Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

czwartek, 27 sierpnia 2020

Fatalny turnus.


"Sprawcy i ofiary. Pokłosie "Fatalnego turnusu""

Jan Melerski





narodowość autora:
Polska



Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 230









Lata 80-te XX wieku mogą być kojarzone między innymi z Polską Rzeczpospolitą Ludową, która trwała od 1952 do 1989 roku, jest to nazewnictwo państwa polskiego w tych latach. Nie bez powodu wspomniałam o tym okresie, który chyba większość kojarzy, jak nie z własnej autopsji to z opowiadań, a może nawet ze szkoły, gdyż fabuła powieści Pana Jana Melerskiego toczy się właśnie w trakcie PRL-u. Nie lubię czytać książek o tematyce retro, jednak tym razem pojawiła się taka do recenzji, dlaczego?

Ponieważ zauważyłam w swoim guście literackim metamorfozę – to co mi się wcześniej nie podobało, zaczyna się podobać. Jednak słowo „dawny”, „stary” kojarzy mi się z topornym językiem, trudnością w zrozumieniu tekstu, które można porównać do podróży drogą z kolcami, czyli nic ciekawego. Niedawno przekonałam się jednak, że nie taki diabeł straszny jak go malują i wystarczy tylko znaleźć „tę” książkę w odpowiednim „natężeniu” gatunku w przypadku miksu i będzie dobrze. Czy tym razem połączenie kryminału z czasem PRL-u okaże się ciekawe? O tym przekonacie się czytając dalej.

Jan Melerski – autor, już od początków swojego istnienia miał powiązanie z literaturą, ale nie tyle co z pisaniem, a czytaniem jej. To nie jedyna pasja pisarza – interesuje się także sportem, bo dzięki niemu jest się w stanie utrzymać wysoką sprawność fizyczną. Pan Jan jest również twórcą króciutkich utworów na potrzeby konkursu „Obawy i nadzieje” w rywalizacji na „Wspomnienie” i „Pamięć”, przytacza w nich ważny element ze swojego życia.

Przez całą swoją pracę zarobkową trzymał się wyuczonego zawodu, jakim jest projektant i konstruktor, z czasem stał się magistrem inżynierem w macierzystej dziedzinie. Jak sam twierdzi – jego niepohamowana wyobraźnia musiała kiedyś znaleźć swoje ujście – w tym wypadku stało się to na emeryturze, kiedy to zaczął tworzyć książki. Autor dba zarówno o sprawność fizyczną, jak i psychiczną, tą drugą ćwiczy czytając literaturę, rozwiązując zagadki, czy grając w szachy. Nie osiada na laurach i pragnie w przyszłości napisać jeszcze nie jedną powieść.

„Sprawcy i ofiary” to powieść opisująca ciąg zdarzeń występującym po fatalnym turnusie wczasowym. W fabule występują wydarzenia takie jak: śmiertelne wypadki, kłótnie małżeńskie, fałszerstwa, przekupstwa, różnego rodzaje nielegalne działania, aż w końcu spełniona miłość. Taką informację możemy zobaczyć na tylnej okładce i z tym mogę się zgodzić, gdyż każdy wyżej wymieniony element został wpleciony w powieść, natomiast nie z takim skutkiem, na jaki miałam nadzieję.

We wstępie recenzji pisałam, że lubię próbować nowych gatunków, tych które uprzednio mnie nie zaciekawiły, teraz właśnie literatura retro miała swoje przysłowiowe ‘5 minut’, niestety nie zmieniła ona mojego postrzegania co do tego typu książek, jak byłam niezadowolona tak teraz jestem tak samo, a może i jeszcze bardziej. Niesmak pozostał. Intryga nie jest wciągająca, nawet w najmniejszym stopniu mnie nie porwała w swój świat, mimo iż pomysł na pozór wydawał się fascynujący, jego wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Pierwsze co zauważyłam już na początku swojej drogi z powieścią to kłótnia małżeńska, co chwilę latały jakieś docinki. Szybkość prowadzonej akcji jak dla mnie jest stanowczo za ślimacza wszystko się ciągnie, tej książce przydałby się „pazur”, bez niego historia staje się bezpłciowa, nudna. No niestety, ale dla mnie „Sprawcy i ofiary. Pokłosie „Fatalnego turnusu” to jest porażka, męczyłam się czytając, do tego stopnia aż z czasem zaczęłam się irytować. Nie było warto zagłębiać się w treść. Nie polecam. Szkoda czasu.




http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/08/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1

niedziela, 23 sierpnia 2020

Dalsze jutro.



"Pocałunek na dalsze jutro"

Marcin Jerzy Szałata





narodowość autora:
Polska




Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza (WFW)
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 454








Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją bardzo ciekawej książki, jednak nie ze względu na gatunek, czy sposób przedstawienia, gdyż ten nie jest oryginalny, co więcej można śmiało powiedzieć, że jest tak bardzo pospolity, że pozwolę sobie określić go mianem „niedzielnej powieści”, czyli takiej bardzo spokojnej, bez nagłych zwrotów akcji, a sama fabuła jest przemyślana, życiowa w każdym nawet najmniejszym calu. Myślę, że raczej nie sięgnęłabym po taką powieść, gdyby nie poruszane w niej problemy społeczne (a kto czyta moje recenzje, ten wie, że lubię takowe lektury) takie jak: alkoholizm, bezrobocie, miłość, dzięki temu publikacja staje się wartościową – płynie z jej przekazu pewna mądrość, którą śmiało można przełożyć na życie codzienne.

Jest to lektura w głównej mierze o pokonywaniu własnych słabości zarówno tych pozornie błahych, jak i tych bardziej skomplikowanych, poszukiwaniu swojego unikatowego, dopasowanego pod „moje ja” miejsca na świecie, pośród osób, które będą nas cenić takimi jakimi jesteśmy, a także o nieustannej walce, dzięki której można osiągnąć wszystko o czym się zapragnie, a to wszystko i jeszcze więcej zostało zamknięte w trochę ponad czterystu stronach. Zaintrygowani? Ja bardzo.

Marcin Jerzy Szałata – niespełniony pisarz pochodzący ze Zgorzelca (województwo dolnośląskie). Pasjonat szachów, potrafi odtworzyć jeden z utworów Chopina, ale nie poprzestaje na tym i w przyszłości chce umieć więcej. Wegetarianin z wyboru, osoba wierząca w Chrystusa. Swój wolny czas lubi spędzać między innymi na siłowni, przy pianinie, a także na torze gokartowym. Autor dwóch tomików poezji: „Życie mi”, oraz „Niewypowiedziane”. Rozmyśla nad kolejną powieścią.

Zapraszam Was do czteroosobowej rodziny Rozeckich, gdzie każdy pełni jakąś swoją ‘funkcję’. Poznajcie: Alberta – ojca alkoholika, ale zanim się stoczył – posiadał własną, dobrze prosperującą firmę kurierską, poprzez krach firma traci ilość zleceń, działalność plajtuje, mężczyzna zadręcza się i popada w nałóg. Matylda, próbuje wyciągnąć męża z nałogu, wierząc przy tym w łaskę Chrystusa. Osoba, która najbardziej trzyma całą rodzinę w ryzach. Nie pracuje, a jedynie dorabia jako fryzjerka wśród znajomych, jednak to jej nie wystarcza na godne życie, utrzymanie domu, jeśli dodać jeszcze fakt, że małżonek wynosi z mieszkania to lżejsze meble i jej biżuterię, to nie jest za kolorowo.

Marta, córka Alberta i Matyldy, świeżo upieczona absolwentka prawa. Ernest, brat Marty i zarazem najmłodszy członek rodziny, z racji na swój wiek i niewielki staż ma problem ze znalezieniem czegoś co przyniesie mu jakikolwiek dochód, jednak po jakimś czasie los się do niego uśmiecha i zaczyna pracę w budownictwie. Pan Marcin Jerzy Szałata w swojej powieści pod tytułem „Pocałunek na dalsze jutro” ukazuje trudy z życia codziennego, świat ambicji i tragedii.

Początkowe obawy przed lekturą zostały rozwiane już po pierwszym, bardzo wciągającym początku. Powieść wciągnęła mnie w swój świat do takiego stopnia, iż nie mogłam się od niej oderwać, pozwoliłam sobie na chwilę oddechu każdorazowo po rozdziale, chociaż i nie był on potrzebny. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, nie ma zbędnych opisów, przewijają się subtelne, dobrze dobrane dialogi. Fabuła toczy się w naturalnym tempie, żadnych spowolnień, czy przyspieszeń. 

Jedynie co mnie czasami irytowało, a przynajmniej początkowo – za długie epizody, a czasu nie zawsze tyle aby skończyć. Podczas zagłębiania się w tekst towarzyszył mi uśmiech na twarzy, z powieści można wyłowić bardzo dużo mądrych cytatów, zresztą bardzo życiowych. „Pocałunek na dalsze jutro” powinien przeczytać każdy, egzemplarz daje do myślenia i to tak porządnie, nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Zapada w pamięć. Jak najbardziej polecam, czytajcie śmiało.


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/08/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1

wtorek, 18 sierpnia 2020

Wykluczeni.



"Zamknięta na klucz"

Marta Małgorzata Kowalska





narodowość autora:
Polska




Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 372








Większość z nas doświadczyło kiedyś w życiu obraz osoby kochającej i kochanej. Jednak czasami egzystencja bywa bardzo nieprzewidywalna, to co miało zostać na zawsze – odchodzi, to co miało nadejść – nie nadchodzi, w to co się wierzyło – zawodzi, aż tu nagle okazuje się, że pozory szczęścia to była jedna wielka iluzja zbudowana na kłamstwie. Nie przypadkowo pojawiła się powyższa myśl, gdyż takim krótkim wstępem wkraczamy w świat pół żartem, pół serio wykreowanym przez debiutującą, młodą pisarkę – Martę Małgorzatę Kowalską, pod tytułem „Zamknięta na klucz”, która jest jednocześnie pierwszą częścią serii „Wykluczeni”. Niech Was nie zmyli dwuznaczny tytuł, bo jak się okazuje jest on mieszanką gatunkową - mamy tutaj thriller, fantastykę a nawet romans, zaciekawieni? Czytajcie dalej.

Marta Małgorzata Kowalska – ciekawa świata studentka Politechniki Poznańskiej, szkołę wyższą wybrała jak sama mówi „bardziej z ciekawości niż pasji”. Do obcowania z lekturą zachęciła autorkę nie kto inny jak jej babcia, która dzień w dzień siadała z wnuczką w salonie i czytały razem książki. Marta już we wcześniejszych latach miała styczność z literaturą, między innymi zajmowała się pisaniem scenariuszy do szkolnych przedstawień, jak i tworzeniem opowiadań zarówno tych krótszych, jak i dłuższych. Kreowanie swojej debiutanckiej powieści „Zamknięta na klucz”, która pojawiła się za nakładem Wydawnictwa Novae Res, zaczęła już za czasów gimnazjalnych. Jest wielbicielką fantastyki, powieści typu Young Adult. Poza pisaniem lubi robić na własną rękę kosmetyki, oraz pogłębiać swoją wiedzę na temat medycyny.

Nastoletnia Elizabeth Reynolds jest typem grzecznej dziewczynki, jej dzień składa się głównie ze spotkań z przyjaciółmi, chłopakiem, oraz nauką. Jednak jak się potem okazuje – nie jest ona zwykłą młodą kobietą, oprócz tragicznej przeszłości, jak porzucenie przez matkę, zapracowanym wiecznie ojcem, ma ona swoje inne tajemnice. Jednak to jej nie powstrzymuje, aby stawić życiu czoła i zmierzyć się ze wszystkimi przeciwnościami, jakie zsyła jej los. Jej wprost przewidywalna egzystencja zmienia się, gdy w okolicy pojawia się pewien tajemniczy chłopak – Clark Stevens. Ku zdziwieniu Elizabeth, wraz z nadejściem nowej osoby wokół niej samej zaczynają się dziać dziwne, trudne do wyjaśnienia rzeczy, sama nie potrafi powiedzieć co jest wytworem jej wyobraźni, a co rzeczywistością…

Co to było? Jak nie czytam fantastyki tak tą uważam za bardzo udaną, według mnie było wręcz rewelacyjnie, pojawił się nawet ten moment, gdzie powraca wiara w gatunek uprzednio nielubiany. Lektura mimo wcześniejszych uprzedzeń pochłonęła mnie w całości, jak już zaczęłam zagłębiać się w treść tak później nie mogłam się oderwać od prezentowanego świata. W kilku słowach – zostałam wkręcona. Czyta się błyskawicznie i to z jakim zainteresowaniem, nie było mowy o nawet chwili nudy, widać, że autorka bardzo długo dopieszczała swoją książkę, gdyż według mnie zaprezentowała odpowiednie, wręcz pożądane proporcje międzygatunkowe. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie, nie brakuje dialogów i wartkiej akcji. Nic, tylko czytać.

Osobiście mogę polecić twórczość dla młodzieży, gdyż według mnie jest ona skierowana w największym stopniu do takich osób, w powieści autorka ukazuje trudy życia codziennego, a główna bohaterka jest na tyle młoda, że nie zdążyła jeszcze poznać wielu tajników egzystencji, mamy tutaj między innymi iluzję, zdradę, miłość. Literatura jest naszpikowana wieloma emocjami, niekiedy bardzo skrajnymi, a sama w sobie treść zapada na długo w pamięci, daje do myślenia, otwiera oczy. Jak najbardziej polecam.


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/08/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

czwartek, 13 sierpnia 2020

Katastrofa naturalna.



"Złowrogie niebo"

Alex Kava




narodowość autora:
Stany Zjednoczone




Wydawnictwo: Harper Collins
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 352









Z twórczością Pani Alex Kavy miałam już wcześniej styczność, jednak tym razem nie będzie to spotkanie w pojedynkę z Maggie O’Dell, ale duet połączony również i z Rryder’em Creed’em. Mam nadzieję, że nie zawiodę się i będzie tak jak dotychczas, czyli dużo wartkiej akcji, groza, napięcie. Tym razem autorka przychodzi z piątym tomem pod tytułem „Złowrogie niebo” z cyklu: Ryder Creed. Jak już sama okładka wskazuje, będzie to nie tylko kryminał, a może i nawet thriller, ale pojawi się także katastrofa powstała na skutek połączenia się dwóch mas powietrza: zimnej i ciepłej, możecie pomyśleć, że chodzi tutaj o burze z wyładowaniami atmosferycznymi, lecz to dopiero początek…

Alex Kava, a właściwie Sharon Kava jest amerykańską pisarką wychowaną w Silver Creek w stanie Nebraska, autorka thrillerów psychologicznych, jej powieści bardzo często plasują się jako bestsellery. Inspiracją często stają się wydarzenia i zbrodnie mające miejsce w rzeczywistości. Powieści pisarki wyróżniają się wiarygodnością po stronie psychologicznej jak i dochodzeniowej, mimo iż w całości są fikcją. Pani Kava ukończyła College of Saint Mary w Omaha (katolicki uniwersytet kobiecy) w 1982 roku, w późniejszych czasach (1992-1996) była również dyrektorem public relations na macierzystej uczelni. Jest członkiem stowarzyszenia, które ma za zadanie zrzeszać twórców thrillerów – Mistery Writers of America, oraz feministycznej wersji organizacji – Sister in Crime. Obecnie mieszka w swoim rodzinnym mieście Omaha w stanie Nebraska z dwoma pupilami.

Francine „Frankie” Russo jest młodą kobietą zajmującą się reklamą i marketingiem, zirytowana wideorozmową o 5 rano ze swoim współpracownikiem Tayler’em Gates’em, nie zwraca większej uwagi na wyświetlacz, nie spodziewa się jednak że za kilka chwil będzie świadkiem morderstwa. W momencie kiedy oprawcy podnoszą telefon mężczyzny widzą w nim Francine, wiedzą gdzie mieszka i jak wygląda, oraz gdzie pracuje. Ona natomiast nie wie o nich zupełnie nic. Ma pewność co do jednego – będą chcieli jej się pozbyć. Przestraszona kobieta prosi o pomoc swoją dawną przyjaciółkę – Hannę Washington, oraz jej partnera w biznesie Rydera Creeda, widzi w nich ostatnią swoją deskę ratunku. Z kroczącymi tuż za nią prześladowcami Frankie udaje się na spotkanie ze znajomą agentką FBI Maggie O’Dell. Nie spodziewa się jednak, że ta podróż może być zgubna, ponieważ jedzie wprost na monstrualnej wielkości tornado.

Rozpoczynając książkę byłam bardzo dobrej myśli, w końcu tak bardzo lubiana, chwalona przeze mnie autorka musi pisać dobrze, jednak już po kilku stronach ten entuzjazm osiadł, gdyż początek jest bardzo rozwlekły, nie liczyć pewnego incydentu, który akurat mi się spodobał, dalsza część jest gruntownie skierowana na tytułowe „Złowrogie niebo”, do tego dochodzą często nudne opisy i cała wartkość uchodzi niczym powietrze z przebitego balonu. Byłam w wielkim szoku, niestety negatywnym, początkowo nawet byłam skłonna pomyśleć, że zbieżność nazwisk autorów pojawiła się, niestety nie była to pomyłka. To nie jest już ta powieść Pani Kavy, którą znałam czytając serię w pojedynkę z Maggie O’Dell.

Plusem jest to, że nie trzeba zachowywać chronologii czytanych tomów, pisarka co prawda wspomina o wydarzeniach z poprzednich woluminów, jednak zaraz po tym szybko pobieżnie wyjaśnia o co chodziło w taki sposób, aby czytelnik nie zagubił się w fabule, a nie zdradzić za dużo na wypadek, gdyby zechciał przeczytać uprzednią historię. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie, to też oznacza, że odbiorca jest świadkiem wydarzeń. Występuje wielowątkowość bardzo rozbudowana, a wszystko to zostało podzielone między krótkie – liczące po kilka stron rozdziały. Jak niemal zawsze każdy bohater ma jakieś powiązanie z innym, chociaż na początku nie jest to wiadome. Czyta się względnie, fabuła zbyt wartka to to nie jest. Jestem trochę rozczarowana „Złowrogim niebem” Pani Alex Kavy, liczyłam na coś znacznie lepszego, natomiast wyszło bardzo średnio.




http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/08/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Wszystkie kolory snów.




"Ludzie z dwiema rękami"

Urszula Jaworska





narodowość autora:
Polska



Wydawnictwo: WFW
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 324








„Ludzie z dwiema rękami” Urszuli Jaworskiej jest drugą z powieści tworzącą cykl: Wszystkie kolory snów. Co wiąże się i z tym, że ponownie wbrew swoim nawykom zaczynam czytać lekturę nie uwzględniając jej chronologii. Tym razem do zapoznania się z treścią książki w największym stopniu zachęcił mnie znajdujący się na tylnej okładce niecodzienny zarys fabuły, oraz oprawa graficzna, która zresztą jest nie byle jaka, można pokusić się o określenie, że nawet kreatywna, inna na swój sposób oryginalna. Posiada w sobie coś, co przyciągnęło mnie do tego stopnia, że nie było innego wyjścia, jak wybrać właśnie tą a nie inną pozycję.

Przedstawia ona głowę mężczyzny z bardzo dużym zbliżeniem na samą twarz o obojętnym, a może i nawet smutnym wyrazie. Żeby nie było tak banalnie, bo przecież wcześniej nadmieniałam kreatywność – całokształt zaprojektowano w nienaturalnych barwach z dodatkiem bliżej nieokreślonych bryłami. Pokładam wszelkie nadzieje, że powieść okaże się równie fascynująca co jej oprawa połączona z zarysem fabuły. Jeśli jesteście ciekawi – czytajcie dalej.
Tym razem zaprezentuję coś zupełnie innego, z powodu braku jakichkolwiek informacji o Pani Urszuli Jaworskiej, pojawi się wzmianka o Wydawcy.

WFW, czyli Warszawska Firma Wydawnicza powstała w 2008 roku. Ich celem jest łączenie różnych funkcji powiązanych z rynkiem wydawniczym, w tym drukarskim. Firma daje możliwość wydania własnej twórczości w bardzo niskim budżecie. Są członkami Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. O WFW można było przeczytać w między innymi: „Newsweeku”, „Kulturze Liberalnej”, czy „Dzienniku”.

Igor – mężczyzna o bardzo dojrzałym wieku, niegdyś za młodu spędził wiele lat poza granicami kraju – konkretniej w USA. Postanawia zrobić porządek z dokumentami pochodzącymi z końcówki XX wieku, kiedy to pracował w szpitalu psychiatrycznym. Posiada swoje tajemnicze, zakurzone, pokryte pajęczynami pudełko, w którym znajdują się materiały i dyktafon z nagraniami zawierające rozmowy z pacjentami z czasów pracy psychologa.

Podczas przeglądania zawartości opakowania powracają do niego wspomnienia, o których niekoniecznie chciałby pamiętać, pojawia się w nich niejaka Zuzanna – kobieta, którą darzył ogromnym uczuciem, jakim jest miłość. Nic jednak nie trwa wiecznie, ich bardzo udaną relację przerwało samobójstwo córki Zuzanny. Mężczyzna czując się winnym, bezradnym postanawia opuścić kraj. W obcym środowisku wycofuje się z zawodu, aby za namową terapeuty pozostać pisarzem.

To była dla mnie bardzo trudna lektura, może nie tyle co pod względem motywu przewodniego, jakim jest umysł człowieka, zdecydowanie bardziej chodzi tutaj o styl pisania, prowadzenie książki. Do powieści podchodziłam kilka razy, bardzo ciężko się czytało, mimo że tekst nie jest jakoś trudno napisany, nie znajdziemy żadnych archaizmów. Fabuła nie wciąga, jest mało chwytliwa, pojawia się dużo nudnych opisów, ponadto przerażająco mała ilość dialogów, jak i ograniczona liczba zwrotów akcji nie oddziałują pozytywnie na odbieranie książki. „Ludzie z dwiema rękami” to jeden wielki zlepek liter, nie ma mowy o żadnych rozdziałach, czytelnik musi zadowolić się jedynie akapitami.

Jedynym plusem jest fakt, że powieść jest bardzo realistyczna. Pani Urszula przeplata głównego bohatera – Igora, z nagraniami z dyktafonu. Dodatkowo na uwagę zasługuje specyficzny język osób przebywających w szpitalu psychiatrycznym – oddają one jak najbardziej autentyczność ówczesnej rozmowy. Jednak dla mnie to jest stanowczo za mało. Moją przygodę z „Ludźmi z dwiema rękami” nie uważam za udaną, męczyłam się zagłębiając w treść. Fabuła ciągnie się jak flaki w oleju, dopadła mnie nuda, zwątpienie. Jest to jedna z gorszych pozycji jaką czytałam. Zdecydowanie nie polecam.


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/08/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1