Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

Cytat dla Ciebie

Polecany post

Uznanie

piątek, 19 lutego 2021

Nowości wydawnicze marzec '21

 



THRILLER

Premiera "W zamknięciu" autorstwa Kate Simants odbędzie się 10 marca.

"Spokojna i sympatyczna dziewczyna pod osłoną nocy przemienia się w potwora. Wpada w furię,
staje się agresywna i nieprzewidywalna. Christine, matka Ellie, przez lata wypracowała skuteczny,
choć przerażający sposób panowania nad emocjami córki. Co wieczór zamyka na klucz drzwi od jej
sypialni. Z troski o nią i ze strachu o siebie. Dla bezpieczeństwa ich obu."

Powieść ukaże się nakładem Wydawnictwa Muza









THRILLER

"Fatalne kłamstwo" autorstwa Valerie Keogh swojej premiery doczeka się już 24 marca.

"Gdy Beth, Megan i Joanne poznały się na londyńskim uniwersytecie, mimo dzielących je różnic szybko stały się nierozłącznymi przyjaciółkami, gotowymi zrobić dla siebie nawzajem wszystko. Zgodziły się nawet zachować w tajemnicy wstrząsające wydarzenia z pewnej nocy."

Powieść ukaże się nakładem Wydawnictwa Muza






mylivesignature-1

Ja jako córka.

 



"W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka"

Renata Werner



Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza (WFW)
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 700












***

Matka jest, a przynajmniej powinna być jedną z najważniejszych osób w życiu każdego człowieka, bez względu na to na jakim etapie egzystencji obecnie on się znajduje. To ONA powinna być Naszą pocieszycielką przy gorszych momentach, karmicielką, która zapewni Nam wszystko co niezbędne do poprawnego funkcjonowania, a także osobistym lekarzem, który tylko na Nas spojrzy i już ma podejrzenia co może dolegać swojemu dziecku. Tak powinna być Mama. A co jeśli jest zupełnie odwrotnie? Gdy od najmłodszych lat, w momencie kiedy zaczynamy posiadać zalążki samodzielności, od samego początku musimy stawić czoła światu w samotności?

Bo Nasz pierwotny ideał, osoba w którą tak usilnie zapatrujemy się od dzieciństwa... nagle odwraca się od swojej pociechy, zostawiając niedoświadczonego młodego człowieka na pastwę losu. Co wtedy? Co w przypadku, gdy człowiek, który powinien być wsparciem, wytchnieniem, trwać przy Nas na dobre i na złe, nie wywiązuje się ze swojej pierwotnej ‘roli’, a co gorsza z premedytacją uprzykrza Nam życie nietaktownymi komentarzami, czy bezpodstawną krytyką? Czy da się tak żyć? Tymi dość rozbudowanymi słowami wstępu zapraszam do książki Pani Renaty Werner, pod tytułem „W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka”. Historia jest autobiografią pisarki.

WFW, czyli Warszawska Firma Wydawnicza powstała w 2008 roku. Ich celem jest łączenie różnych funkcji powiązanych z rynkiem wydawniczym, w tym drukarskim. Firma daje możliwość wydania własnej twórczości w bardzo niskim budżecie. Są członkami Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. O WFW można było przeczytać w między innymi: „Newsweeku”, „Kulturze Liberalnej”, czy „Dzienniku”.

„W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka” to powieść o bardzo skomplikowanych relacjach między rodzicem, a dzieckiem, które często mogą sprawiać ból. Więź między matką, a córką, bo takowa jest prezentowana w książce, na pozór potężna, opierająca się na wzajemnym szacunku, wsparciu. W rzeczywistości jednak nie wygląda tak kolorowo: dzielą je różnice poglądów życiowych, wygląda to tak, jakby obok siebie stały zupełnie niespokrewnione ze sobą osoby.

Autorka autobiografii – Pani Renata Werner podejmuje próbę zrozumienia odmiennych, niż przyjętych przez pisarkę zachowań. Jednocześnie rozpatruje i rozlicza się z przeszłości, która potrafi w dużym stopniu oddziaływać na teraźniejszość, w jakimś stopniu komplikując ją. Jest to historia o pojednaniu, nie tylko z innymi, ale także z samym sobą.

Trafiła mi się powieść o bardzo ciekawej tematyce, temu nie można zaprzeczyć. Jednak motyw przewodni motywem, a odczucia odczuciami. Pod tym drugim aspektem lektura wypadła nieco słabiej. Już od pierwszych stron czułam, że to nie jest to. Opowieść wydaje się ciągnąć w nieskończoność, może też dlatego książka liczy aż tyle stron, objętościowo jest bardzo konkretna. Pani Renata Werner – autorka, bardzo skrupulatnie, z wielką dokładnością i chronologią przytacza obraz ze swojego życia, ukazując tym samym jego wszystkie wady i zalety.

Lektura jest podzielona na rozdziały, każdy z nich porusza inny aspekt egzystencji, co dla mnie jest wielkim atutem, ponieważ czytelnik ma szersze, wielopłaszczyznowe pole widzenia, co pozwala mu na głębszą analizę prezentowanego tekstu. Lektura przeczytana, ale nie napiszę, żebym zagłębiała się w treść z jakimś ogromnym zainteresowaniem. Przeczytałam i tyle, albo aż tyle. Powieść nie zapada w pamięć, jestem pewna, że za kilka dni będę z niej pamiętać szczątkowe informacje. „W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka” nie była zła, napiszę więcej, była całkiem znośna, jednak nie przekonała mnie do siebie na tyle, żebym mogła ją polecić.





mylivesignature-1

sobota, 13 lutego 2021

Zemsta.



"Dlaczego właśnie ja"

E.G. Scott



Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 480











***

Dziękuję Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki.

Prezentując recenzowaną książkę, pod tytułem „Dlaczego właśnie ja” autorstwa E.G. Scott, co ciekawszym, być może przyszłym czytelnikom, nie szczędzili oni określeń, sugerujących, że tytuł kojarzy im się z popularnym polskim serialem paradokumentalnym: „Dlaczego ja?”. Do wszystkich innych, którzy również byli skłonni tak pomyśleć, muszę Was zawieść, otóż jedno z drugim zdecydowanie nie ma nic wspólnego ze sobą.

Lektura pseudonimu literackiego, pod którym kryje się duet pisarzy, jest misternie skonstruowaną historią, o bardzo mrocznym klimacie, pełna potężnych intryg, kłamstw, co za tym idzie też i tajemnic, czy nawet zdrad. Mam zaszczyt Wam przedstawić kolejny elektryzujący thriller autorów świetnie przyjętej uprzednio powieści – „Nic o mnie nie wiesz” (2020, wydawnictwo Muza), mowa oczywiście o „Dlaczego właśnie ja” autorstwa E.G. Scott, które swojej premiery doczekało się 27 stycznia.

E.G. Scott – pseudonim literacki pod którym kryje się para pisarzy pochodząca z Nowego Jorku – Elizabeth Keenan i Greg Wands, autorzy trwają w przyjaźni od ponad dwudziestu lat. Tworzą między innymi: sztukę, opowiadania, scenariusze. Współpracowali dawniej przy wielu projektach. Dzięki wzajemnej miłości do thrillerów i powieści noir powstała twórczość pod tytułem „Nic o mnie nie wiesz”. Prawa do wydania egzemplarza sprzedano do 12 krajów. Jak do tej pory na swoim koncie mają 2 książki, pracują nad kolejną mroczną powieścią.

Charlotte Knopfler miała okazję zostać jednym z poszukiwanych, rozchwytywanych neurochirurgów, jednak w życiu nie zawsze się układa tak jakbyśmy chcieli - przez śmierć pacjentki na stole operacyjnym jej marzenia stają się tylko marą. Po katastrofie kobieta przeszła kursy w zakresie akupunktury i tym też postanowiła się zajmować. Razem z przyjaciółką Rachel prowadzą gabinet. Jej życie dzięki minimalizacji niepowodzenia zabiegów, stało się bardziej spokojniejsze.

Żeby sobie pomóc, udziela się na czacie kobiet z traumami, ma również nowego, a zarazem bardzo tajemniczego chłopaka – Petera, który nalega, aby to co ich łączy pozostało tajemnicą. Pewnego dnia Charlotte dostaje telefon z policji w celu identyfikacji zwłok, przerażona, że mogło się coś stać jej ukochanemu jedzie na złamanie karku w wyznaczone miejsce. Ku jej zaskoczeniu w kostnicy znajduje ciało nie Petera, a jakieś nieznajomej jej kobiety.

Konsternacja zastępuje ulgę, gdy Knopfler dowiaduje się, że nie jest ona w postaci świadka, a podejrzanej. Dlaczego obca osoba podała ją jako kontakt w nagłych wypadkach? Co z tym wszystkim na wspólnego Peter? Czy uda jej się wygrać tę morderczą walkę z czasem i dowieść prawdy?

To jest moje drugie spotkanie z twórczością autorów, jak pierwsze nie zostało u mnie pozytywnie odebrane. Tak teraz śmiało mogę napisać, że to była bardzo ciekawa powieść. Spodobała mi się książka. Lektura mnie tak wciągnęła od pierwszych stron, że nie sposób było od niej się oderwać. Coś niesamowitego. Fabuła galopuje, dużo nagłych zwrotów akcji, autorzy świetnie budują napięcie, zakończenie jest niebanalne, nieprzewidywalne. Postacie są bardzo wiarygodne, tak bardzo realne, borykającące się z różnymi problemami.

Narracja prowadzona jest oczami głównej bohaterki – Charlotte, oraz znanych z poprzedniej książki – „Nic o mnie nie wiesz” pary detektywów – Wolcott’a, oraz Silvestri’ego. Przysłowiową kropkę nad „i” stawiają zapiski z wiadomości elektronicznych, czy rozmowy na prywatnym czacie osób z bagażem doświadczeń życiowych. Prezentowany thriller psychologiczny, ukazuje, że pragnienie zemsty potrafi do reszty zmienić myślenie człowieka, natomiast niefortunny dobór decyzji i ich skutki mogą ciągnąć się latami. To była naprawdę dobra powieść, czytajcie.

mylivesignature-1

piątek, 5 lutego 2021

Księżniczka.

 



"Księżniczka debiutuje"

Connie Glynn



Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 378












***

Jak to często bywa, dziewczynki chcą być księżniczkami. Więc niech teraz podniesie rękę do góry przedstawicielka płci pięknej, która za czasów dzieciństwa nie marzyła nią być. Na pewno duża część z Nas – kobiet, tych młodszych i trochę starszych miała taki cel. Jednak co w przypadku, kiedy fantazje z młodości nie mają prawda się spełnić? Otóż okazuje się, że jest na to rozwiązanie – trzeba zostać portmanką córki królowej! Pisze się prosto, ale kim tak właściwie jest owa persona?

Otóż jest to postać, która udaje członka rodziny, po to, aby ta ‘właściwa’ osoba mogła wieść bezpieczne, spokojne życie. Odgrywanie roli i cieszenie się z niej trwa do momentu, aż księżniczka sama nie postanowi zmierzyć się z rzeczywistością. Jeśli jesteście ciekawi jak udało się wypełnić to zadanie głównej bohaterce powieści Pani Connie Glynn, pod tytułem „Księżniczka debiutuje” – Lottie, koniecznie musicie przeczytać książkę, ale zanim to uczynicie, to zapraszam Was do przeczytania dalszej części mojej recenzji.

„Księżniczka debiutuje” autorstwa Pani Connie Glynn, jest drugim tomem z cyklu: Kroniki Rosewood.

Connie Glynn – swoje pierwsze opowiadanie stworzyła w wieku sześciu lat, przy pomocy swojej mamy, która zapisywała myśli córki na maszynie do pisania. Odkąd pamięta, uwielbiała występować na scenie, już jako nastolatka brała udział w zajęciach teatralnych w jednej ze szkół w Londynie. Jej pasja związana z tworzeniem powieści trwa po dzień dzisiejszy, zdobyła tytuł licencjata na wydziale powiązanym z filmem.

Autorka, podczas swojej nauki w szkole wyższej postanowiła założyć obecnie bardzo popularny kanał na YouTube - Noodlerella. Jest on połączeniem słów noodles – ulubionej potrawy, oraz Cinderella, co z języka angielskiego oznacza: Kopciuszek, czyli ulubiona wyimaginowana księżniczka.

Lottie Pumpkin jest najzwyklejszą nastolatką, której marzeniem jest zostać prawdziwą księżniczką. Uczęszcza do Rosewood Hall, czyli prestiżowej szkoły, do której dostała się w ramach programu stypendialnego.

Elanor „Ellie” Wolfson, pochodzi z rodziny królewskiej, jest córką królowej, która chciałaby być zwykłą dziewczyną, jakich wielu. Wybrała tę samą uczelnię, co jej przyjaciółka Lottie, ponieważ chce odciąć się od obowiązków czekających na nią w królestwie Maradawii.

Podczas roku szkolnego, przyjaciółki coraz lepiej radzą się w swoich nowych rolach. Jednak niespodziewanie w ich otoczeniu zaczynają się dziać bardzo dziwne sytuacje. Wygląda na to, że ktoś z premedytacją podtruwa wychowanków placówki. Ponadto wydaje się, jakby za wszelkim złem stał niejaki Lewiatan, o którym nikt nic nie wie, za wyjątkiem, że jest to tajemnicza organizacja. Obie dziewczyny są w stanie zrobić naprawdę wiele, aby rozwikłać mroczne zagadki. Jednak, czy aby na pewno muszą szukać rozwiązania tak daleko, jak im się wydaje?

Dałam się ponieść luksusowi, czyli światu kręcącego się wkoło księżniczki. Zdecydowanie to był mój udany debiut z powieścią Pani Connie Glynn, bardzo miło czytało się książkę. W lekturze panuje tak bajkowy, idealny klimat, mimo iż za rogiem czai się zło, że aż chce się czytać, ‘być’ w wykreowanym miejscu. „Księżniczka debiutuje” pochłonęłam mnie doszczętnie, trudno było mi oderwać się od powieści. Postaci nie jest za dużo, ale są tak przesympatyczne, oryginalne na swój sposób, że naprawdę da się je polubić.

Fabuła galopuje, ani na chwilę nie zwalnia tempa, co skutkuje bardzo szybkim przemijaniem stron. Nie ma szans, żeby nudzić się podczas przeżywania przygód z głównymi bohaterkami. Recenzowana książka jest kontynuacją „Księżniczki incognito”, jednak zauważyłam, że nie trzeba czytać egzemplarzy w kolejności chronologicznej. Autorka na bieżąco przytacza to istotniejsze kwestie z pierwszego tomu, a następnie je tłumaczy w taki sposób, aby czytelnik mógł połączyć fakty niezbędne do zrozumienia obecnej historii, jednocześnie nie robiąc spojlerów.

Wzbudza ciekawość, tym samym zachęca do przeczytania poprzedniej części. Prawdę pisząc, nie mam się do czego przyczepić. Jestem oczarowana nie tylko okładką książki, ale także jej treścią. Dawno tak dobrze nie czułam się podczas zagłębiania w treść, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Czytajcie, bo naprawdę warto.





mylivesignature-1

niedziela, 31 stycznia 2021

Styczeń/Luty '21

 


"Ranki zimowe zrobione są ze stali, mają metaliczny smak i ostre krawędzie. O siódmej rano, w styczniu, widać, że świat nie został stworzony dla Człowieka, a na pewno nie ku jego wygodzie i przyjemności."       |Olga Tokarczuk|





Witam Was w kolejnej, tym razem jednak dwumiesięcznej odsłonie. W miesiącach: styczeń i luty będzie różnorodność gatunkowa. Co to znaczy? Nic innego, jak to, że fani komedii kryminalnych, fantastyki, powieści pięknej, a nawet i  literatury młodzieżowej znajdą coś dla siebie. A zatem, nie przedłużając dłużej, zaczynamy!








LISTA POWIEŚCI:


* "W CIENIU JABŁONI, CZYLI JA JAKO CÓRKA" RENATA WERNER

Matka jest, a przynajmniej powinna być jedną z najważniejszych osób w życiu każdego człowieka, bez względu na to na jakim etapie egzystencji obecnie on się znajduje. To ONA powinna być Naszą pocieszycielką przy gorszych momentach, karmicielką, która zapewni Nam wszystko co niezbędne do poprawnego funkcjonowania, a także osobistym lekarzem, który tylko na Nas spojrzy i już ma podejrzenia co może dolegać swojemu dziecku.

* "OCEAN CHAOSU" ELIZA DROGOSZ 

Jeśli przetłumaczyć tytuł książki z polskiego na nasz, to znaczy on nic innego, jak powieść o nieśmiertelności bogów. Ankh jest egipskim hieroglifem, a zarazem amuletem, zwanym również jako „Klucz Życia” – symbol wiecznej egzystencji sił wyższych.


*  "DYWAN Z WKŁADKĄ" MARTA KISIEL

Przychodzę do Was z trupem w wesołej aurze. Brzmi niedorzecznie, jak tani żart? No bo przecież jak zgon czyiś (za wyjątkiem tym imprezowym zatruciem alkoholowym) może normalną jednostkę ludzką przyodziać w uśmiech na twarzy? Otóż okazuje się, że można, bo dlaczego niby nie? Zapraszam po więcej TUTAJ.


* "KSIĘŻNICZKA DEBIUTUJE" CONNIE GLYNN

Jak to często bywa, dziewczynki chcą być księżniczkami. Więc niech teraz podniesie rękę do góry przedstawicielka płci pięknej, która za czasów dzieciństwa nie marzyła nią być. Na pewno duża część z Nas – kobiet, tych młodszych i trochę starszych miała taki cel. Jednak co w przypadku, kiedy fantazje z młodości nie mają prawda się spełnić? 


___
Luty kończy się za 8 dni, co za tym idzie? Czas na wyjątkowo dwumiesięczne podsumowanie. Te dni były dłuższe niż można było się spodziewać, a to za sprawą też niekiedy potężnych objętościowo powieści, które w tym zestawieniu również się pojawią. Oceny książek można podzielić na te według mnie wybitne, dobre, i słabe. Najbardziej pozytywne znaczenie zrobiła na mnie twórczość Pani Connie Glynn, pod tytułem "Księżniczka debiutuje", trochę słabszy, jednak ciągle bardzo dobra okazał się "Dywan z wkładką" autorstwa  Pani Marty Kisiel. Teraz czas na drugą stronę medalu, czyli powieści, które mnie nie zachwyciły, a niekiedy i nawet pozostawiły niesmak po sobie, mowa oczywiście o: "W cieniu jabłoni, czyli ja jako córka" Pani Renaty Werner, oraz "Ocean chaosu" Pani Elizy Drogosz. Zapraszam Was do cyklu marcowego, oraz niebawem na podsumowanie nowości wydawniczych za miesiące styczeń i luty.









mylivesignature-1

Nowości wydawnicze styczeń/luty '21

 



FANTASY

Premiera powieści pod tytułem "Korzenie" autorstwa Hanny Król nastąpi 7 grudnia.

"Kanibalizm jest częstym zjawiskiem na viridiańskim globie, a jego źródłem są głównie upodobania kulinarne oraz podłoże seksualne. Ludzkie ciało osiąga zawrotne ceny na czarnym rynku, im młodsze tym bardziej wartościowe, a prawdziwą gratką dla smakoszy jest mięso noworodka.".

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa AlterNatywne

------> Recenzja znajduje się TUTAJ <------








POWIEŚĆ MŁODZIEŻOWA

Premiera twórczości Magdaleny Meldo, pod tytułem "Okruchy" odbędzie się 23 grudnia.

"Tajemnice rodzinne kładą piętno na znajomości Agi i  Kaja, trudna sytuacja szkolna, zawiść rówieśników, walka o dominację sprawiają, że drogi tych dwojga rozchodzą się coraz bardziej...".

Powieść ukaże się nakładem Wydawnictwa AlterNatywne










THRILLER

"Tuż za ścianą" autorstwa Louise Candlish swojej premiery doczeka się tuż na początku               2021 roku  (13 stycznia).

"Darren i Jodie, którzy wprowadzają się do jednego z domów, z nikim się nie liczą. Puszczają w nocy głośną muzykę, zaczynają uciążliwy remont i handlują na swojej posesji używanymi samochodami. Pewnego sobotniego ranka dochodzi do tragedii, która wstrząsa lokalną społecznością...".

Powieść ukaże się nakładem Wydawnictwa Muza

------> Recenzja znajduje się  TUTAJ <------






THRILLER

  Premiera elektryzującej powieści pod tytułem "Dlaczego właśnie ja" autorstwa E.G. Scott odbędzie się 27 stycznia. 

"Charlotte, po zniknięciu jej chłopaka zostaje uwikłana w zagadkę śmierci obcej kobiety. Ma również chłopaka, Petera, który podaje się za agenta specjalnego, jednak sama o nim niewiele wie. Mężczyzna nalega, aby ich związek pozostał tajemnicą. Dlatego kiedy Peter znika bez słowa, Charlotte obawia się zgłosić jego zaginięcie na policję."

 Powieść ukaże się nakładem Wydawnictwa Muza.

------> Recenzja znajduje się TUTAJ <------





mylivesignature-1

czwartek, 28 stycznia 2021

Ocean Chaosu.

 



"Ocean Chaosu"

Eliza Drogosz




Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 622












***

Ostatnio próbuję otworzyć się na inne, niż dotychczas preferowane gatunki literackie. Wiadomo, kryminał kryminałowi nie jest równy, tak samo jak fantastyka fantastyce nie może się równać. Wcześniej bywało różnie, raz mi się podobał mistyczny, nierealny, bajkowy świat, innym razem nie. Czas kolejnej próby. Dzisiaj przychodzę do Was z IV (a dla mnie pierwszym) tomem z serii: Księgi Ankh, pod tytułem „Ocean Chaosu” autorstwa Elizy Drogosz.

Jeśli przetłumaczyć tytuł książki z polskiego na nasz, to znaczy on nic innego, jak powieść o nieśmiertelności bogów. Ankh jest egipskim hieroglifem, a zarazem amuletem, zwanym również jako „Klucz Życia” – symbol wiecznej egzystencji sił wyższych. Słowem wstępu to byłoby na tyle. Jeśli jesteście ciekawi wrażeń z lektury, zapraszam do ciągu dalszego recenzji.

Eliza Drogosz – młoda, bo 23 letnia artystka pochodząca z Krakowa. Na co dzień studiuje prawo i zarządzanie w Warszawie. Jej marzeniem było zostać pisarką, główne zainteresowania to: archeologia, historia, zwłaszcza ta starożytna i średniowieczna. Swoją pierwszą powieść – „Władca Piasków” (Wydawnictwo Poligraf, 2015) zaczęła tworzyć w wieku 14 lat, a wydała w wieku 17 lat.

Powieść ta jest pierwszym tomem z cyklu: Księgi Ankh. Druga część – „Berło Zniszczenia” ujrzała światło dzienne dwa lata później, trzecia – „Ostrze Nocy” cztery lata później. Ostatnia część serii – „Ocean Chaosu” swojej premiery doczekał się we wrześniu 2020 roku.

„Dopóki w Twoim sercu jest nadzieja, nic nie może Cię złamać.”

Jak to się mówi: nadzieja umiera ostatnia, coś w tym jest, bowiem zaaferowana Sonia nie ma zamiaru się poddać, choć wszystkie widzialne znaki wskazują na to, że w osobie którą kiedyś znała, nie ma ani odrobiny tego samego człowieka, którym był.

Co gorsza, zapowiada się jeszcze większa katastrofa, ponieważ jeśli zbuntowani bogowie nie poszukają innego rozwiązania, niż dotychczasowe, mianowicie: aby wybranek Soni powrócił, natomiast jeszcze inne postacie dotrą do ucieleśnienia zła, które jest wrogiem bogów, to uprowadzenie Ra będzie prawie końcowym elementem, aby wyzwolić tytułowy Ocean Chaosu. Czy Ra jest w stanie uniknąć co jest mu z góry przepowiedziane? Czy miłość jest tylko złudnym uczuciem?

Było bardzo ciężko, można napisać, że prawie wręcz awykonalnie. Tytuł jest adekwatny do książki, lektura jest ogromna (objętościowo), niczym OCEAN, panuje w niej równie bardzo duży CHAOS, czyli wszystko się zgadza. Na pierwszych stronach dostajemy streszczenie tego, co działo się w poprzednich tomach. „Ocena Chaosu” jest IV częścią z cyklu: Księgi Ankh. Następnie, autorka – Eliza Drogosz, serwuje odbiorcy słownik z mnóstwem postaci, przydatnych pojęć, aby czytelnik mógł się z nimi zapoznać i ponoć (śmiem wątpić w autentyczność tych zamiarów) było jemu później łatwiej w zrozumieniu powieści.

Pierwszy ogromnym minusem dla mnie było za dużo ilość postaci, ten fakt w dużym stopniu obniża u mnie ocenę powieści. Mimo iż język jest na ogół zrozumiały, przejrzysty, naprawdę trudno czytało mi się przedstawioną historię. Samo przebrnięcie przez początkowe zestawienie zajmuje dobrą chwilę, a co dopiero kojarzenie bohaterów – graniczy z cudem. Książka jest bardzo wymagająca, męczące były ciągłe powroty do pierwszych stron, aby odszukać znaczenie postaci, zjawiska, w celu stosownego zrozumienia tekstu, bez domysłów.

Czytanie tejże cegły („Ocean Chaosu” liczy ponad 600 stron) było dla mnie katorgą. Nie mogłam się wczuć w wyimaginowany świat, zrozumieć kto, kim jest, z kim się lubi, a z kim wręcz nienawidzi. Kiedy udało się dojść kim jest jeden bohater i jakie są jego powiązania wobec innych, jak spod ziemi wyrasta kolejny i tak w kółko. Może gdybym czytała książki w porządku chronologicznym, to nie miałabym takich przebojów z recenzowaną powieścią. Tak czy inaczej, panuje tutaj nadmiar wszystkiego: stron, postaci, bogów, wyrażeń, co niestety odpycha, zniechęca do dalszego czytania.

Na całe szczęście autorka zadbała o rozdziały, aby czytelnik mógł odpocząć, nabrać powietrza, zadbać o przyjęcie płynów do organizmu. Następnie kontynuować historię, bez zbędnego odwodnienia, spowodowanego długotrwałym skupianiem się nad fabułą, która sama w sobie jest tak absorbująca, że im odbiorca się obejrzy, a tutaj minęła godzina, jedna, druga.

Słowem podsumowania: Twórczość Elizy Drogosz, zdecydowanie nie jest dla mnie. Nie mogłam się odnaleźć w świecie przedstawionym. Dla mnie „Ocean Chaosu” jest jednym wielkim niewypałem. Nie polecam.





mylivesignature-1

sobota, 23 stycznia 2021

Dywan z wkładką.

 



"Dywan z wkładką"

Marta Kisiel



Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2021 (premiera: 27 stycznia)
Liczba stron: 416















***

-----RECENZJA PRZEDPREMIEROWA-----
Premiera: 27.01.2021


W ten ponury, deszczowy dzień mam dla Was coś na poprawę humoru. Przychodzę do Was z trupem w wesołej aurze. Brzmi niedorzecznie, jak tani żart? No bo przecież jak zgon czyiś (za wyjątkiem tym imprezowym zatruciem alkoholowym) może normalną jednostkę ludzką przyodziać w uśmiech na twarzy? Otóż okazuje się, że można, bo dlaczego niby nie?

Przecież od tego właśnie są komedie kryminalne, żeby się pośmiać, a może i chwilami poczuć dreszczyk emocji. Tymi słowa wstępu chciałabym Was zaprosić do przeczytania recenzji do powieść Pani Marty Kisiel, pod tytułem „Dywan z wkładką”, która swojej premiery doczeka się 27 stycznia. Przygotujcie się zatem na salwy śmiechu ze śmierci, nie tyle z samego denata, co z jego przedstawienia, czy sposobu prowadzenia śledztwa… Zaintrygowani? Zapraszam na dalszą część!

Marta Kisiel – polska pisarka fantastyki, jak i komedii kryminalnych. Z wykształcenia zakochana w twórczości i romantyzmie Juliusza Słowackiego polonistka. Debiutująca powieść pod tytułem „Rozmowa dyskwalifikacyjna” została wydana w 2006 roku. Ulubionym gatunkiem jest mistyczny, nierealny świat, który nie tylko czyta z przymrużeniem oka, ale i tworzy.

Jak sama twierdzi, w zjawiska nadprzyrodzone uwierzyłaby, gdyby się o nie osobiście potknęła. Tematów do pisania jest mnóstwo, zaczynając od trupów, przechodząc przez zombie, a kończąc na innych zmutowanych stworach. Sama autorka książek została trzykrotnie nominowana do Nagrody Zajdla, za powieści: „Nomen omen”, „Siła niższa”, oraz za historię „Szaławiła”, kolejno rok: 2015, 2016, 2018.

Tereska Trawna, to bardzo problematyczna Pani po 40. Jak nie remont kuchni, z której słychać były nieprzyzwoite, dziwne odgłosy, to nagły kredyt i zakup domu na wsi. Jednak Terenia nie przejmuje się swoją egzystencją, co więcej, pragnie czerpać z niej tyle dobrego, ile się da. Nawet jej to się udaje, a przynajmniej do momentu, kiedy niespodziewanie przyjeżdża do jej posiadłości na wsi teściowa, która pragnie zostać na jakiś czas. Wtedy też odrywają tajemniczy dywan z wkładką w postaci martwego sąsiada.

Na skutek pewnych czynników podejrzenia padają na męża Tereski – Andrzeja. Damskie grono, w którego skład wchodzi synowa i teściowa, zawierają układ, którego celem jest uchwycenie mordercy na własną rękę. W tym samym momencie, odcięte od zasięgu, dzieci Trawnych podejrzewają, że ich tatuś może być na celowniku mamusi i babci…

Czy aby na pewno jest tak pięknie, kolorowo, jak mogłoby się wydawać? Otóż nie. Przede wszystkim Powieść Pani Marty Kisiel nie jest zapamiętywalna, nie licząc kilku co bardziej śmiesznych sytuacji.

Prawdę pisząc, aby w komedii kryminalnej dostrzec zamierzony gatunek literacki, trzeba przebrnąć przez ponad sto stron niekiedy zabawnych zwrotów akcji, to bardziej, to mniej interesujących. Fabuła jest jednowątkowa, historia może by rzecz jakich wielu, mało kreatywna. Za to słownictwo idealnie dopasowane pod charakter powieści, a sam humor autorki, przypadł mi zdecydowanie do gustu.

Mimo, iż po przeczytaniu lektury pamiętam tylko te ciekawsze momenty z niej, to świetnie się bawiłam podczas przeżywania przygód z rodziną Trawnych. Jest to typowa komedia z trupem jako wątek poboczny, jednocześnie jest to jedyny element sugerujący, że przecież mam do czynienia z nie samą komedią, a komedią kryminalną (!).

„Dywan z wkładką” Pani Marty Kisiel, uważam za idealną książkę na gorsze dni – rozbawia do łez, po ciężkim dniu – odpręża przeróżnymi sytuacjami, czy też do przeczytania tak po prostu – za wyżej opisany całokształt. Sami bohaterowie nie dadzą się nie lubić, są przesympatyczni, a ich odzywki jeszcze lepsze. Polecam, osobiście nie żałuję, myślę, że Wy też nie będziecie.





mylivesignature-1

piątek, 15 stycznia 2021

Sąsiedzi z piekła rodem.

 



"Tuż za drzwiami"

Louise Candlish



Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2021 (premiera: 13 grudnia)
Liczba stron: 416












***

Dziękuję Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki.

„Tuż za ścianą” autorstwa Louise Candlish, można porównać do dość rozpoznawalnego amerykańskiego limitowanego serialu pod tytułem „Wielkie kłamstewka”, tyle, że w realiach brytyjskiego przedmieścia. Zapraszam Was do Lowland Way, czyli do na pozór spokojnej dzielnicy, z uprzejmymi, pomocnymi sobie wzajemnie sąsiadami, którzy skłonni są zrobić bardzo wiele, aby utrzymać ład i porządek na ‘ich’ terenie.

Sielanka nie trwa jednak zbyt długo, niespodziewanie do progów jednego z mieszkań puka śmierć, która wstrząsa lokalną społecznością. Cała fabuła odgrywa się na wąskim ternie, ogranicza się tylko i wyłącznie do konkretnego osiedla, jakim jest Lowland Way (taki zabieg nazywany jest: domestic thriller). Lektura może być kojarzona jest z książkami takimi jak: „Ktoś, kogo znamy” autorstwa Shari Lapeny, oraz „Ktoś tu kłamie” Jenny Blackhurst. Autorka „Tuż za ścianą” ujawnia ludzkie słabości, które ukrywają się pod pozorami idealnego życia.

Louise Candlish to brytyjska pisarka, która tworzy w stylu domestic noir (fabuła toczy się w najbliższym otoczeniu). Autorka powieści „Na progu zła” (2020, Wydawnicto Muza), która została nagrodzona British Book Awards 2019 w kategorii: kryminał i thriller. Swoje kształcenie z zakresu anglistyki ukończyła na University College London, po czym zaczęła pracować jako copywriter, oraz redaktor książek o tematyce artystycznej. Obecnie mieszka w Londynie z mężem i nastoletnią córką.

Czy nienawiść do sąsiadów może prowadzić do zbrodni?

Lowland Way, to osiedle niczym spełnienie idyllicznego snu, położone na obrzeżach Południowego Londynu. To w tej części miasta są przepiękne, okazałe rezydencje, przyjaźni ludzi, a nawet postanowiono zorganizować na specjalnych zasadach niedziele, skierowane ku dzieciom. Nic jednak nie trwa wiecznie. Pewnego upalnego dnia, wprowadzają się nowi sąsiedzi Darren i Jodie, wtedy też cała sielanka kończy się. Nowi sąsiedzi nie liczą się z nikim, ani niczym, łamią wszystkie dotychczas panujące reguły.

Notorycznie w nocy słuchają głośnej muzyki, zaczynają bardzo uciążliwy remont, który zdaje się nie mieć końca, ponadto prowadzą nielegalny handel samochodami na własnej posesji, na skutek czego robi się z niej złomowisko. Całe dotychczas idealne życie społeczności zamienia się w koszmar. Atmosfera między sąsiadami staje się tak napięta, konflikt jest tak namacalny, że wystarczy tylko jeden niesprecyzowany ruch, aby ta tykająca bomba wybuchła. Tak też się dzieje, kiedy pewnego sobotniego ranka dochodzi do śmiercionośnej tragedii. Podczas dochodzenia sąsiedzi obwiniają nowych przybyłych o całe zajście, ponadto okazuje się, że oni sami mają coś do ukrycia. A żeby było ciekawiej, policja nie wierzy im w żadne słowo.

Lektura zbudowana jest na podstawie relacji trzech małżeństw i jednej samotnej przedstawicielki, odnośnie toksycznych nowo przybyłych sąsiadów. Dodatkowo autorka zamieściła wywiady środowiskowe Policji Metropolitarnej, przeprowadzane z każdą z rodzin, ta część jest bardzo ciekawa, intryguje. Niestety na tym się kończy, do prawie dwusetnej strony nic się nie dzieje. Panuje taka nuda, że można spać przy powieści. Brakuje napięcia, nudnych dywagacji aż nadmiar przejawia się.

Plusem są ciekawe, różnorodne postacie i bardzo dopasowane do nich dialogi. Mnóstwo pytań, ile osób tylu podejrzanych o zabójstwo. Początki bywają trudne, potem jest odrobinę lepiej, historia staje się bardziej dynamiczna, jednak bez szału. „Tuż za ścianą” nie zapada w pamięć, zamiast pobudzać mroczne zmysły, usypia. Fabuła jest wielowątkowa, jest jeden utarty schemat, jednak relacje ich uczestników są różne. Nie jestem zadowolona powieści. Wielki zawód.

mylivesignature-1

wtorek, 5 stycznia 2021

Kanibalizm.

 



"Korzenie"

Hanna Król




Wydawnictwo: AlterNatywne
Rok wydania: 2020 (premiera: 7 grudnia 2020)
Liczba stron: 449














***
W dzisiejszej recenzji zapraszam Was do świata, którego definiuje krew, czyli do Viridianu. Tylko tutaj przeżyjecie niezwykłą przygodę, o której pewnie nikomu się nie śniło. Przygotujcie się zatem na mocne trzęsienie ziemi. Kanibalizm? Jest! Podłoże seksualne?! Jak najbardziej! Elfy, smoki, inne zmutowane stwory? Nie może ich nie być! Nie zabraknie także dreszczyku emocji w formie: podpaleń, denatów, ucieczki...

Zaintrygowani? Intryga pogania intrygę. Zatem zapnijcie pasy i trzymajcie się mocno, bo ruszamy! Przychodzę do Was z powieścią z gatunku fantastyka, autorstwa Pani Hanny Król pod tytułem „Korzenie” (premiera 7 grudnia 2020 roku), z tego też powodu chciałabym jednocześnie podziękować Wydawnictwu AlterNatywne za zaufanie, oraz egzemplarz recenzencki.

Wydawnictwo AlterNatywne – swoją siedzibę posiadają w Poznaniu. Kierują się stwierdzeniem „mniej oznacza lepiej”- mniej wydanych pozycji, oznacza szersze pole promocji, oraz reklamy dla każdej twórczości po etapie selekcji. Co łączy się też ze zdecydowanie wyższą jakością edytorską.

Wydawca zajmuje się promocją książki na długo przed jej oficjalną premierą, pragną dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców przed ujrzeniem przez publikację światła dziennego. Ponadto starają się, aby powieści były dopasowane pod ich odbiorców, dlatego też regularnie badają rynek, aby móc dostosować woluminy do potrzeb, oraz oczekiwań.

Wyobrażacie sobie, że jeden człowiek może pragnąć zjeść ciało drugiej istoty ludzkiej? Kanibalizm jest bardzo częstym zjawiskiem w Virdianum - wyimaginowanym świecie. Ponadto uznaje tam się, że im młodszy człowiek tym mięso jest bardziej cenniejsze. Z tego wynika, że prawdziwym rarytasem dla wykwintnego smakosza jest ciało noworodka.

Takowe ciało osiąga ogromne kwoty na czarnym rynku. Jeśli myślicie, że to koniec zjawisk dręczących ten zakątek, to się mylicie. Drugą zmorą jest niejakie uśpienie, czyli choroba szczególnie dająca się w znaki tamtejszym mieszkańcom – potomkom ludzi, jak i smoków. Są oni niczym tykające bomby, nigdy nie jest wiadome kiedy wybuchną.

Nawet najmniejszy powód, może doprowadzić ich do potężnej złości, a nawet amoku. Właśnie taką chodzącą niewiadomą jest główna bohaterka – Vittoria Ancoralis, która jako dwuletnie dziecko zostaje przygarnięta pod swój dach przez jedną z zielarek. Dziewczyna nie jest świadoma swojego pochodzenia, dorasta, często popada w tarapaty, nie unika bójek, z tego powodu też zostaje okrzyknięta wariatką.

W wieku bliżej pełnoletniego zostaje oskarżona o zabójstwo, ucieka z małej, ubogiej wsi Arumvir. Czy uda jej się przeżyć? Czego od niej może chcieć smok? Kim jest niejaka Królowa Serc i co ma wspólnego z Vittorią?

Na pierwszy rzut oka odbiorcy ukazuje się przerażająco ogromna ilość opisów. Z punktu widzenia czytelników lubujących się w zaawansowanej, wręcz rasowej fantastyce, może to być interesujący zabieg, może nawet i pożądany. U mnie, niestety, wypadł on zupełnie odwrotnie.

Nadmiar odpychał mnie od prezentowanej powieści. Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują, ponieważ „Korzenie” są ciekawie skonstruowane, już same oznaczenia rozdziałów mają bardzo przyciągającą moc. Historia jest wciągająca (jeśli pominąć opisy), lekturze udało się porwać mnie – osobę, która stroni od takowego gatunku, więc uważam to za ogromny atut.

Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, tutaj trochę ubolewam, może byłoby ciekawiej, gdyby tak, zamiast przydługich monologów, widzieć świat przedstawiony oczami głównej bohaterki, to naprawdę mogłaby być dobra zmiana. Historia jest jednowątkowa, spójna, z początku brak wartkości, jednak im dalej w treści, tym coraz większa dynamika.

Wniosek jest następujący: trzeba dać szansę i nie za szybko odkładać lekturę. Ogólnie podsumowując: „Korzenie” Pani Hanny Król to powieść na ogół ciekawa, ale… no właśnie, zawsze jakieś ale - bywały elementy bardzo zniechęcające, drażniące. Jednak jestem zadowolona, że otworzyłam się na coś innego. Można przeczytać.

mylivesignature-1