Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Czy pozwolisz, by lęk przejął kontrolę nad Twoim życiem?



"Kula"

Łucja Jaksz Alves





narodowość autora:
Polska


Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 424








“Kula” Łucji Jaksz Alves to powieść psychologiczna z elementami fantastyki. Jest to dość zgrabne połączenie prawdy z fikcją literacką. Postacie wraz z ich imionami, oraz miejsca to tylko i wyłącznie wodza fantazji autorki, natomiast odczucia głównej bohaterki, mimo iż przedstawione są w sposób nierealny, są prawdziwe, wzorowane na autentycznych doświadczeniach i przeżyciach kobiety bardzo ważnej w życiu pisarki. Z reguły odbieramy wszystko co nas otacza takim jakim jest w rzeczywistości, a przynajmniej tak nam się początkowo wydaje.

Dla każdego człowieka jest naturalną kwestią, że tworzymy świat, jesteśmy jego nieodłącznym elementem. Pozostaje nam nawet kwestia wyboru w postaci kreowania naszego życia i tutaj są dwie drogi: dostosowanie się, albo walczenie o swoje. A co w przypadku, gdy podczas naszego żywota wszystko idzie nie tak jak powinno? Rzeczywistość jakby oddzielała się od nas, nie dając przy tym możliwości żadnego wyboru, zero ingerencji w potencjalnie nasze życie? O tym właśnie drugim świecie jest recenzowana przeze mnie powieść. Zaintrygowani? Czytajcie dalej.

Łucja Jaksz Alves- 40 letnia debiutująca pisarka pochodząca ze Świdnicy, obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii. Uwielbia wyprawy górskie, gdy tylko przyjeżdża w rodzinne strony często odwiedza wraz z krewnymi Sudety. Zawodowo zajmuje się opieką nad osobami z niepełnosprawnością zarówno intelektualną, jak i fizyczną. Do zainteresowań pisarki można zaliczyć psychologię, oraz rozwój duchowy.

Młoda dziewczynka o imieniu Wiktoria boryka się z ogromną traumą spowodowaną we wcześniejszych latach. Nie potrafi odnaleźć się w swoim obecnym życiu i go zmienić na lepsze. Narastająca panika sprawia, że traci wszystko co niegdyś było dla niej istotne – bliskie sobie osoby, zainteresowanie pracą, swoją tożsamość, aż w końcu kontakt z rzeczywistością. Bez skutku próbuje wydostać się z więzienia, które sama sobie podświadomie zbudowała.

Jest to kolejna powieść psychologiczna, która trafia w moje ręce. Główną bohaterką jest ośmioletnia bohaterka, jest to bardzo barwna postać, niestety negatywnie, dominują w niej głównie tylko te ujmujące emocje takie jak: poczucie winy, wstyd, nieodłączny strach wywołany wydarzeniami z wczesnego dzieciństwa, które odbijają się na niej w teraźniejszości. Twórczość Pani Łucji została wypełniona mnóstwem negatywnych emocji poczynając od depresji, skrajnych wahań nastroju, ataków paniki, przechodząc przez fobie społeczne, kończąc na samotności.

Jest to bardzo smutna powieść, prowadzona w pierwszej osobie – oczami Wiktorii. Panuje chaos, który w tym momencie jest jak najbardziej usprawiedliwiony, dodaje on autentyczności powieści. Trudno jest określić dokładny czas powieści, zaczyna się, kiedy główna bohaterka jest dzieckiem, po czym autorka cyklicznie przeskakuje o kilka lat do przodu. Styl pisania lekki, zrozumiały. Krótkie rozdziały są dodatkowym atutem. Niestety mimo iż temat jest bardzo interesujący i na swój sposób ciekawie przedstawiony, lektura nie pochłonęła mnie.

Myślę, że książka ze względu na swoją tematykę mogłaby służyć jako remedium, pocieszenie, w pewnym stopniu również i wsparcie dla osób cierpiących na zaburzenia psychiczne, czy też dla tych, którzy mają uraz powypadkowy związany na przykład z molestowaniem seksualnym. Ale także i i dla odbiorców, którzy znają wyżej opisaną osobę i chcieliby spróbować zrozumieć co czuje i myśli dotknięty urazem, a może i wykazać się i zdwojoną siłą empatii i próbować pomóc jej w tych trudnych chwilach, kiedy to los tylko i wyłącznie zsyła kłody pod nogi.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/31086-kula.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/06/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

piątek, 26 czerwca 2020

Zaburzenia dysocjacyjne.



"Pożegnanie z sobą"

Jarosław Musialik





narodowość autora:
Polska


Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 248








Jarosław Musialik, czyli autor debiutującej powieści pod tytułem „Zapomnieć siebie” porusza bardzo ważny a zarazem trudny temat z życia społecznego, mowa o schorzeniu, które przejmuje całe ciało chorego, czyli o zaburzeniach dysocjacyjnych, które w dość sporym skrócie polegają na: zakłóceniu procesów, które są odpowiedzialne za kierowanie zachowaniem, czy też przeżyciami. Przyczyną tej choroby są najczęściej traumatyczne przeżycia z przeszłości, najczęściej z dzieciństwa, które utworzyły silny konflikt wewnętrzny, ten natomiast powoduje między innymi lęk społeczny.

Bywają też jakże coraz to dziwniejsze objawy tych zaburzeń, przykładowo zatrzymanie psychoruchowe i brak reakcji na bodźce zewnętrzne (osłupienie dysocjacyjne), czy też bezwładne ruchy ciała podobne do tych padaczkowych (drgawki dysocjacyjne). Nie będzie to łatwa lektura zwróciwszy uwagę na fakt, że głównym bohaterem jest właśnie osoba z powyższymi schorzeniami. Jednak myślę, że warto chociaż się spróbować wgryźć w powieść – trochę empatii jeszcze nikogo nie zabiło, nawet jeśli lektura jest tylko i wyłącznie fikcją.

Krzysztof Ferdynand to najlepszy architekt w firmie w której pracuje, jednak zmaga się on z zespołem schorzeń, których medycyna jeszcze nie jest w stanie zrozumieć, do innych dociera pod niezwykłością swoich objawów poczynając od amnezji dysocjacyjnej, przechodząc przez osłupienie dysocjacyjne, kończąc na fudze dysocjacyjnej są to przypadłości, które dotykają wiele osób, życie z nimi nie jest łatwe, ci ludzie są zmuszeniu do toczenia z samym sobą codziennych batalii o siebie. Czy z tej wojny jednostka może wyjść zwycięsko?

„Pożegnanie z sobą” Jarosława Musialika to powieść niezwykle trudna, przepełniona niestety wieloma skrajnymi emocjami, opowiada o studium psychologicznym mężczyzny, który zapada się w sobie, do tego stopnia, że powoli przestaje być sobą, przestaje istnieć. Jest to również historia o poszukiwaniu wyznaczonych granic między kłamstwem, a prawdą, o życiu w harmonii z samym sobą, o ogromnej odwadze, dzięki której jest się w stanie stanąć twarzą w twarz z przeciwnościami losu, swoimi lękami.

Strasznie ciężko jest mi odnieść się do „Pożegnania z sobą”, autor do tematu podszedł bardzo poważnie, a ja po przeczytaniu stwierdzam, że nie byłam jeszcze do końca gotowa na takie wyzwanie, jaką jest właśnie recenzowana książka. Sam początek powieści może nieźle zakręcić czytelnika, gdyż jest on niczym innym jak jedną niewiadomą, co krok natrafić można na dziwne, nieco początkowo irytujące opisywanie czynności, typu: „zapalił papierosa, kończy palić, gasi, wyrzuca, wraca” , po czym jednak, gdy odbiorca dowiaduje się co dolega głównemu bohaterowi, stają się mniej uprzykrzające czytanie, bo najzwyczajniej wiadomo jest co „w trawie piszczy”.

Styl pisania jest bardzo lekki, czyta się sprawnie jak na powieść, która porusza temat psychologii. Pan Jarosław bardzo skrupulatnie opisał jak przebiega życie bohatera, który posiada zaburzenie dysocjacyjne. Ukazane zostały dwa oblicza, te które można napotkać u Krzysztofa architekta, oraz te u Krzysztofa (nie) zwykłego człowieka, opisuje ból i cierpienie zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Obok powieści ciężko przejść obojętnie, zdecydowanie jest przygnębiająca, a zarazem tak życiowa, że myślę, iż każdy dojrzały czytelnik powinien ją przeczytać.

Lekturę mogę polecić odbiorcom, którzy lubią ciężkie psychologiczne teksty, z dodatkiem masy trudnych medycznych terminów. Dla tych, których nie przerazi podły, wręcz depresyjny nastrój, bo taki właśnie panuje w książce. Dla mnie twórczość Pana Musialika okazała się być zbyt bardzo wymagająca, momentami bardzo męczyłam się przy czytaniu, stąd też adekwatna ocena do moich odczuć.


https://sztukater.pl/ksiazki/item/31415-pozegnanie-z-soba.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/06/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1

niedziela, 21 czerwca 2020

Panienka ze straży.



"To, co bliskie sercu"

Katherine Center





narodowość autora:
Stany Zjednoczone



Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 479








Nie ważne czy najpierw spojrzymy na okładkę, czy przeczytamy gdzieś tytuł to od razu jest wiadomo, że mamy do czynienia z romansem. Nie oszukujmy się, ten gatunek można wyczuć z kilometra, zwłaszcza, że w wielu przypadkach można odnieść wrażenie, że ten gatunek jest pisany na jedno kopyto. W przypadku „To, co bliskie sercu” nie spodziewałam się niczego innego, a przynajmniej nie czegoś, co pozwoli odpłynąć na długie godziny. Wspomniana przeze mnie okładka rzuca się w oczy nie tylko od strony frontu. Na odwrocie możemy wyczytać, że książka została kilkukrotnie wyróżniona i są to ordery nie byle jakie. Według Amazon.com jak możemy wyczytać – najlepszy romans roku. Dodatkowo powieść zakwalifikowała się do finału prestiżowego plebiscytu Goodreads Choice Awards w swojej kategorii.

Katherine Center- amerykańska pisarka beletrystyczna urodzona 4 marca 1972 roku. Posiada tytuł magistra literatury pięknej uzyskany na uniwersytecie w Houston. Podczas studiów rozwijała swoją pasję jako współredatksraka literackiego czasopisma „Gulf Coast:. Najbardziej znane dzieła autorki to „Milion nowych chwil” oraz właśnie opisywany tytuł „To, co bliskie sercu”. Katherine Center znana jest również z publikacji tekstów między innymi w „Vanity Fair” oraz „USA Today”. Przedstawia siebie jako autorkę kilku „słodko-gorzkich powieści komiksowych”.

Główną bohaterkę powieści Pani Katherine – poznajemy w momencie kulminacyjnego etapu jej kariery zawodowej. Pracuje w lokalnej straży pożarnej w miejscowości Austin. Właśnie ma otrzymać wyróżnienie za uratowanie wielu istnień z tonącego autobusu. Sama nie uważa tego wyczynu za coś niezwykłego, raczej traktuje to dokonanie jako zwyczajne wypełnienie swojego obowiązku. Taka już jest Cassie – twardo stąpająca po ziemi zawodowa ratowniczka. Praca jest jednocześnie jej pasją, a nowe wyzwania nie stanowią dla niej bariery do momentu, kiedy zaczyna chodzić o uczucia. Bohaterka jest typem samotnika, który pomimo silnego charakteru zupełnie nie potrafi się odnaleźć w miłości. Zbiegiem okoliczności podczas ceremonii wręczenia nagrody natrafia na osobę, z którą wiąże ją mroczna przeszłość.

W międzyczasie otrzymuje telefon od schorowanej matki, która prosi ją o pomoc. W wyniku tych wydarzeń, poukładane życie Cassie ulega diametralnej zmianie. Przenosi się do staroświeckiej jednostki strażackiej w Massachusetts, gdzie już na starcie jest na przegranej pozycji – jest przecież kobietą, jak się w dodatku okazuje jedyną w historii tej placówki. Zaraz po przenosinach stawia czoła grubiańskiej kadrze strażaków, którzy zmuszeni są pracować w prawie polowych warunkach. Sprzęt jest przestarzały, a na nowy brakuje funduszy. Oprócz stawienia czoła nowym kolegom z pracy, Cassie musi odbudować utracone relacje z matką, z którą zamieszkała. Na domiar wszystkiego na jej drodze pojawia się pewien strażak, który może wywrócić jej życie do góry nogami.

„To, co bliskie sercu” to zaskakująca powieść nakrapiana wojną uczuć. Prosty i przyjemny język, liniowość i przejrzysty bieg wydarzeń powodują, że jest to pozycja idealna do „czytania do poduszki”. Opisy zostały przez autorkę ograniczone do niezbędnego minimum, aczkolwiek są wystarczające, aby móc sobie wyobrazić obiekt, osobę, otoczenie, dlatego też czytelnik może skupić się na najważniejszych wydarzeniach. Na atut działa wartka fabuła, nim się obejrzałam już było po lekturze. Narracja jest prowadzona w większości przypadków w pierwszej osobie. Podsumowując: to było dobra lektura, co prawda nie do końca wpadła w mój gust, ale warto przeczytać.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/06/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

Gwiazda rocka.



"Niegrzeczny idol"

Kristen Callihan




narodowość autora:
Stany Zjednoczone




Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 384








Tego jeszcze nie było na moim blogu - dziki romans a w tle muzyka rockowa. Twórczość Kristen Callihan pod tytułem „Niegrzeczny idol” to nic innego jak historia miłosna dwóch na pozór zupełnie innych osób, w której wychodzi, że prawdziwa miłość jest nieprzewidywalna, przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, a o takie uczucie, mimo przeciwności losu warto walczyć do samego końca. Będzie to obszerna przygoda, zostanie podzielona na kilka części, przede mną I tom z cyklu: VIP. Lektura uznawana jest za światowy bestseller, a w Polsce premiera „Niegrzecznego idola” odbyła się 17 czerwca 2020 roku, nakładem Wydawnictwa Muza, któremu jednocześnie chciałam podziękować za możliwość zrecenzowania książki. Dziękuję.

Kristen Callihan – amerykańska pisarka tworzy powieści romantyczne, dla młodszych odbiorców (New Adult), oraz fantastykę. Mieszka w Waszyngtonie wraz z mężem i dwójką dzieci. Jest laureatką nagrody RITA, oraz dwóch nagród RT Reviewes’s Choice. Powieści autorki doczekały się także swoich recenzji w między innymi: „Publishers Weekly”, „Library Journal”, znalazły się na liście najlepiej kupowanych książek według „USA Today”. Jej debiutancka książka „Firelight” otrzymała RT Magazines Seal of Excellence, została uznana za najlepszą książkę roku przez „Library Journal”, najlepszą powieść wiosny 2012 przez „Publishers Weekly”, a także za najlepszą twórczością romantyczną roku 2012 przez „ALA RUSA”.

Zwyczajna, 25-letnia Libby to typ osoby, która mogłaby w ogóle nie wychodzić z domu, jest outsiderką. Przeciętna uroda – długie, jasne, proste włosy. 27-letni Killian – przystojny facet, który jednocześnie jest gwiazdą rocka (wokalista i gitarzysta jednego z najbardziej znanych grup rockowych) , w dodatku nie grzeszy arogancją. Wiedzie życie jak z bajki, niczego mu nie brakuje. Na pierwszy rzut oka dzieli ich wszystko, może oprócz… muzyki i chemii, która między nimi się buduje. Wspólna trasa koncertowa zaznacza wyraźnie początek ich kwitnącej miłości pełnej namiętności i pożądania. Czy Libby zdoła zatrzymać przy sobie swojego Idola, skoro czai się koło niego tyle fanek?

Jest to powieść o miłości, samotności, a zarazem walce o to czego dwie osoby pragną najbardziej – siebie nawzajem. Przepełniona erotyką nie pozwala się oderwać od swojej treści. Wbrew pozorom nie jest to sprośna książka, z której nie można nic wartościowego wynieść. Czyta się bardzo szybko, wciąga równie mocno. Autorka wprowadza bardzo ciekawy zabieg jakim jest podzielenie książki na dwie osoby – najpierw widzimy wydarzenie oczami JEJ, a następnie przez pryzmat JEGO. Zabawne było jak inne mogą być myśli dwóch kochanków w jednej sytuacji. Początek niewątpliwie można zaliczyć do tych komediowych, z czasem robi się coraz poważniej, aż z czasem żarty odchodzą na bok. Jednak podteksty nie znikają nawet na chwilę.

Fabuła jest niestety na jedno kopyto – na początku wchodzą cięte riposty w obu kierunkach, żeby potem było BIG LOVE, trochę przereklamowane. Z drugiej strony było coś innego – muzyczne tło, a dla zainteresowanych muzyką rockową – na końcu książki znajduje się playlista z hitami, o których była mowa w powieści, nie pochodzą one z minionej dekady, lecz w dużo wcześniejszych czasów. Niestety fabuła nie zostaje na długo w pamięci, jest to twórczość typu – przeczytać, napisać opinię, zapomnieć. Jednakże miło było zapoznać się z czymś czego u mnie jeszcze nie było. Szału nie ma. Można przeczytać z braku innych perspektyw.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/06/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

piątek, 19 czerwca 2020

Desperacja.



"Ostatni lot"

Julie Clark



Narodowość autora:
Stany Zjednoczone



Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 444












Dziękuję Wydawnictwie Muza za książkę do recenzji.

Ostatnio dotarła do mnie dopiero co debiutująca (w Polsce) książka – „Ostatni lot” autorstwa Julie Clark, jest to powieść z gatunku thriller, zapowiadający się bardzo obiecująco. Pierwsze co rzuca się w oczy to czerwona, bardzo minimalistyczna okładka, na której na pierwszy rzut oka niewiele widać, dopiero po przyjrzeniu się znajdziemy dwa elementy, które mogą naprowadzić czytelnika na ‘właściwy trop’ wskazujący na to o czym będzie po części fabuła – ruchomy chodnik, jaki można spotkać na przykład na lotnisku, oraz postać kobiety, a zaraz po niej napis „Dwie kobiety. Dwie ucieczki. Jednak szansa, by zniknąć.”. Nie powiem, że zacytowany tekst bardzo mnie zaintrygował, jest w nim coś, co aż prosi, żeby zabrać się za czytanie. Tak też postanowiłam zrobić, z jakim skutkiem – o tym poniżej.

Julie Clark – jej miastem rodzinnym jest Santa Monica w stanie Kalifornia. Od zawsze wolała czytać książki od zabaw wodnych. Po zakończeniu studiów na University of the Pacific powróciła do rodzinnego miasta, gdzie podjęła pracę jako nauczyciel. Obecnie mieszka z dwoma synami i psem rasy goldendoodle.

„Dwie zdesperowane kobiety zrobią wszystko, by uciec przed przeszłością”

Młoda Claire ma na pozór wspaniałego, przystojnego, ambitnego męża, który dla wielu jest autorytetem. Pewnego dnia, mężczyzna zamarzył sobie kariery politycznej. Życie małżeństwa nie jest jednak tak usłane różami jakby mogło się wydawać, apodyktyczny mąż bardzo szybko wpada w złość, co budzi w nim agresję, którą wyładowuje na żonie, a jego pracownicy uważnie śledzą każdy jej krok. Wykończona psychicznie kobieta od kilku miesięcy planuje ucieczkę.

Lotnisko. Pewnego razu spotykają się dwie kobiety – Claire i tajemnicza Eva, obie za wszelką cenę chcą zmienić swoje życie. Przedstawicielki płci pięknej wpadają na genialny pomysł wymienienia się biletami lotniczymi: Claire po zmianie ma udać się do Oakland, natomiast Eva do Portoryko. Lecący samolot na Karaiby w składzie z Evą ulega katastrofie, w której wszyscy giną. Claire staje przed poważnym wyborem, może ona podszyć się pod swoją znajomą, która uległa śmiertelnemu wypadkowi włącznie z całym bagażem jej doświadczeń, albo ciągle uciekać. Czy wykorzysta szansę jaką zesłał jej los?

Jest to bardzo dobra pozycja, która wabi czytelnika bardzo misternie przygotowaną intrygą pełną niewiadomych. Twórczość Pani Julie Clark wciąga od pierwszych stron, sam początek można powiedzieć, że galopuje, później troszkę fabuła ustępuje. Autorka wprowadziła wielowątkowość, retrospekcję, oraz dobrze wyważone opisy, których nie jest ani za mało ani za dużo, nie są nachalne, ani nudne. Stopniowe budowanie napięci to kolejny atut „Ostatniego lotu”. Genialne nakreślone zdesperowane postacie, ukazane zostały zarówno te mocne, jak i słabe strony.

Jest to powieść o sile kobiecej, która zwiększa swoje rażenie w kryzysowych sytuacjach. Głównym przesłaniem „Ostatniego lotu” jest przekonanie wszystkich kobiet na których jest stosowana przemoc domowa, aby nie bały się zwrócić o pomoc. W książce znajdziemy ponadto wiele innych problemów społecznych, takich jak: wyniszczająca samotność, ukazanie jaką siłę może mieć damska solidarność, aż w końcu zobrazowany zostaje również temat poszukiwania swojego miejsca na świecie, gdzie los będzie na tyle łaskawy i pozwoli zacząć wszystko od nowa, z dala od oceniających spojrzeń. W woli podsumowania napiszę kilka słów: czytając książkę przepadłam, jest to bardzo dobry thriller godny przeczytania. Polecam.



http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/06/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html mylivesignature-1

wtorek, 16 czerwca 2020

Mini detektyw.


"Dziennik śledztwa Nancy Parker"

Julia Lee





narodowość autora:
Anglia




Wydawnictwo: Tadam
Data wydania: 2019 rok
Liczba stron: 255








Jest to jak dotychczas moje pierwsze spotkanie z autorką książki dedykowanej w głównej mierze dla młodzieży, pod tytułem „Dziennik śledztwa Nancy Parker”, czyli z Julią Lee. Z racji, że lubię debiuty, bo kto wie, czy lektura nie okaże się być perełką, która tylko czekała na jej odkrycie, więc wybór w tamtym momencie był jednomyślny. Spodziewałam się – na podstawie moich wcześniejszych doświadczeń – krótkiej, mało wymagającej książeczki. Ku mojemu zdziwieniu, w tym pierwszym wypadku nie mogę się zgodzić, dziennik liczy ponad 200 stron (dokładnie 255), co do drugiego aspektu, ten poruszę troszkę później, w części poświęconej dokładnej opinii. A więc jeśli jesteście ciekawi jak wypadła w mojej ocenie twórczość Pani Lee, czytajcie dalej.

Julia Lee – pisarka, która wychowała się w Londynie, obecnie mieszka w Anglii w hrabstwie Suessex z mężem i dwoma synkami. Swoją pierwszą książkę wydała mając zaledwie 5 lat, inspiracją była chęć namalowania czegoś długopisem o czterech kolorach, następnie jej mama zszyła wszystkie malunki na maszynie do szycia. W czasach wczesnej młodości Julia miała bardzo słabą odporność, to też często chorowała, pozostawała w domu zagłębiając się w lekturze. Ukończyła studia z filologii angielskiej. W swojej karierze przebrnęła przez mnóstwo prac, gdyż nie mogła znaleźć niczego odpowiedniego dla siebie – podświadomie chciała zostać pisarką.

Nancy Parker – absolwentka szkoły podstawowej, która zapragnęła mieć ekscytującą przyszłość, mianowicie chciała zostać detektywem, pewnego dnia zostaje zatrudniona jako… pokojówka przez nowoczesną Panią Bryce. Nie jest to zajęcie o jakim marzyła, jednak wkrótce okazuje się, że rozpoczyna się afera kryminalna tuż obok jej nosa. Kto stoi za kradzieżą srebra i klejnotów? Co ma z tym wszystkim wspólnego niejaka Kucharka? Oraz najbardziej istotne – czy Pani Bryce coś ukrywa? Na przykład morderstwo?

„Dziennik śledztwa Nancy Parker” jest to po części lektura o marzeniach, kiedy dzieci chcą się zabawić w dorosłych i wpadają przez to w nie małe kłopoty. Herkules Poirot w wersji dziecięcej nadchodzi. Książka została wydana nakładem Wydawnictwa Tadam, w twardej oprawie. Strony lektury posiadają subtelne ozdobienia, jak i ilustracje adekwatne do obecnej sytuacji, wyglądają jakby były narysowana na szybko, co dodaje lekturze odpowiedniego klimatu. Co istotne, akcja toczy się w Anglii, w roku 1920, autorka zdaje się bazowała na Pani Agacie Christie, gdyż nawet śledztwo jest prowadzone bardzo podobnie.

Bardzo krótkie rozdziały – liczące niekiedy nawet po jedną stronę, podzielone na dwie części: dziennik Nancy Parker, który poprzez liczne błędy ortograficzne, czy interpunkcyjne popełniane przez tytułową bohaterkę, kleksy, przekreślenia, pogięte kartki, dokumenty, zdjęcia przyklejone taśmą, miał wyglądać autentycznie i udało się, tak właśnie wyglądał. Druga część jest opowiadaniem podzielonym między dwie osoby: Ellę i Quentina, którzy są jednocześnie nowymi znajomymi Nancy.

Niekiedy sytuacje przedstawione w fabule są przekomiczne, częściej niestety zachowanie bohaterów mnie irytowało. Dzienni śledztwa nie wciągnął mnie, trudno było dotrzeć do końca, intryga mimo iż ma wiele wątków i krótkich epizodów jest najzwyczajniej nie za ciekawa, przegadana. Z całą pewnością książkę mogę dedykować dla odbiorców w wieku głównej bohaterki – 14 lat. Ja niestety, mimo iż lubię książki dedykowane dla młodszych czytelników w lekturze nie znalazłam nic dla siebie. „Dziennik śledztwa Nancy Parker” Pani Julii Lee, jest jak najbardziej poprawna, tyle, że nie dla mnie. Można przeczytać.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/31301-dziennik-sledztwa-nancy-parker.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/06/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html
mylivesignature-1

czwartek, 11 czerwca 2020

Ostatnia przychodzi prawda.



"Afrykański klucz"

Iga Karst





narodowość autora:
Polska



Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 288








Tym razem zapraszam Was do Afryki, gdzie na porządku dziennym jest wyniszczająca bieda, głód, czy choroby na które jeszcze na tamtejszym kontynencie nie wynaleziono sposobu, leku na poskromienie dolegliwości. To tak tytułem wstępu, jednak lektura nie została poświęcona tylko i wyłącznie temu miejscu. Kontynent jest tylko bogatym tłem na motywie śmierci. Już sam wstęp mnie zaintrygował, takiej książki jeszcze u mnie nie było. Mimo iż mam żelazną zasadę czytania od początku – powieść Pani Igi Karst pod tytułem „Afrykański klucz” to II tom z cyklu: Pensjonat Biały Dwór, ciekawość poszła w górę. Zapowiada się bardzo obiecująco, czy tak pozostanie, przekonacie się w dalszej recenzji.

Iga Karst – 35-letnia pochodząca z Wrocławia pisarka, swoją przygodę z pisaniem na poważnie, co wiązało się z podpisaniem pierwszej umowy autorskiej, zaczęła w wieku dziewiętnastu lat, co pozwoliło jej na zostanie jednym z młodszych debiutantów wydawniczych. Ukończyła studia z zakresu public relations i komunikacji społecznej. Zawodowo powiązana jest z branżą PR (Public Relations). Zadebiutowała w 2005 roku cyklem o Panu Samochodziku, jej pierwsza powieść kryminalna - „ Egzamin z tajemnicy” została wydana nakładem Wydawnictwa Telbit w 2008 roku.

Elżbieta Budzanowska to znana lekarka zajmująca się medycyną tropikalną na odległych krańcach świata. Tym razem jest zaangażowana w projekt o tematyce jadu węży, niedługo potem umiera w swoim mieszkaniu. Ku zdziwieniu wszystkich powodem śmierci nie był, jak przypuszczano nowotwór na który chorowała. Pierwszym podejrzanym staje się córka Elżbiety – Magda. Dochodzeniem zajmuje się komisarz Michał Orski. W akcie bezradności oskarżona prosi o pomoc swoją przyjaciółkę – mecenas Anitę Herbst. Po jakimś czasie kobiety wpadają na zaskakujący trop, okazuje się, że lekarka interesowała się wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat, w których zginął jej mąż. To wydarzenie pozwala na spojrzenie pod innym pryzmatem na sprawę. Czy śmierć Elżbiety i jej wyjazd do Afryki mają coś wspólnego?

W tym momencie, czyli po przeczytaniu „Afrykańskiego klucza” Pani Igi Karst, żałuję, że nie udało mi się dorwać pierwszego tomu. Dlaczego? Już tłumaczę. Książka jest genialne, rozwijając myśl – autorka serwuje czytelnikowi fabułę wielowątkową, która jest momentami tak zagmatwana, że nie idzie doliczyć się ilości niewiadomych, kto z kim i gdzie. Pojawia się więcej pytań, niż odpowiedzi. Bardzo ciekawy styl prowadzenia kryminału, z jednej strony ukazuje się córka zmarłej lekarki, która miała specyficzne kontakty ze swoją rodzicielką, z drugiej strony śledztwo, które z pewnych przyczyn musiał przejąć ktoś inny, niż pierwotnie zamierzano. Brzmi jak zwyczajna wielowątkowość, ale tak nie jest, jest w tym pewna specyfika, która nie trafia się przy pierwszej lepszej książce, można to nazwać powieściowym „tym czymś”. Oj dzieje się, dzieje.

Fabuła jest galopująca, nie sposób oderwać się od „Afrykańskiego klucza”, sama w sobie treść zapada w pamięć i myślę, że pozostanie w niej na długo. Jedynym minusem, który zauważyłam i trochę mnie zniesmaczył jest zakończenie, po takiej intrydze spodziewałam się czegoś lepszego, tymczasem zostałam negatywnie (niestety) zaskoczona. Cała lektura jest tak genialnie skonstruowana, bardzo ciekawie przedstawiona, bez zbędnego przynudzania opisami, wiele tropów.. no po prostu nic dodać nic ująć… a zakończenie wręcz banalne, do znudzenia, jakby było urwane z zupełnie innej twórczości. Tak czy inaczej jestem zachwycona, polecam.




https://sztukater.pl/ksiazki/item/31245-afrykanski-klucz.html


http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/06/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1

środa, 3 czerwca 2020

Nieśmiertelność.



"God mode"

Martyna Sowińska, Maja Zadumińska





narodowość autorów:
Polska



Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020 rok
Liczba stron: 334








Bardzo długo zastanawiałam się nad wyborem tej „ostatniej” książki (w tej turze) do przeczytania i zrecenzowania, wybór był bardzo ciężki, albo też w ogóle go nie było, miałam ogromny problem, gdyż żadna z lektur nie podchodziła mi do gustu ani wizualnie, ani też po tytule… Aż tu nagle w cieniu innych okładek pojawiła się ta jedna w kolorze fuksji zatytułowana „God mode”, co w dosłownym tłumaczeniu z języka angielskiego oznacza „tryb Boga”, czyli można powiedzieć, że nieśmiertelność. Nadmieniona wyżej powieść miała zadziwiająco dobry zarys fabuły znajdujący się na tylnej okładce. Po przemyśleniu i braku innych rozwiązań wybór padł na twórczość dwóch autorek: Martyny Sowińskiej i Mai Zaduńskiej. O tym, czy książka była warta poświęcenia czasu przeczytacie poniżej.

Martyna Sowińska - 31-letnia pisarka pochodzenia polskiego. Kulturoznawczyni. Zawodowo jest powiązana z instytucją długiego trwania. Już wcześniej pisała, tyle że do wirtualnej szuflady, były to zarówno krótsze, jak i dłuższe formy prozatorskie. Gdyby mogłaby być nieśmiertelna byłaby zarówno tancerką, szachistką, historykiem sztuki, czy astronomem.

Maja Zadumińska – 35-letnia pisarka pochodzenia polskiego. Filolog klasyczny. Na co dzień specjalizuje się w administracji, z natury jest idącą pod prąd buntowniczką. Uwielbia ciężkie brzmienia, true crime (filmy lub książki kryminalne oparte na prawdziwych wydarzeniach), oraz narrację science fiction.

„Nie bój się śmierci obawiaj się nieśmiertelności.”

Hotel. Brak pamięci. Młoda kobieta budzi się pewnego ranka w pokoju hotelowym. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że nie pamięta jak się tam znalazła i co stało się poprzedniego dnia. Po pewnym czasie uświadamia sobie, że nie zna nawet swojej tożsamości. Sprawy stają się jeszcze bardziej zagmatwane, gdy okazuje się, że kobieta została wplątana w morderstwo. Teraz to nie tylko ona sama poszukuje swojej osoby, szukają ją także inni. Komu może zaufać, skoro wszyscy w jej otoczeniu wydają się tacy obcy?

Z okładki z tyłu można dowiedzieć się, że „God mode” jest powieścią w głównej mierze o manipulacji i chęci żądzy nad swoim i czyimś życiem. W tym aspekcie mogę się zgodzić, metoda zrobienia komuś wody z mózgu jest bardzo ładnie i wyraźnie nakreślona, ale co dalej? Dalej jest tylko jeden wielki chaos połączony z wielowątkowością, jakby każdy rozdział pochodził z innej lektury, chce się rzec – co, gdzie, kiedy i jak? Bardzo ciężko czyta się, a raczej przebija przez nudne dywagacje, czy też zbędne niekiedy opisy. Autorki chyba myślały, że im więcej tym lepiej, typowy przerost formy nad treścią.

Dla mnie temat w kontekście nieśmiertelności, jak i badań nad starzeniem się, który został poruszony w twórczości Pani Martyny i Mai został bardzo słabo przestawiony, sam motyw przewodni przewijał się już tyle razy, że stał się po prostu przegadany, a autorki niczym nowym nie zaskoczyły. Jedyne plusy jakie zauważyłam w „God mode” to krótkie rozdziały, dzięki czemu udało się w miarę szybko przez ten natłok treści. Postacie to jakaś parodia, samo ich podejście do życia, styl wypowiadania się jest już denerwujący. Skakanie z wątku na wątek, rozwlekanie wszystkiego poprzez opisy… Stanowczo nie tędy droga. Zdecydowanie za dużo wszystkiego, trochę mniej. Co tu więcej pisać, lektura nie zachwyciła mnie, nie porwała, nie zaciekawiła. Nie polecam. Szkoda czasu i zachodu.



https://sztukater.pl/ksiazki/item/31183-god-mode.html

http://www.posredniczka-ksiazek.pl/2020/06/olimpiada-czytelnicza-2020-podsumowanie.html

mylivesignature-1