Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

czwartek, 27 lutego 2020

Tam gdzie kończy się wszystko inne.




"Immunitet"
Remigiusz Mróz





Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2016 rok
Ilość stron: 648








Od jakiegoś czasu nie wypożyczam egzemplarzy z biblioteki, jednak teraz postanowiłam zrobić wyjątek na potrzeby olimpiady czytelniczej. Pierwsze, co zauważam podczas wyboru książki to jej stan – czy jest pognieciona, pożółkła, ma pozaginane rogi, czy wręcz odwrotnie – pachnie nowością, a nieodkształcone jeszcze częstym przewracaniem strony uparcie powracają do swojej pierwotnej pozycji. Krótko mówiąc, obecny stan egzemplarza pozwala oszacować jej wiek, jednak w przypadku „Immunitetu” doznałam wielkiego zdziwienia, ponieważ lektura została wydana w 2016 roku, a więc 4 lata temu, było to stosunkowo niedawno, a wygląda jakby przeżyła kilka wieków. Taka sytuacja może tylko świadczyć o popularności autora, jak i uwielbianiu tekstów wychodzących od niego.

Remigiusz Mróz to młody, liczący tylko, albo aż 33 lata polski pisarz, oraz co ciekawe prawnik, specjalizujący się w mrocznym gatunku literackim, czyli kryminale, thrillerze. Laureat Nagrody Czytelników Wielkiego Kalibru z 2016 roku za powieść pt. „Kasacja”. Działa także pod pseudonimem Ove Løgmansbø, pod którym napisał trzy książki. Jako Remigiusz Mróz znany jest przede wszystkim z serii o Chyłce. Tytułowa Joanna, to ambitna i bezkompromisowa mecenas, która nie zawaha się przed kontrowersyjnymi posunięciami by tylko dopiąć swego. Można rzec, że dąży do celu po trupach, ale nie można odmówić jej jednego – skuteczności.

„Immunitet” to jedna z książek tej serii, gdzie główną bohaterką jest mecenas Joanna Chyłka. Jeśli ktoś, tak jak ja, zaczyna serię od tej pozycji, bardzo szybko dowiaduje się jaki interesujący charakter posiada bohaterka oraz jaka jest jej główna wada, a w zasadzie można to określić nałogiem. Niespodziewanie odwiedza ją dawny znajomy – najmłodszy członek Trybunału Konstytucyjnego w historii – sędzia Sendal. W nietypowej dla innych sprawie próbuje w kobiecie znaleźć swój ratunek. Tuż po jego odwiedzinach, Chyłka otrzymuje dyskretną wiadomość – czarną różę oraz karteczkę z napisem „zostaw tę sprawę”.
Jak bardzo zagmatwana jest sytuacja sędziego Sendala? Komu podpadł najbardziej charyzmatyczny i obiecujący członek tak ważnej państwowej instytucji?

Pan Remigiusz nie obija się w tańcu, nie osiada na laurach mimo iż w jego dorobku znajduje się masa książek. Od samego początku akcja bardzo wartka, opisy konkretne, niezbyt długie, nie zanudzają czytelnika. Obraz sytuacji jest tak przejrzysty, że ma się wrażenie iż nie jest to "tylko” część z serii, ale zupełnie osobna pozycja, nie spokrewniona w żaden sposób z poprzednimi tomami. Zdecydowanym plusem jest również bardzo szczegółowe przedstawienie świata w książce, między innymi podane nazwy miejsc, ulic, aktualnie granego utworu czy szczególnych upodobań bohaterów – to wszystko idealnie buduje napięcie oraz narastającą chęć wyjaśnienia misternie zbudowanej intrygi.

Autor świetnie oddaje perypetie stołecznej codzienności. Wspomniana przeze mnie wcześniej wartkość lektury, stopniowe budowanie napięcia, sprawiają, iż całość czyta się naprawdę fantastycznie, nie można się oderwać od egzemplarza, mimo iż temat prawa nigdy nie należał do prostych. Tutaj został przedstawiony w bardzo subtelny sposób, że nie sposób się pogubić. Lektura wciąga od początku, aż do końca, nie można się oderwać. Książkę mogę polecić jak najbardziej fanom mrocznej strony literatury. Jest to lektura wyższych lotów, dopracowana w każdym, nawet najmniejszym calu, co nie często można spotkać. Mimo moich uprzedzeń, książkę mogę śmiało polecić. A sam egzemplarz za całokształt ocenię prawie maksymalnie, było warto poświęcenia czasu. Polecam.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/02/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

wtorek, 25 lutego 2020

Marzenia się spełniają.




"Zmienny smak miłości"
Piotr Głowacki




Wydawnictwo: Poligraf
Data wydania: 2018 rok
Ilość stron: 324







Z twórczością Pana Piotra Głowackiego mam już styczność po raz drugi. Pierwszy egzemplarz jaki został mi podarowany do dodania własnej opinii był całkiem niezłym tekstem, w moim odczuciu historia była w większości oparta na wojsku, a w tle pojawił się wątek miłosny. Ale nie o tym mowa w dzisiejszej recenzji. Przy „Zmiennym smaku miłości” po opisie na tylnej okładce można stwierdzić, że sytuacja się zmieni i na pierwszym planie pojawi się miłość, jestem ciekawa czy objawi się również wątek wyjęty z koszar. Po oprawie graficznej nie zapowiada się, żeby tak było, ponieważ prezentuje ona dwie kobiety pogrążone w namiętności, oraz mężczyznę. Kierując się zasadą – nie oceniaj książki po okładce, przechodzę do czytania. Czy lektura okaże się być interesująca, dowiecie się czytając dalej.

Piotr Głowacki urodzony w Lipnie w 1963 roku. Po ukończeniu Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Rakietowych i Artylerii w Toruniu podjął pracę jako dowódca plutonu w jednostce LEP w Żarach. W wyniku przemian ustrojowo-społecznych w Polsce w 1989 roku zrezygnował ze służby i kariery oficerskiej, a następnie przeniósł się do Elbląga, gdzie zatrudnił się jako poborca w Urzędzie Skarbowym. W tym czasie skończył studia magisterskie na WSP w Bydgoszczy i podyplomowe na kierunku administracja i zarządzanie. Obecnie mieszka i pracuje w Płocku.

"Anna energicznie otworzyła wejście i wpadliśmy do środka mieszkania. Zamek ponownie został zaryglowany. Nawet nie wiedziałem, kiedy staliśmy w objęciach i gorączkowo całowaliśmy się. To już nie były zwykłe pocałunki. To było istne szaleństwo z obu stron, to była już gra wstępna. Nasze ręce oplatały nasze ciała i przytulały nas do siebie. Po chwili znalazły się pod ubraniem. Ja chyba śnię – niedowierzałem. Ale to nie był sen. To czysta jawa. Na potwierdzenie tego trzymałem w rękach jej dorodne piersi. W tym momencie były moje – zdobywałem je.

Co za radość i podniecenie. Pieściłem je jak szalony. Dotykałem językiem i całowałem. Coraz mniej ubrań mieliśmy na sobie. W końcu poczułem jej owłosiony kwiatuszek. Moje serce waliło jak młotem. Jej noga oplotła mnie w udzie, a ręka trzymała za moją pełną męskość. W lekkim półmroku dotarliśmy do łóżka."

Mam bardzo mieszane przeczucia co do książki, z jednej strony jest ona odwrotnością „Miłość, seks… i podchorążowie”, a z drugiej strony czułam się jakbym czytała to samo, tylko w innych proporcjach. Główne dwa te same wątki powtarzają się i tu i tu, może stąd te odczucia. Przechodząc do części właściwej, na pierwszy rzut oka, oraz po spisie treści widać, że rozdziały są bardzo długie, co nie ułatwia czytania, nie zawsze ma się czas, aby przeczytać cały epizod jednym tchem, a potem gubi się wątek, gdy przerwie się w połowie. Język jest zrozumiały, przejrzysty, przyjazny czytelnikowi. Autor posiada bardzo lekkie pióro, chociaż czasami mam wrażenie jakby było za dużo opisów, przez co tempo fabuły drastycznie zwalnia.

Sama wartkość jest w umiarkowanym tempie, bywają nagłe zwroty akcji, które zresztą bardzo mi się podobały i które sprawiają, że historia galopuje na przód. Nie ma co się jednak za bardzo cieszyć, jedna jaskółka wiosny nie czyni, kilka nagłych zmian nie spowoduje, że lektura nabierze szybszego tempa. Lektura przepełniona jest wieloma przerozmaitymi emocjami, poczynając od tych pozytywnych a kończąc na tych negatywnych, jednym słowem jak w życiu – bardzo realnie. Podsumowując: książka w moim odczuciu byłam na podobnym poziomie jak jej poprzedniczka, tak jak pisałam już wyżej, czułam się jakbym czytała klona egzemplarza tylko w innych proporcjach i o zmodyfikowanej lekko historii. Można przeczytać.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/02/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

czwartek, 20 lutego 2020

Spektakularne zakończenie.




"Władcy czasu"
Eva Garcia Saenz De Urturi




Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 507








RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
PREMIERA: 26 LUTEGO 2020



W końcu pojawił się ostatni tom świetnej trylogii z cyklu: Trylogia Białego Miasta, autorką jest Pani Eva Garcia Saenz De Urturi. Tak długo wyczekiwany przeze mnie. Po opisie zamieszczonym na tylnej stronie okładki, zapowiada się kolejna interesująca lektura, w dodatku wyższych lotów. Pierwsza część pod tytułem „Cisza Białego Miasta” była bardzo przemyślana, do dzisiaj pamiętam fabułę, pomimo że egzemplarz otrzymałam stosunkowo dawno, co nie może oznaczać niczego innego, że książka jest na miarę tych arcydzieł o których zawsze jest głośno. Z przyjemnością zagłębiam się w treść „Władców czasu”. Tym samym zapraszam do dalszej części recenzji, gwarantuję nie zawiedziecie się.

Eva Garcia Saenz De Urturi – pisarka, dziennikarka pochodzenia hiszpańskiego. Prywatnie jest absolwentką optometrii (dziedzina wiedzy stosowanej, zajmująca się procesem widzenia, a szczególnie ochroną, usprawnieniem, zachowaniem i rozwojem tego procesu ), po zakończeniu szkolnictwa zaczęła pracować w branży optycznej, po czym była wykładowcą na Uniwersytecie w Alicante. Jest członkiem jury w konkursach literackich, współpracuje z rozgłośnią radiową Cadena Ser, prowadzi kurs internetowy Marketing dla Pisarzy, szkolenia z kreatywnego pisania oraz zajęcia z literatury i mediów społecznościowych.

Autorka jak do tej pory sześciu książek, najbardziej popularne to „Cisza białego miasta” (w Polsce 2019), „Rytuał wody” (w Polsce 2019), oraz „Władcy czasu” (w Polsce 2020). Wszystkie trzy powieści znalazły się wśród najlepiej sprzedających się e-booków w Hiszpanii. „Cisza Białego Miasta” okazała się fenomenem czytelniczym, zostały także sprzedane do niej prawa filmowe.

Rok 2019, Vitoria. Anonimowy autor publikuje powieść historyczną pod tytułem „Władcy czasu”. Jej fabuła została osadzona w średniowiecznej Vitorii, powieść okazała się być arcydziełem, podbija ona serca wielu czytelników. Vitoria, rok 1192. Legendarny hrabia don Vela, powraca z bardzo niebezpiecznej misji, jaką powierzył mu król Nawarry Sancho IV Mądry. Ze złością i zdumieniem dowiaduje się, że jego rodzony brat poślubił jego inteligentną i ambitną niegdyś narzeczoną – hrabiankę Onnecę do Maestu.

Tymczasem w czasach teraźniejszych Kraken musi rozwikłać zagadkę zabójstw popełnionych na wzór tych z XIX wieku. Nie podlega wątpliwości, że morderca wzoruje się na powieści „Władcy czasu”: truje jednego z bohaterów proszkiem z hiszpańskiej muchy, która w średniowieczu odpowiadała współczesnej viagrze, zamurowuje dwie dziewczynki żywcem, topi w beczce z kotem, psem, żmiją i kogutem. Postępowanie śledcze doprowadza Krakena do wieży Nograro, która jest zamieszkiwana od tysięcy lat nieprzerwanie przez pierwotnego dziedzica rodu. Śledczy przekona się, że powieść nie tylko zainspirowała mordercę, ale ma także liczne powiązania z nim samym. To odkrycie zmieni życie jego samego i jego rodziny.

Zacznę od początku, Trylogia Białego Miasta ma to do siebie, że rozwija się z czasem i nie trzeba się tym przerażać, bo chwile spowolnionej fabuły, wynagrodzone zostaną czytelnikowi z czasem i to podwójnie. Autorka tworzy misterną intrygę z wieloma niewiadomymi, które dopiero po przebrnięciu sporej ilości stron zaczynają nabierać odpowiedzi. Genialna fabuła, gdzie morderstwa rodem z XIX wieku mają miejsce w XXI wieku. Bohaterów poznajemy dokładniej w pierwszym tomie przy lekturze „Cisza Białego Miasta”, więc nie ma potrzeby, żeby autorka powtarzała w nieskończoność te same informacje o nich, które były zawarte wcześniej, i tego tez nie robi.

Rozmieszczenie czasowe jest dość intrygujące, rok 1192, oraz 2019, ogromna rozbieżność, bałam się, że Pani Eva pogubi się, moje obawy zostały rozwiany, nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Według mnie czasy przeszłe zostały trochę przegadane, teraźniejszy okres jest bardziej żwawy, dlatego on mi się bardziej podobał, z drugiej strony dopełniają się owe płaszczyzny i dostajemy arcydzieło, któremu niczego nie brakuje. Dopracowana, mroczna, brutalna, te określenia bardzo trafnie opisują całokształt. Lektura ujęła moje serce, aż szkoda, że jest to ostatnia część trylogii. Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego.

Podsumowując: Książkę czyta się wyśmienicie, no może za wyjątkiem samego początku, który mnie trochę zanudził. Niemniej jest to jedna z lepszych trylogii jaką czytałam do tej pory. Zdaje mi się, że im dalsza część, tym lepsza. Skoro ten tom był taki dobry, to jestem ciekawa jaki byłby kolejny, niestety tylko na przemyśleniach poprzestać mogę. Śmiało czytajcie, nie zawiedziecie się. Jest to bardzo dobra lektura, na wysokim poziomie. Jak najbardziej polecam.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/02/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

wtorek, 18 lutego 2020

Sny, mary, fantazje.



"Niesenne wędrówki Senfila"

Robert Zamorski



Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 2018 rok
Liczba stron: 312









Wybrałam „Niesenne wędrówki Senfila” Roberta Zamorskiego, ponieważ myślałam, że będzie to typowa bajka, którą będzie czytać się płynnie z wielką dozą wrażeń. Przynajmniej tyle wywnioskowałam z opisu zamieszczonego na tylnej okładce egzemplarza. Ogólnie jestem sceptycznie nastawiona do fantastyki, oraz wszystkiego co nie jest realne, więc podchodzę do lektury z przymrużeniem oka. Chociaż cuda się zdarzają i raz nawet udało mi się trafić na ‘porządną’ przedstawicielkę tego gatunku, czytało ją się wspaniale. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie, że nie zawiodę się. Jeśli jesteście ciekawi jak wypadła w moim odczuciu książka Pana Roberta, zapraszam do dalszej lektury mojej recenzji.

Robert Zamorski - z zawodu jest księgowym, oraz jego dodatkowym zajęciem – jak sam mówi – jest marudzenie, zarobkowo pracuje poza granicami Polski, w Niemczech. Jego największym zainteresowaniem jest tworzenie nowych dzieł, zajmuje się tą czynnością od wielu lat i nie ma zamiaru w najbliższej przeszłości zaprzestać. W jego dorobku jak do tej pory pojawiła się tak zwana Senfiliada, czyli powieści o postapokaliptycznym kocie, oraz historie o czarodzieju mającym problemy z alkoholem, znajdującym się nad przepaścią emocjonalną, nazwane Requiem dla maga.

Poznajcie Senfila – rozumnego kota w butach, w dość specyficznym odzieniu. Senfil ma żonę o imieniu Filona, posiadają również dzieci, mieszkają we Wrocławiu. Żeby było bardziej ciekawie, nie jest to teraźniejsze miasto. Z tamtego Wrocławia uchowała się tylko i wyłącznie jego nazwa. Dawne państwa uległy destrukcji, a na Ziemi znajduje się jedynie garstka miast. Główny bohater kot, jest nałogowcem, ale na tym nie kończy się fabuła, pojawiają się jeszcze kilka bohaterów, między innymi: Trurl i jego kolega Klapaucjusz, inteligencja stworzona przez człowieka, automaty, które stoją na straży dawnego parku rozrywki. Nie zabraknie również w tej historii urządzenia obronnego, które w wyniku błędu zamiast sprawować pieczę nad bezpieczeństwem, zostaje wycelowane, gotowe do ataku wprost na naszą planetę, w konsekwencji czego spala jej powierzchnię na popiół.

Książka mnie nie przekonała do siebie, podchodziłam do niej aż trzy razy. Moje wrażenia były niezmienne, towarzyszyły mi pytania – co, jak, gdzie i dlaczego tak się właśnie stało. Miałam wrażenie, jakby lektura zaczynała się długo po czymś co było wcześniej, prościej pisząc, jakby czytelnik był wtajemniczony od środka intrygi. Nie było to za miłe doświadczenie, ale jak już wcześniej pisałam, książkę traktowałam z przymrużeniem oka, więc przebrnęłam przez tę część i byłam ciekawa czy dalej coś się wyjaśni, będzie bardziej zrozumiałe. Ku mojemu zaskoczeniu po pierwszym interludium (ma wiele znaczeń, w teatrze oznacza to krótką humorystyczną wstawkę wystawianą pomiędzy misterium, czyli tajemniczym obrzędem, czy też zjawiskiem.) autor zaczyna pisać całkiem sensownie i co najważniejsze od początku.

Jednak po czasie, kiedy znowu pozyskałam nadzieję na lepszy ciąg dalszy… szybko ona zanikła i na jej miejsce pojawiło się rozczarowanie. Lektura została podzielona na bardzo długie rozdziały, które nie sprzyjały mi w czytaniu, preferuję zdecydowanie krótsze epizody. Fabuła jest nudna. „Nie senne wędrówki Senfila” to taki miks fantastyczny nie dla każdego, ja nie mogłam się odnaleźć w twórczości, chociaż napiszę, że próbowałam z całych sił. Koniec końców stwierdziłam, że nie jest to odpowiednia literatura dla mnie, wiem też, że za szybko nie sięgnę po fantastykę. Co kolejna to gorsza. Nie polecam.




https://sztukater.pl/ksiazki/item/27025-niesenne-wedrowki-senfila.html


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/02/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

wtorek, 11 lutego 2020

Mroczna historia idealnego małżeństwa.




"Nic o mnie nie wiesz"
E.G. Scott




Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 488









Zanim zacznę pisać swoją opinię na temat książki, chciałabym podziękować Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki. Dziękuję i myślę, że do zobaczenia przy kolejnej lekturze.
Przechodząc do sedna: do zagłębienia się w treść zachęcił mnie w dużej mierze urzekający tytuł, ma on w sobie przynajmniej trzy elementy, do których bardzo mocno lgnę: tajemniczość, mroczność, a dodatkowo spowiły został sekretem. W momencie przeczytania notatki o powieści moja wyobraźnia zaczęła pracować na wysokich obrotach, snuła jaka to może być książka. Byłam ciekawa, czy to co myślałam potwierdzi się na papierze. Nakręcona pozytywnymi myślami przystąpiłam do czytania. Jednak zanim Wam przedstawię plusy i minusy (według mnie) lektury, opowiem Wam o autorach, bo jest ich dwóch.

E.G. Scott – pseudonim literacki pod którym kryje się para pisarzy – Elizabeth Keenan i Greg Wands, autorzy trwają w przyjaźni od ponad dwudziestu lat. Tworzą między innymi: sztukę, opowiadania, scenariusze. Współpracowali dawniej przy wielu projektach. Dzięki wzajemnej miłości do thrillerów i powieści noir powstała twórczość pod tytułem „Nic o mnie nie wiesz”. Prawa do wydania egzemplarza sprzedano do 12 krajów. Obecnie pracują nad kolejną mroczną książką.

Rebecca i Paul to z zewnątrz kochające się małżeństwo z wieloletnim stażem. Mają wszystko co by mogli chcieć – piękny dom, w spokojnej okolicy, ufają sobie bezgraniczne, a nawet spełniają nawzajem zawodowo. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Po dwudziestu latach bycia razem w związku małżeńskim, kłamstwa, tajemnice z wyniszczającą siłą zaczynają rozwalać wszystko co udało im się zbudować przez te długie lata. Uzależniona od prochów kobieta niespodziewanie zostaje wydalona z pracy, jej mąż po utracie firmy, stres odreagowuje w ramionach innej kobiety. Przygody na boku szybko wychodzą na jaw, zamieniając się w koszmar, bowiem zazdrosna kochanka z zaczyna prześladować Paula i Rebeccę. Żona z obawy, że mąż chce ją zostawić, obmyśla plan, który ma mu uniemożliwić dokonania tego. Rozpoczyna się gra, z której nikt nie może wyjść zwycięsko.

Zacznę od bohaterów, bo są naprawdę irytujący: Ona jest uzależniona od leków, stosuje je na wszystko na co się da, bez uwzględnienia odpowiednich dawek, a potem dziwne, że są skutki uboczne. Pracuje w branży farmaceutycznej jako przedstawiciel handlowy. On zadufany w sobie samiec, z ego większym niż inteligencja, traci firmę i zamiast o tym porozmawiać robi skok w bok. Zdrada pogania zdradę, niestosowny, wręcz chory układ, gdzie podczas konfliktu, zamiast spędzić czas na szczerej rozmowie, oni nawzajem zdradzają się. Powiedzcie kto normalny tak robi? Czas na fabułę, jest ona bardzo zagmatwana z wieloma znakami zapytania, które po bardzoooo długiej chwili powoli zaczynają się układać w odpowiedzi. Zupełny brak napięcia sprawia, że ciężko przebić się przez te kilkaset stron.

Komentarz ‘Czyta się z zapartym tchem’ został chyba napisany tylko dlatego, żeby podkręcić sprzedaż, nijak ma się on z rzeczywistością. W trzech słowach: czuję się oszukana, albo po prostu moja poprzeczka została postawiona tak wysoko, że ciężko dorównać do tego poziomu. Tak czy inaczej, lektura nie zainteresowała mnie, chociaż potencjał drzemał w niej ogromny. No nic, czasami i tak bywa. Intryga jak szybko została przyswojona tak prędko ją zapomnę. Według mnie szkoda czasu. Nie polecam.

‘Zupełnie przypadkiem odkryłem, że kluczem do sukcesu jest się nie przejmować.’


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/02/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html


sobota, 8 lutego 2020

Sekrety rodzinne.





"A jeśli ciernie"
Virginia Cleo Andrews




Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 528








Z Panią Virginią C. Andrews miałam już wcześniej styczności, no dobrze, może nie z samą pisarką, jak z jej twórczością, przy książce „Kwiaty na poddaszu”. Jak sięgam pamięcią, po przeczytaniu egzemplarza byłam bardzo zadowolona z doboru lektury. Teraz dostałam do recenzji kolejną historię, w moim przypadku jest to drugie spotkanie, niestety mimo wcześniejszego zamysłu, czytania w kolejności, nie udało mi się (ze względu na ograniczoną ilość czasu) zagłębić w treść środkowego tomu, czego teraz bardzo żałuję.

„A jeśli ciernie” jest stosunkową nową powieścią, w Polsce została wydana w 2019 roku, ma zaskakująco ciekawy, również jak poprzednie lektury opis, który zachęca wręcz do przeczytania. Zwykło mówić – nie oceniaj książki po okładce… bo możesz się bardzo mocno rozczarować, czego oczywiście bym nie chciała. Jak chyba każdy czytelnik lubię być po całości pochłonięta w wyimaginowany świat wykreowany przez autora.

Virginia C. Andrews ( 06 czerwca 1923 – 19 grudnia 1986) – amerykańska pisarka pochodząca z Portsmouth, Viriginia (Stany Zjednoczone). Zmarła na skutek bardzo ciężkiej choroby – nowotworu piersi, w wieku 63 lat. Autorka znana była z powieści rodzinnych, czy też gotyckich horrorów, obracające się w obrębie zakazanej miłości, problemów rodzinnych przeróżnej maści. Jej powieści zostały przetłumaczone na wiele języków, między innymi na: francuski, włoski, niemiecki, hiszpański, polski, koreański, holenderski, turecki, grecki, węgierski, czy nawet hebrajski. Zadebiutowała powieścią „Kwiaty na poddaszu”.

„Żeby chronić dzieci, Cathy i Chris ukrywają strząsającą, mroczną prawdę. Ktoś jednak zna ich sekret. I nie przestaje ich obserwować.”

Cathy, za czasów młodości była więziona na poddaszu przez okrutną babkę i jej własną rodzicielkę. Obecnie razem z Chrisem tworzą wspaniałą rodzinę, ciepły, pełen miłości dom dla swoich pociech: starszego, przystojnego i utalentowanego Jory’ego, oraz młodszego, posiadającego bardzo bujną wyobraźnię Barta i nowo adoptowanej córeczki. Cała sielanka zamienia się w horror, gdy do opuszczonej willi wprowadza się starsza kobieta wraz z ekscentrycznym lokajem. Młodszy z braci zaczyna odwiedzać sąsiadkę, ta natomiast go rozpieszcza, manipuluje nim. Z każdym kolejnym spotkaniem chłopiec zmienia się nie do poznania, do tego stopnia, że Cathy i Chris zdają sobie sprawę z powagi sytuacji – powróciły demony przeszłości. Czy stracą to, co dla nich jest najważniejsze?

Książka jest podzielona na ‘duże’ części, z czego w każdej z nich znajduje się kilka oryginalnie zatytułowanych mniejszych rozdziałów – liczących średnio kilkanaście stron. Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie, zmienia się tylko pryzmat, na skutek zmiany osoby, w którą w danym momencie przystało nam – czytelnikom się wcielić. W lekturze nie trudno dostrzec manipulację, o ta to przejawia się po pewnym czasie na każdym kroku, aż bije po oczach. Dla mnie było niemałym zdziwieniem, że w powieści ukazany jest zabieg gdzie kobiety są widziane w bardzo nieprzechylnym, wręcz poniżającym ich świetle, dlaczego to mnie zaskoczyło? Ponieważ książkę napisała kobieta.

Pokazane jest także bardzo mylne sformułowanie, że za pieniądze można wszystko kupić. Przewija się także wiele innych podobnych pojęć, o których jak jesteście ciekawi, to sięgajcie za książkę. Nie obyło się również bez metamorfozy głównego bohatera, który z nieśmiałego, introwertycznego chłopca staje się podejrzliwym, okrutnym, agresywnym, zupełnie innym osobnikiem. Sama fabuła toczy się bardzo powoli, w większości momentach jest bardzo nudno. Historia jest przegadana, głównie o tajemnicach rodzinnych, które nie mają końca, ani też początku.

Czuję się rozczarowana, pierwszy tom z cyklu: Rodzina Dollangangerów, pod tytułem „Kwiaty na poddaszu: trzymał napięcie, fakt po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, ale jednak było czuć dreszczyk. Pamiętam, że nie można było oderwać się od wyimaginowanego świata. Tutaj, w tym konkretnym przypadku jest zupełnie odwrotnie, na ogół nic się nie dzieje, nie do tego stopnia, abym potrafiła po jakimś niedługim czasie z dokładnością opowiedzieć treść. Jestem znudzona, nie polecam.


W życiu trudno jest, znaleźć kogoś, komu można zaufać. Człowiek jest prawdziwym szczęściarzem, mając chociaż jedną osobę, na której zawsze może polegać.

Nie można kupić tego, co najważniejsze. 



https://sztukater.pl/ksiazki/item/30006-a-jesli-ciernie.html


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/02/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

niedziela, 2 lutego 2020

Kontrowersyjna gwiazda.




"Reputacja"
Marcin Kiszela




Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 304







RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
PREMIERA: 12 LUTEGO 2020




„Reputacja” Marcina Kiszeli, to tę książkę przyszło mi w najbliższym czasie recenzować. Spodobała mi się okładka lektury – na szarym tle znajduje się dłoń ludzka, prawdopodobnie kobieca, która trzyma odłamek szkła w kolorze czerwonym, można poprzestać, że ta symbolika mogła oznaczać krew. A w nim widnieje twarz przedstawicielki płci pięknej. Zaintrygował mnie również opis, który jest dość oryginalny, jednak nie jestem przekonana, czy nie będzie to bardziej sensacja, niż mroczna strona gatunku. Obawiam się, że tak może się stać. Ot mamy gwiazdę popularnego serwisu muzycznego, która zostaje uprowadzona. Wiecie sława, paparazzi, fani.. Nie chcę krakać, więc przejdźmy do dalszej recenzji i sami się przekonajcie jak to było.

Marcin Kiszela pseudonim Dawid Kain. Polski, 39 letni pisarz pisarz horroru, groteski, bizarro-fiction, poeta i eteista, urodzony w Niemczech. Oprócz tego jest prozaikiem, scenarzystą, okazjonalnie tłumaczem i redaktorem. Pisał scenariusze do gier video (Get Even, The Beast Inside, Unholy), tłumaczył uznane bestsellery (mi.in. Siedem minut po północy, Silos, Pieśń Krwi).

Milena Bilkiewicz, autorytet wśród wielu ludzi, kontrowersyjna gwiazda YouTube’a zostaje porwana w niewyjaśnionych okolicznościach, jednak jeden element nie pasuje do całej układanki. Na poszukiwanie wyrusza jej najlepsza przyjaciółka, a za jednym razem administrator jej postępowań – Alicja. Piosenkarka ma jednak swoje tajemnice o których nie wie praktycznie nikt. Uświadomiwszy sobie, że pomoc od służb wyższych nie wchodzi w rachubę, bowiem mogłoby to zaszkodzić reputacji samej celebrytki, decyduje się sama odnaleźć uprowadzoną. Nie przeczuwa jednak, że śledztwo na własną rękę pokieruje ją do miejsca, w którym przyjdzie jej zmierzyć się nie tylko z bezwzględnym oprawcą, ale także i samą sobą, swoimi lękami. Pozna prawdę, która okaże się bolesnym ciosem dla jej samej, ukażą się demony przeszłości, o których chciała zapomnieć.

Uwaga ogłaszam werdykt! Książka „Reputacja” Marcina Kiszeli została nominowana przeze mnie w plebiscycie na najnudniejszą lekturę roku. Wielkie brawa! Jak ja się męczyłam czytając ową pozycję, z wielkim trudem udało mi się dotrzeć na finisz. Egzemplarz, który został mi podarowany przez Wydawnictwo W.A.B. to jedna wielka porażka, chociaż to i tak delikatne określenie tego co dostałam. Dlaczego tak uważam? Otóż fabuła prowadzona jest w tak ślimaczym tempie, że można przy niej zasnąć i nawet tak się stało w moim wypadku. Zero jakiegokolwiek napięcia, wręcz egzemplarz sam w sobie jest przekomiczny, nic tylko się śmiać. Opiera ona się głównie na narzekaniu przez bohaterów, opowiadaniu przez nich niestworzonych historii, praniu brudów z przeszłości.

Postacie są byle jakie z przerośniętym ego, większym niż rozumowanie, które momentami jest na poziomie dziecka sześcioletniego, chociaż czasami owy mały człowiek wydaje się bardziej inteligentny, od prezentowanego dorosłego osobnika. Do jedynych plusów jakie zauważyłam mogę zaliczyć wielowątkowość, oraz przeplatanie między rozdziałami dwóch historii – Mileny i Szymona. Poza tym, w moim odczuciu atutów brak. Od początku miałam wątpliwości co do lektury, ale jak to się mówi, nie oceniaj książki po okładce, więc dałam jej szanse. Temat – uprowadzenie, byłby dobry na literaturę sensacyjną, nie na kryminał czy też thriller. Zwróciwszy uwagę, że wszystko się dzieje po porwaniu, tym bardziej jest to tylko i wyłącznie sensacja. Nie polecam lektury nikomu, nudno, nudno i jeszcze raz nudno. Szkoda czasu i zachodu.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/02/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html


sobota, 1 lutego 2020

Coaching.




"Miłość & pieniądze"
Agnieszka Przybysz





Wydawnictwo: Nowa Proza
Data wydania: 2015 rok
Liczba stron: 224









W życiu są przeważnie dwa warianty dotyczące pieniędzy, albo je się posiada albo też i nie. Albo ma się ich dostatek, na który trzeba poświęcić duży nakład pracy własnej, albo powstaje obawa przed utraceniem tego co do tej pory udało się uzbierać, co za tym idzie – włącza się ‘tryb oszczędzania’ na tak zwaną ‘czarną godzinę’. Im bardziej jesteśmy zamożni tym wyższe są rachunki i jest ich więcej, aby na wszystko urobić, trzeba zarobić i kółko się zamyka. Wybrałam tę książkę, ponieważ byłam bardzo sceptycznie nastawiona do podręcznikowej pomocy. Jednak w tym wszystkim pojawił się element, który popchnął mnie w kierunku lektury. O tym czy warto przeczytać przewodnik i czy przede wszystkim daje on coś, piszę poniżej.

Agnieszka Przybysz – profesjonalny Mentor Coach, ekspert w budowaniu relacji zarówno zawodowych, osobistych, jak i grupowych w biznesie. Ambasadorka Przedsiębiorczości Kobiet. Założyła pierwszy w Polsce Coaching Institute, pomaga w ponad 11 krajach Europy. Autorka „Przygarnij miłość” (2009), „Przyciągnij sukcesy” (2009), „Kobieca moc” (2018).

Przewodnik Pani Agnieszki Przybysz „Miłość & pieniądze” to prawdopodobnie jedyna taka książka w Polsce w które przedstawione z życia wzięte przykłady zmieniające podejście do pieniędzy. Mowa tutaj o tym jak są traktowane pieniądze, dlaczego czasem ‘trzymają się’, innym razem szybko zostają roztrwonione. Dlaczego trzeba na nie tak ciężko pracować? Jest to jedyna taka lektura, która łączy ze sobą kilka elementów, takich jak: rozwój osobisty ze świadomością bycia bogatym. Poparta wieloletnimi badaniami, własnymi doświadczeniami pionierki coachingu w Polsce, oraz wielu tysięcy osób, którzy mogą pochwalić się udaną terapią.

Bardzo długo się broniłam przed przewodnikiem, który mam przed sobą. Moje pierwsze myśli - ‘o nie, znowu będzie kolejna przegadana, bez ładu i składu książka. Na zasadzie byleby coś napisać, dorzucić jakiś paten, który sprawdza się u większości i cieszyć się ‘popularnością’’. Teraz, po przeczytaniu lektury mogę śmiało zdementować to jak pomyślałam wyżej, jak bardzo się pomyliłam. Bardzo przyjemnie napisany przewodnik, Pani Agnieszka ma wyjątkowo lekkie pióro, co pokazała już od samego początku, bardzo spodobał mi się zaprezentowany styl pisania. Problemy i przykładowe ich rozwiązania zostały opisane na realnych przykładach, takich które miały miejsce kiedyś, a więc nie są wyssane z palca. Uwielbiam książki, które są autentyczne.

Ponadto Pani Agnieszka nie tylko tłumaczy wybrane zagadnienia sporu, ale również przewidziała miejsce na przemyślenia własne pojawiające się podczas zagłębiania się w lekturę. Za pomocą egzemplarza jesteśmy w stanie w takim samym stopniu ‘wchłonąć’ wiedzę, co przez rozmowę twarzą w twarz. By ułatwić owe zadanie, dostajemy dostęp do darmowej sesji, gdzie pisarka umożliwia nam wysłuchania materiałów, które mogą się okazać nam potrzebne w dalszym życiu. Przemiły głos Pani Przybysz sprawia, że króciutkie ‘zajęcia’ upływają jeszcze szybciej.

Po przebrnięciu wszystkich stron śmiało mogę polecić przewodnik, gdyż porady zamieszczone w niej są naprawdę skuteczne, lecz wymagają czasu na ‘przestawienie się’. Nie trzeba się jednak niczego obawiać, gdyż na każdym kroku pionierka wśród coachingu jest z nami. Czułam się jakby mnie prowadziła ‘za rękę’, aż do osiągnięcia mojego upragnionego sukcesu. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona, jak można stworzyć coś tak dobrego. Zaintrygowana tą pozycją na pewno będę chciała poznać inne. Śmiało czytajcie.


https://sztukater.pl/ksiazki/item/29979-milosc-pieniadze.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/02/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html