzaj emocji, z którymi borykamy się praktycznie dzień w dzień. Przeżywamy natomiast go na różne sposoby: jedni więcej jedzą – zagryzają stres, inni nic nie jedzą - nie mogą przełknąć, jeszcze inni krzyczą, kolejni obgryzają paznokcie i pewnie jest jeszcze wiele innych sposobów, aby radzić sobie z tego typu emocjami. Jednak kto nie myślał, żeby pozbyć się go na tyle ile jest to tylko możliwe.. Ograniczyć do minimum, nie robiąc sobie przy tym „krzywdy”? Do tego grona zaliczam się właśnie ja i to głównie ten temat sprawił, że wzięłam do recenzji książkę Pani Ann Todhunter Brode - „Przewodnik po mądrości ciała”.

Ann Todhunter Brode jest uważana za najlepszą w tym co robi, a mianowicie chodzi o prace na temat ciała, umysłu, czy ducha. W 1968 roku otrzymała licencjat, przez 7 lat pracowała jako terapeuta dla dzieci, korygując zaburzenia percepcji ruchowej. Dzięki temu doświadczeniu zauważyła, że każde ciało jest inne, inaczej reaguje i potrzebuje indywidualnego podejścia. Chcąc pomóc ludziom w uzyskaniu pełnej kontroli nad swoimi emocjami autorka zaczęła przeprowadzać szeroko okrojone szkolenia w tej dziedzinie. Jest założycielem Fundacji Healing Center Foundation, non-profit, której misją jest wspierać zdrowie ludzkie. Ann posiada swoją stronę internetową, gdzie również udziela licznych porad (wystarczy wpisać imię i nazwisko autorki w wyszukiwarkę).

Czy Twoje ciało sprawia, że jesteś dumny, a może rozczarowany? Czy potrafisz zrozumieć co chce Ci przekazać? Nie? W takim razie pozwól jemu „mówić”, naucz się słuchać własnego ciała. Dzięki temu dowiesz się jak zwalczać negatywne emocje, takie jak stres, a wszystko dzięki specjalnym metodom, które można wykonać gdziekolwiek chcesz i w dowolnej chwili. Nauczysz się doceniać małe rzeczy, poprawnie odpoczywać, tak, żeby faktycznie być wypoczętym. Poradnik pomoże Ci się rozprawić z bezsennością, znużeniem, obniżoną samooceną, depresją i wieloma innymi groźnymi czynnikami. Zaradzenie temu wszystkiemu jest możliwe, pod warunkiem, że nauczymy się jednoczyć ze swoim ciałem. Także do dzieła!

Książka jest na tyle ciekawa, że posiada nie tylko suchą teorię, ale także ćwiczenia do wykonania w każdym miejscu, obojętnie czy jesteś w komunikacji miejskiej, czy idziesz na spacer, czy siedzisz na przerwie, dosłownie wszędzie możemy je wykonać. Sposób przekazania wiedzy jest bardzo obrazkowy i łatwo trafia do odbiorcy. Autorka podpowiada jak słuchać swojego ciała, które jest największym odbiciem naszych emocji, przecież wystarczy spojrzeć na drugiego człowieka, żeby stwierdzić, że jest zły, zdenerwowany, zmartwiony, czy smutny. Pisarka ukazuje skuteczne metody jak radzić sobie z negatywnie wpływającymi na nas emocjami poprzez oddech, jedzenie, wysiłek fizyczny, czy medytacje.

Osobiście jestem bardzo miło zaskoczona, wszystko zostało bardzo rzetelnie zaprezentowane, merytorycznie nie mam się do czego przyczepić. Graficznie już mogę, brakuje mi więcej kolorów, które bardzo korzystnie wpływają na odbiór, to one sprawiają, że tekst pozostaje na dłużej w pamięci, a czytelnik szybciej przyswaja trudniejszy temat, bo jednak emocje nigdy nie były i raczej nie będą tematem na który będzie jednoznaczna odpowiedź, bo każdy z nas jest indywidualny i do każdego potrzebne jest osobne podejście. Nie na każdego zadziałają przedstawione w poradniku metody, lecz mogą nas nakierować w którym kierunku powinniśmy iść, aby pomóc sobie.

Książkę polecam, jako poradnik sprawdza się bardzo dobrze, nawet niektóre sposoby zaprezentowane w egzemplarzu, sprawdziły się u mnie, więc nie jest to tylko czcze pisanie. Śmiało czytajcie, bo jest warto, masa przydatnych informacji. Osobiście na pewno będę wracać do książki, aby ciągle uczyć się czytać swojego ciała, bo ono bardzo dużo mówi. Naprawdę warto zapoznać się z dziełem, jak nie z całą książką to chociaż z wybranymi rozdziałami, tymi, które akurat będą interesować w danym momencie.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/28478-przewodnik-po-madrosci-ciala.html



Jak blisko jesteś od przepaści?




"O krok od przepaści"

Tomasz Raksa





Wydawnictwo: PrimoLibro
Data wydania: 2018 rok
Liczba stron: 221






Do wyboru książki skłonił mnie intrygujący, mroczny, pełen obaw tytuł - „O krok od przepaści”. Nagłówek doprowadził mnie do licznych refleksji, skojarzył mi się z moim ulubionym gatunkiem, jakim jest mroczna strona literatury, pisząc krócej – thriller czy kryminał. Sam opis, znajdujący się na tylnej okładce egzemplarza też był bardzo obiecujący, bowiem mówi on o skrywanej tajemnicy, a jak każdy wie, człowiek z natury jest dociekliwy, jak tylko na jego drodze pojawi się zagadka, czy sensacja. Byłam bardzo zaciekawiona fabułą, gdyż lektura została mi polecona przez innego czytelnika, który był bardzo mile zaskoczony przebiegiem intrygi. Ciekawość i mnie wzięła, co skutkowało dodaniem własnej opinii na temat książki Pana Tomasza Raksy. Czy było warto, o tym piszę poniżej.

Tomasz Raksa – kim on właściwie jest, ano jest autorem dwóch książek, pierwsza nosi tytuł „ Korneliusz i Incendium”, a zaraz po niej pojawiła się kolejna twórczość „O krok od przepaści”. Na tym niestety wiedza kończy się, gdyż pisarz do chwili obecnej pozostaje anonimowy i nigdzie nie można znaleźć o nim informacji, dość niecodzienna sytuacja, gdyż nie jest to debiutujący pisarz. Współpracuje z Wydawnictwem Primo Libro z siedzibą w Warszawie, które zajmuje się promowaniem debiutujących pisarzy pod kątem głównie powieści kryminalnych, poradników, literatury obyczajowej, czy nawet dzieł podróżniczych.

Poznajcie Gabriela – młodego chłopaka, chodzącego do szkoły, mającego dość skromne życie towarzyskie, w skrócie żyjącego jak każdy inny człowiek. Jednak w jego życiu nie jest tak idealnie jakby się wydawało, skrywa w sobie mroczną tajemnicę, o której wie tylko on sam. Jak grom z jasnego nieba na jego drodze pojawia się jego pierwsza miłość, a właściwie, to jest ich kilka. Słuchając głosu serca idzie tą drogą, która być może sprawi, że jego największa tajemnica ujrzy światło dzienne.

Ku mojemu zdziwieniu na samym wstępie zagłębiania się w lekturę książki, czułam się jakbym miała do czynienia z tak zwanym tasiemcem, niczym popularny przykład wśród seriali – Moda na sukces. Rozdziały są napisane bardzo drobiazgowo, nie są ciekawe dla czytelnika, pełne błędów merytorycznych, oraz rażących w oczy powtórzeń. Po prostu książka nie jest dopracowana, wygląda jakby na siłę została napisana, po to, aby tylko była, aby można było dać sobie przydomek „autor”. Rozumiem, że każdy może pisać, ale nie każdy powinien. Pan Tomasz, z całym szacunkiem, nie powinien zajmować się literaturą, chyba, że dla siebie. Taki gniot nie powinien wyjść na światło dzienne. Męczyłam się przy czytaniu tekstu, żeby przyswajać 20 stron przez kilka godzin, no to już jest przesada, a taka właśnie jest owa książka. Jestem zdania, że lektura ma sprawiać przyjemność, a nie działać usypiająco, czy też irytować. Nie tędy droga.

Nie popieram gustu osoby, którą zagłębiła się już wcześniej w treść, dla mnie to jest po prostu jawne nieporozumienie. „Dzieło” poszło w odstawkę i mam pewność, że nigdy do niego nie wrócę. Nie rozumiem, po co takie przedłużanie fabuły, po co dokładnie opisywać spotkanie ze znajomymi, które nic nie wnosi, a nawet pójście do sklepu i zakup soczku, autor też musiał opisać. Lektura to jeden wielki bełkot, którego nie sposób jest przeczytać. Nie polecam nikomu tego tekstu, a wręcz odradzam. Szkoda czasu.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/28538-o-krok-od-przepasci.html



czwartek, 24 października 2019

Jak ONI organizują czas własny?




"Jak oni pracują 2"
Agata Napiórska




Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 427







RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Premiera: 30.10.2019

Kto kiedykolwiek z Was – drodzy Czytelnicy nie zastanawiał się jak ONI pracują. No właśnie kim są Ci ONI? Otóż pod tymi trzema literami kryją się wszyscy artyści, w szeroko widzianej dziedzinie, którzy robią to co kochają odpłatnie. Brzmi nieźle? Otóż tak! Bo kto by nie chciał czymś się interesować i przy tym zarabiać. Właśnie taki temat w wywiadach porusza Autorka książki – Agata Napiórska, w swoim drugim tomie pod tytułem „Jak oni pracują 2” Wydawnictwa W.A.B. , któremu jednocześnie dziękuję za możliwość zrecenzowania książki.

Agata Napiórska, urodzona w Grudziądzu w 1983 roku, dziennikarka i tłumaczka, autorka książki „Jak oni pracują”. Na co dzień redaktorka naczelna i wydawczyni magazynu "Zwykłe Życie". Mieszka w Warszawie.

Jakie rytuały towarzyszą pracy twórczej Moniki Brodki, Agaty Bogackiej, Katarzyny Kozyry czy Zygmunta Miłoszewskiego?
Już jesienią ukaże się druga część arcyciekawej i inspirującej książki Agaty Napiórskiej Jak oni pracują 2. Kilkudziesięciu niezwykle utalentowanych polskich twórców w rozmowie z Agatą Napiórską opowiada o zwyczajach, które towarzyszą „przekształcaniu pomysłu w dzieło sztuki”. Tym razem wśród rozmówców znaleźli się nie tylko pisarze, ale także artyści, muzycy i kucharze. O ile w pierwszej części mieliśmy do czynienia często z twórcami starszego pokolenia, o tyle tu autorka koncentruje się na artystach młodszych, na fali wznoszącej. Rozmowy są nieco dłuższe i dotyczą także samego zjawiska pracy twórczej jako głównego źródła utrzymania.

Pierwsze co zwróciło moją uwagę to niecodzienna okładka, jak sięgam myślami w przeszłość, nie widziałam nigdy takiej okładki. Oprawa graficzna prezentuje się następująco: ciemno-fioletowe tło na którym widnieją nazwiska osób popularnych, jedni bardziej, drudzy trochę mniej. Autorka wpadła na dość ciekawy pomysł jakim jest stworzenie twórczości, która składa się z samych wywiadów. Możemy przeczytać rozmowę między innymi z Zygmuntem Miłoszewskim, Wojciechem Chmielarzem, Pauliną Przybysz, Moniką Brodką i innymi.

Książka jest kontynuacją oraz rozwinięciem rozmów z pierwszej części twórczości - „ Jak oni pracują”. W każdej z lektur autorka zaprezentowała po stu reprezentantów z różnych obszarów kultury. Pani Agata poruszyła planowanie dnia, co za tym idzie organizacja czasu, przewinął się również temat przyzwyczajeń. Nie zabrakło również nurtów ekonomicznych, które jakże są ważne w życiu, ku zaskoczeniu okazuje się, że dzięki pracy twórczej nie zawsze można osiągnąć to co się chce. Można zatem zapytać po co powstała druga książka, skoro w pierwszej jest „to samo”. Otóż część pierwsza różni się od część drugiej tym, że w tej wymienionej najpierw nie znajdziecie między innymi reakcji czytelników, czy też pytań, które powstały po premierze „Jak oni pracują”.

Przed rozpoczęciem każdego z wywiadów autorka wpadła na pomysł i nakreśliła sytuację w jakich sytuacjach, miejscach, czasie zastała celebryte, oraz co robił w danym momencie, jest to według mnie ciekawy zabieg, chociaż też nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ile zostało usunięte, zanim książka została wydana. Potem następuje seria pytań i odpowiedzi, a zaraz po nich krótka notatka biograficzna danej osoby, co by odbiorca, który nie kojarzy człowieka, mógł mieć o „przepytywanym” chociaż blade pojęcie. Same wywiady mogę określić na dwojaki sposób, jedne pytania są bardziej ciekawe, inne mnie, myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam książkę dla osób, którzy interesują się życiem „gwiazd”, są ciekawi „Jak oni pracują”, jako rozrywkę po ciężkim dniu, bo w tym twórczość sprawdza się idealnie, gdyby nie momentami toporny, ciężko przyswajalny język. Tekst nie zostaje na długo w pamięci i śmiało mogę go nazwać „babskim czytadłem”.



poniedziałek, 21 października 2019

Najbardziej przerażające jest to, co realne.



"Chciwość"
Marc Elsberg






Wydawnictwo" W.A.B.
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 462






RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Premiera: 30.10.2019

Na samym początku chciałam podziękować Wydawnictwu W.A.B. za przekazanie mi książki w celu dodania własnej opinii.

Do przeczytania lektury w wielkiej mierze zachęciła mnie okładka, na pierwszy rzut oka, niczym się nie wyróżnia, dopiero po głębszej analizie widać to co tak bardzo przyciąga. Czarne tło, a na nim duże żółto-zielone litery ułożone w tytuł książki – CHCIWOŚĆ. W każdej z liter znajduje się urywek banknotu. Po oprawie graficznej można zinterpretować całą książkę: CHCIWOŚĆ – thriller, motyw pieniędzy – ekonomia, i w taki o to sposób wiemy już, że będzie to historia o kryzysie z elementami mrocznego klimatu. Jednak jak to się mówi – nie oceniaj książki po okładce, zatem czy przedstawiona historia jest równie fascynująca jak oprawa graficzna, o tym piszę poniżej.

Książka Marca Elsberga "Blackout. Najczarniejszy scenariusz z możliwych" została nominowana w Plebicycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller.
Pseudonim artystyczny austriackiego pisarza Marcusa Rafelsbergera. Urodził się w 1967 roku w Wiedniu. Współpracował z austriacką gazetą Der Standard, jako pisarz zadebiutował w 2004 roku powieścią Das Prinzip Terz. Sukces przyniosła mu druga powieść, Menschenteufel, która przez rok znajdowała się w pierwszej dziesiątce thrillerów na listach Amazon. Kolejna książka, Blackout, będąca połączeniem powieści sensacyjnej i thrillera naukowego, ukazała się w 2012 roku, trafiła na listy bestsellerów magazynu Der Spiegel i dostała nagrodę Wissensbuch des Jahres 2012.

Po bestsellerowym Blackoucie, Zero i Helisie pisarz podjął się gorącego tematu kryzysu, do którego doprowadził kapitalizm. Nierówności w dystrybucji dóbr i wszechobecna bieda w dobie konsumpcjonizmu skutkują masowymi protestami. Pisarz zdaje się mieć jednak pomysł na wyjście z kryzysu. Bankructwo banków, korporacji i państw prowadzi do nasilających się konfliktów międzynarodowych, a garstka uprzywilejowanych czerpie z nich korzyści. Znany laureat Nagrody Nobla na szczycie w Berlinie ma wygłosić przemówienie – Herbert Thompson miał znaleźć formułę, dzięki której dobrobyt stanie się dostępny dla wszystkich. Świat może jednak nie poznać genialnego rozwiązania – Thompson i jego asystent giną w wypadku samochodowym. Świadek wypadku zostaje wciągnięty w niebezpieczną grę. Czy uda mu się poznać remedium na nierówności społeczne?

Na samym początku wspomnę o tym co na pierwszy rzut oka zobaczyłam – są to gabaryty książki i nie chodzi tutaj o ilość stron, bo ta jest dość normalna - 464 strony, chodzi o wielkość, jest ona dość sporych rozmiarów w porównaniu co do przeciętnego egzemplarza, co się z tym wiąże – tekst jest większy. Przechodząc do wnętrza książki – nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po „Chciwości”, a już na pewno nie tego, że na samym początku spotka mnie „pogadanka” ekonomiczna, i że ujrzę rysunki, które pomagają zrozumieć treść. Nigdy za specjalnie nie przepadałam na ekonomią i wszystkim co jest z nią powiązane, mimo iż miałam dużo styczności z tą dziedziną. Bardziej interesowało mnie, jaki patent obrał autor na przekaz tekstu, tak aby łatwo czytało się zarówno odbiorcą, którzy „są w temacie”, jak i tym „nowym”, przy okazji czy są zachowane proporcje, między gatunkami.

Otóż, ku mojemu zaskoczeniu, Pan Elsberg przekazał tak historię, że każdy jest w stanie ją zrozumieć bez problemów, niestety liczyłam, że proporcje będą równe, co by każdy mógł znaleźć coś dla siebie, jednak tutaj w moim odczuciu zdecydowanie więcej jest elementów z dziedziny społecznej, thriller to tylko dopełnienie całości. Autor serwuje nam fabułę w bardzo przyspieszonym tempie, całość dzieje się w ciągu doby! Został wprowadzony zabieg wielowątkowości, który tylko nadaje tempa książce, czytelnik czuje się jakby był w centrum wydarzeń, zmieniając tylko perspektywę. Pomijając rozdziały społeczne, które sprawiały mi momentami trudność, lekturę faktycznie czyta się płynnie.

Mam mieszane odczucia co do „Chciwości” Marca Elsberga, z jednej strony podobał mi się ten mroczny klimat, z drugiej czytanie o ekonomii to była dla mnie mini katorga. Zauważyłam również sporo niedociągnięć, odnośnie zbieżności sytuacji, relacji między bohaterami, które zostały bardzo sztucznie nakreślone, co w obu przypadkach sprawia, że książka jest „nierzeczywista”, co obniża u mnie stanowczo ocenę, nie lubię rzeczy nieprawdopodobnych.

Odnosząc się do ogółu – nie jest źle, ale mogło być dużo lepiej. Kilka poprawek, a książka mogłaby być bardzo dobra. Na chwilę obecną jestem bardziej negatywnie, niż pozytywnie nastawiona. Spodziewałam się czegoś lepszego. Jestem na nie.

czwartek, 17 października 2019

Dorastanie, miłość, poszukiwanie swojego miejsca.




"Emi"
Ewa Pruchnik



Wydawnictwo: Poligraf
Data wydania: 2018 rok
Liczba stron: 240





Do przeczytania książki Pani Ewy Pruchnik, zachęciła mnie ciekawość, chęć poznania czegoś nowego, czym jest retro lektura. Retro czyli oparta na dawnych obyczajach, ukazująca życie, maniery, ludzi w tym konkretnym wypadku w latach 80-tych. Zawsze chciałam przeczytać historię rodem z czasów przeszłych, lecz równie często pojawiało się coś innego na horyzoncie, co bardziej przykuwało moją uwagę pod względem tematyki. Powstrzymywała mnie także myśl, że może być owa lektura nudna, pozbawiona emocji, bo co ciekawego mogło się dziać za czasów, gdy pisało się listy, no oprócz magii tej ceremonii? Dla osoby, która nie przepada za historią, to nie lada wyzwanie znaleźć tekst który będzie nawiązywał do przeszłości i nie będzie się chciało w trakcie jego czytania pójść spać. Może to właśnie „Emi” zmieni moje spojrzenie na owy gatunek literacki, może będzie to przysłowiowe światełko w tunelu. Przekonajcie się sami czytając dalej moją opinię.

Główną bohaterką książki „Emi” jest nastoletnia dziewczyna o imieniu Emilia. Prowadzi ona zwykłe życie, jak chyba każdy młody człowiek, chodzi do szkoły, pomaga w domu rodzinnym, rozwija swoje pasje. Przedstawioną historię można umieścić w najbardziej ciekawych według mnie ramach czasowych i nie mam na myśli tutaj owe lata 80-te, w których toczy się cała powieść, lecz wiek młodej kobiety, który jest kluczowy i śmiało mogę napisać, że najważniejszy, ponieważ jest to przełom między dzieckiem a młodym dorosłym. Główną bohaterkę poznajemy na przełomie szkoły średniej i studiów, jest to bardzo istotny czas mający wpływ z czasem na dalsze życie. W końcu każdy człowiek jest kowalem własnego losu. Emilia, jak każdy z nas, próbuje znaleźć swoje miejsce patrząc przez pryzmat zarobkowy, ulokować swoje uczucia w jednej osobie, pokonując przy tym napotkane przeciwności losu, które stanowią niekiedy zwątpienie w dążeniu do wyznaczonego celu.

Gdy czytałam książkę, czułam się jakbym była w środku akcji, co mnie bardzo zaintrygowało, ponieważ obraz jest przedstawiony w bardzo realistyczny, przejrzysty dla czytelnika sposób. Wykreowany został świat na przełomie lat osiemdziesiątych, co dla młodego człowieka jest nie lada atrakcją, cofnąć się do czasów, kiedy jeszcze nie istniało się. Jak dla mnie to jest coś niesamowitego. Fabuła jest dynamiczna, sposób przedstawienia zarysu historii odbiega sporo od współczesnego, lecz trafił do mnie jak rzadko która książka, jestem pod wrażeniem. A pomyśleć, że obawiałam się kolejnej porażki, a tu nic podobnego. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i chyba owe światełko w tunelu, o którym pisałam we wstępie z małego płomyczka, który ledwo co się zażył, przeistoczyło się w potężne ognisko, które wręcz zaprasza, aby pielęgnować je bardziej.

"Emi" to piękna a zarazem poruszająca historia opowiadająca o przyjaźni, odrzuceniu, miłości, tęsknocie, oraz przetrwaniu. Nie sposób przejść obok niej obojętnie, nie pozwala odejść od wyimaginowanego świata. Dawno nie miałam w ręku tak dobrej retro lektury. Nie ma innej możliwości, niż zapisanie twórczości do grupy ulubionych. Polecam każdemu, nie jest istotne czy jesteś całkiem młodą, czy dojrzałą osobą, śmiało sięgaj po egzemplarz. Nie zawiedziesz się. Jest to naprawdę wartościowa historia, z której można bardzo dużo wynieść treści, która może stanowić pociesznie, rozwiązanie trudniejszych zagadnień. Naliczyłam się też ogromu mądrości życiowych. Ci, którzy śledzą moje opinie, wiedzą, że uwielbiam książki, które przekazują odbiorcy mądrość, są to wartościowe teksty, które zawsze będę polecać, tak jak i tę lekturę.



"Często nie znajdując zrozumienia dla swojej wyjątkowości, młody człowiek świadomie gasi dar, którym wyróżniła go natura, i jedynym jego pragnieniem jest wtopić się w szare tło przeciętności."
"Z bratnią duszą nie trzeba codziennie wymieniać się spojrzeniem, z bratnią duszą chodzi o wymianę myśli i marzeń."
"Są w życiu sytuacje, gdy zmuszeni jesteśmy ukryć prawdę przed ludźmi zbyt słabymi, by tę prawdę unieść na swoich wątłych ramionach." 
"Tak to już w życiu jest, że grzeczne dziewczynki mają słabość do niegrzecznych chłopców." 
"Są w życiu momenty, gdy czujemy nieodpartą potrzebę otwarcia się przed kimś, wyrzucenia z siebie bólu, gniewu, strachu czy tajemnicy. I są tacy ludzie, którzy przejmą ten ból, rozpacz i tajemnicę, i będą go nosić za ciebie w swoich sercach i głowach tak długo, aż nie zniknie z twojej twarzy ostatni jego cień. Tacy są rodzice." 



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29073-emi.html

piątek, 11 października 2019

Pasmo przygód bohatera w szkole oficerskiej.


"Miłość, seks i... 

podchorążowie"

Piotr Głowacki



Wydawnictwo: Poligraf
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 559








Książkę otrzymałam za porozumieniem obu stron – Pana Piotra Głowackiego i mojej. Za co serdecznie chciałam podziękować i oby do kolejnej spisania.
„Miłość, seks… i podchorążowie” taki tytuł nosi owa lektura, nie trudno się domyślić, że motywem przewodnim będzie wojsko, które śmiało można określić oddziałem zamkniętym, bo tylko przepustka daje nam chwilową wolność. Jest to mój debiut z twórczością o wyżej wymienionym temacie, mam na uwadze, że może być to trudny wątek do „ugryzienia” dla płci pięknej, jednak, kto nie próbuje, ten potem nie jest zadowolony. Może nie będzie tak źle? Wszystko moim zdaniem zależy od tego, w jaki sposób autor „przemyci” treść. A może ta książka jest skierowana tylko i wyłącznie do płci przeciwnej… o tym piszę poniżej.

Lipno, rok 1963, to właśnie w tym czasie i miejscu urodził się Piotr Głowacki – autor dwóch książek: „Miłość, seks i podchorążowie", oraz „ Zmienny smak miłości”. W tym małym miasteczku zamieszkują wszelkie osobliwości, którzy mają jakieś zasługi, nie tylko w literaturze, które stają się pewnym stopniu natchnieniem dla autora. To właśnie w Lipnie urodzili się znani artyści, reżyserzy, czy aktorzy, tak jak: Pola Negri, czy Henryk Czarnecki. Piotr Głowacki pochodzi z artystycznej rodziny, jego wuj był malarzem i rzeźbiarzem. Autor opisuje swoje przeżycia w wojsku w jednej ze swoich książek, stworzenie rękopisu zajmuje mu kilka lat, po czym zostaje wydane na światło dzienne. Obecnie zamieszkuje Płock, który określa mianem „swojej ziemi”.

Książka opisuje przygody młodego człowieka, który planuje w późniejszych czasach bronić ojczyzny, tak też trafia do szkoły oficerskiej w Toruniu. Podczas swoich przygotowań do wyznaczonego celu, autor opisuje miłosne uniesienia, dni nauki w szkole wojennej, a także nakreśla emocje, między innymi: tęsknotę, przyjaźń, oraz przeżycia związane z kręgami kryminalnymi, które niekiedy mogą stać się niebezpieczne. Cała fabuła została osadzona na ramach lat 80-tych poprzedniego wieku w Polsce, kiedy panował jeszcze socjalizm. Jest to prawdopodobnie jedyna taka powieść wydana w języku ojczystym, która powstała po stanie wojennym.

Zacznę od tego, że obawiałam się, że nie zrozumiem książki, tak też po części było, dla mnie barierą był żargon wojskowy, części znaczeń można było się domyślić, część już gdzieś obiła się o uszy, a do niektórych przydała się cięższa artyleria, zwana inaczej „wujkiem” Google. Dzięki temu zabiegowi lektura stała się bardziej przyjazna dla mnie. „Miłość, seks… i podchorążowie” czytałam z wielkim zainteresowaniem – dzięki fabule doświadczyłam ceremonii naboru do potocznie pisząc wojska. Czułam się równie podekscytowana, jak główny bohater – Piotr Górecki, gdyż dla obu ze stron była to nowość i nie lada wyzwanie wszystko ogarnąć, żeby zrozumieć o co właściwie chodzi.

Myślę, że nie tylko ja byłam początkowo zagubiona, gdy zaczynałam zagłębiać się w treść, szczególnie gdy nagle pojawiły się stopnie wojskowe, które kiedyś się słyszało, ale żeby przyporządkować je jakoś logicznie, to już wyższa szkoła. Jednak, jak to się mówi – wszystko jest do przejścia, z pomocą innych osób, ale dało się. Fabuła sama w sobie jest w dość ciekawy sposób opisana, niestety miałam wrażenie, że czasami wszystko trwało za długo, nie bardzo rozumiałam, po co opisywać piąty dzień pod rząd, który niczym szczególnym się nie różnił od poprzedniego. Dynamika opowiadania, to totalna sinusoida, raz „dzieje się”, żeby potem zasiąść na laurach.

Mam mieszane przeczucia co do lektury, z jednej strony mi się podobało, a z drugiej nie. Na pewno, nie jest to zmarnowany czas, co to to nie. Arcydziełem też nie mogę nazwać. Twórczość szybko się czyta, czytałam kilka dni na raty, aż dzisiaj tak konkretnie przysiadłam i skończyłam. Mam zastrzeżenia co do wartkości akcji, która momentami jest, po czym zanika, nakreślenie postaci subtelne, za to mamy ich dość sporo, co jest zrozumiałe, że nie da się wszystkich dokładnie opisać... Myślę, że siedem gwiazdek, to jest optymalna ocena. Na postawię moich własnych informacji sądzę, że książka bardziej podpadnie do gustu panom, niż paniom ze względu na tematykę i dla tego grona polecam serdecznie lekturę.

wtorek, 8 października 2019

Czy odważysz się stanąć do walki z tym, co niezwyciężone?



"Esencja zła. Przebudzenie"

Amelia Misiak





Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 328






Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Nie przez przypadek owy cytat pojawił się u mnie jako pierwsze zdanie recenzji. Dlaczego? Już tłumaczę, otóż „Esencję zła. Przebudzenie” dostałam przez pomyłkę, jest to drugi tom książki, zaraz po „Esencji zła”. Co prawda chciałam zacząć swoją przygodę z Panią Amelią Misiak od początku, niestety nie było mi to dane. Jednak, o ile lektury nie będą się nawzajem dopełniały, to myślę, że nie mam na co narzekać, nieraz okazuje się, że debiuty są słabsze od tych kolejnych książek. Przeważnie, choć nie jest to reguła, panuje zasada, że im kolejne dzieło tym lepsze. Nie czytałam pierwszego tomu, jednak widząc oceny na popularnym portalu dla czytelników, sądzę, że nie była to historia wyższych lotów. Z nadzieją, że teraz będzie inaczej, zagłębiam się tekst.

Partner Lilki, Jake pracuje w tajnej bazie, która ma zostać przekształcona w instytut naukowy, tą metamorfozą rozpoczyna się ciąg tragicznych wydarzeń. Tytułowa Esencja Zła zostaje uwolniona poprzez przebudowę budynku, co skutkuje tym, że rozprzestrzenia zło, ponadto robi wszystko, by nie zostać pokonana. Głowna bohaterka, wraz z innymi postaciami mogą okazać się jedyną deską ratunku, bowiem tylko oni mają nadprzyrodzone moce, które są niezbędne do poskromienia niechcianej siły. Niestety z dnia na dzień szanse maleją, sytuacja staje się dramatyczna, gdy bohaterowie dowiadują się, że w ich zespole był przysłowiowy kret, czyli osoba, która przekazuje potajemnie informacje dalej. W tym samym czasie Esencja wzmacnia swoje siły, aby zawładnąć światem i doprowadzić go do zagłady. Czy Lilce, Jake’owi oraz innym uda się ocalić planetę, a może to czas zagłady? „Czy odważysz się stanąć do walki z tym, co niezwyciężone?”.

Zacznę od tego, że lektury nie trzeba czytać w kolejności, fabułę da się zrozumieć bez znajomości poprzednich książek. Jest to moje kolejne podejście do fantastyki. Różnie się kończyło, niestety przeważnie wręcz opłakanym stanem. Jednak przy „Esencji zła. Przebudzenie” ku mojemu zaskoczeniu, nie było źle, autorka stworzyła coś lekkiego, przyjaznemu czytelnikowi z dodatkiem szczypty autentyczności, mianowicie pojawiły się wzmianki o odległych czasach. Prezentowana historia jest podzielona na wątki, które widzimy oczami różnych bohaterów, które z czasem zazębiają się, a wszystko po to, aby Czytelnik był w centrum akcji, żeby mógł dostrzec, to czego nie dałby rady zauważyć, gdyby książka była napisana w trzeciej osobie. Lektura poprzez wielowątkowość wymaga od nas większego skupienia, szczególnie, że rozdziały nie są podpisane, brakuje informacji kiedy następuje zmiana postaci. Intryga jest dynamiczna, momentami nudna, myślałam, ze będzie przewidywalna, okazało się, że nic bardziej mylnego.

Świat jaki został przedstawiony w wykreowanym przez autorkę świecie, jest realny z elementami fantastyki, a więc jesteśmy na naturalnym gruncie. „Esencja zła” posiada również elementy z powieści przygodowej. Niemniej jednak mam wrażenie, że kiedyś już podobna historia obiła mi się o wzrok, nie jest to jakaś wybitna lektura. Jak w miarę szybko ją przeczytałam tak myślę, że dość szybko ją zapomnę. Komu mogę książkę polecić? Wielbicielom przygody z elementami nadprzyrodzonymi, w takiej kategorii książka sprawdza się idealnie. Fani kryminałów raczej nie mają po co sięgać, zawiodą się. Osobiście mam mieszane przeczucia co do lektury, ani to polecam ani nie. Jest to taki średniczek, który przeczytać można.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/29028-esencja-zla-tom-2-przebudzenie.html