Open quote is expected for attribute "attribution" associated with an element type "div".

Cytat dla Ciebie

Polecany post

Uzananie

poniedziałek, 30 listopada 2020

Grudzień '20

 🎅🤶🛷🧝🎄🎁🌟🌟🌟🎊🎆👗👠🍷💃


"Zima jest piękna do pewnego stopnia... Celsjusza." |Tadeusz Gicgier|


                    "Spoczywanie na laurach jest niebezpieczne jak spoczywanie zimą na śniegu.                                Umierasz w czasie snu."  |Ludwig Wittgenstein| 


               "Grudzień to miesiąc zawiły, czasem srogi, czasem miły."                    |Powiedzenie ludowe|









🎅🤶🛷🧝🎄🎁🌟🌟🌟🎊🎆👗👠🍷💃
















Witam Was bardzo ciepło w kolejnym i zarazem ostatnim w tym roku cyklu. W miesiącu, gdzie większość osób myśli tylko o świętach, ja stawiam na: sport, literaturę piękną, czy thriller, kryminał. Także trzymajcie się! Bo czeka na Was na prawdę kilka ciekawych książek. Aby nie przedłużać za bardzo, przejdę do konkretów. Zapraszam do lektury. :)









Lista powieści:

* "Rebel Forever. Wieczna rebelia" Rafał Witulski, Rafał Gołuch


Książka jest obrazem świata widzianego przez kibiców Bałtyku Gdynia niegdyś, czyli w czasach III Rzeczypospolitej i współcześnie. Lecz nie tylko mowa będzie o wspieraniu swojej drużyny, umacnianiu zgód piłkarskich, jeżdżeniu na mecze, kibicowaniu…


* "Gwiazdozbiór" Marta Zaborowska


Szkoła dla młodych utalentowanych ludzi, gdzie nie liczą się pieniądze, a umiejętności, nazywana Fabryka Talentów. Pewnego dnia wstrząsa nią tragiczna wiadomość o śmierci jednego z jej wychowanków - dziewięcioletniego chłopca.



* "Wszystko co powiesz" Gillian McAllister


"To, co właściwe, prawie nigdy nie jest łatwe."

 

Prawie noc. Wybierasz się do pubu. Wracasz sama do domu. Odgłos kroków, coraz bardziej donośny. Ktoś Ciebie śledzi. Jest coraz bliżej... "Wszystko co powiesz".



* "Świat śpi, a ja chodzę po jego powiekach" Anna Listowska


"Ból niszczy resztki nadziei, niszczy nas. Tak jak szklanka, którą stłuczemy i nie potrafimy już poskładać, tak samo jest z uczuciami. Człowiek wytrzyma wiele zarówno dobrego, jak i złego, ale nigdy już nie będzie taki sam."


"Ludzie są jak oczy innych - widzą nie siebie; jak uszy - słyszą wszystkie, ale nie swoją duszę; i jak usta - mówią o innych, a o sobie milczą..."


"Miłość to nie poświęcenie, to dbanie o drugą osobę w każdym aspekcie jej życia. Trwanie w szczęśliwych chwilach i w tych złych. Czasem tylko obecność lub dobra myśl wystarczy. Miłość to bycie dla kogoś, a nie tylko dla siebie; to dawanie, a nie branie."


Klara jest nastolatką z zewnątrz wyglądającą na szczęśliwą, jednak nikt nie wie, że wewnątrz niej toczy się walka...




___

Na wstępie chciałam Was powitać w nowym roku i życzyć wszystkiego co najlepsze! W tym dość nietypowym zestawieniu (przechodzącym z grudnia na styczeń) pojawiły się aż trzy różne gatunki: thrillery, literatura piękna, oraz coś dla fanów sportu - reportaż o tejże tematyce. Najbardziej urzekła mnie bardzo życiowa, niosąca przesłanie książka Pani Anny Listowskiej "Świat śpi, a ja chodzę po jego powiekach" , uzyskała u mnie ocenę w wysokości 7 gwiazdek na 10. Historia, która może zadziwić werdyktem, jednakże znajduje się na miejscu drugim jest lekturą współautorów (Rafała Witulskiego, oraz Rafała Gołucha), domyślacie się o jaką publikację chodzi? Oczywiście, że o "Rebel Forever. Wieczna Rebelia". Twórczość ta zdobyła u mnie ocenę 6 na 10. Na trzecim miejscu postawiłam "Gwiazdozbiór" Pani Marty Zaborowskiej, okazała się być nieco słabszą powieścią, jednak na tyle interesującą, aby móc znaleźć się na ostatnim szczeblu podium.





🎅🤶🛷🧝🎄🎁🌟🌟🌟🎊🎆👗👠🍷💃

mylivesignature-1

niedziela, 29 listopada 2020

Uprowadzony.

 



"Małe sekrety"

Jennifer Hillier




narodowość autora:
Kanada



Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2020 (premiera: 12 listopada)
Liczba stron: 447













***

Dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki.

„Małe sekrety” autorstwa Jennifer Hillier z początku może wydawać się być najzwyklejszą powieścią bazującą na uprowadzeniu dziecka, widzianą oczami z jednej strony roztrzęsionej, na skraju załamania, natomiast z drugiej bardzo zdeterminowanej by walczyć o swojego syna matki. Wkrótce jednak okazuje się, że nie tylko motywem przewodnim jest popełnione przestępstwo na czteroletnim Sebastianie, ale także misternie utkane intrygi, kłamstwa małżeńskie, tajemnice te duże i te małe.

Sprawia to, iż książkę Pani Jennifer Hillier można nazwać bez skrupułów przedstawicielką nurtu domestic noir, jest to tak zwana kobieca odpowiedź za wszelkie krzywdy wyrządzone im samym. Jak same nazewnictwo wskazuje, domestic oznacza, że coś dzieje się w domu, rodzinie, przeważnie fabuła toczy się tylko i wyłącznie w najbliższym otoczeniu, natomiast noir przypisuje się znaczenie wszelkiej maści zagrożenia przeszłego i teraźniejszego. Nie znajdziemy tutaj zatem krwawej jatki, a zamiast tego autorka ukazuje dokładny opis stanu psychicznego głównej bohaterki, który potrafi być niekiedy bardziej przerażający, niż przemoc fizyczna.

Jennifer Hillier – kanadyjska pisarka, przez osiem lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, w Seattle, gdzie też odbywa się fabuła powieści „Małe sekrety” ( 12 listopada 2020, wydawnictwo Muza). Na chwilę obecną mieszka w Toronto wraz z mężem i synem. Jej idolem wśród pisarzy jest Stephen King. Pisarka należy do organizacji, której misja jest zrzeszanie autorów tworzących kryminały, takich jak: Crime Writers of Canada, Mystery Writers of America, oraz International Thriller Writers.

Marin Machado ma wszystko co jest potrzebne do pozornego szczęścia: udane małżeństwo, z mężczyzną, którego kocha na zabój, sieć świetnie prosperujących salonów do stylizacji włosów, oraz długo wyczekiwanego, czteroletniego synka - Sebastiana, dla którego dobra zrobiłaby dosłownie wszystko, łącznie z oddaniem za niego własnego życia. Pewnego świątecznego dnia sielanka rozwala się na milion kawałków, a wszystko to za sprawą odebrania matce tego co dla niej najdroższe – jej dziecka, które zostaje uprowadzone. Szesnaście miesięcy później, nadal nie ma żadnych wieści odnośnie popełnionej zbrodni, a samo śledztwo zostaje umorzone na skutek braku dowodów.

Pogrążona w ogromnym smutku, żalu i złości Marin myśli o najgorszym -śmierci dla siebie. Żeby tego było mało, sypie jej się małżeństwo, a od wynajętej prywatnie detektyw, która miała pomóc w odnalezieniu jej syna, dowiaduje się, iż Derek – jej mąż zdradza ją z dużo młodszą od siebie dziewczyną. Ta wiadomość sprawia, że zraniona kobieta chce walczyć, nie zamierza stracić dwóch najważniejszych dla siebie osób na tym świecie. Już jedna strata wyrządziła wystarczające szkody na jej psychice. Zdeterminowana Marin postanawia stanąć do batalii z przeciwnościami losu… Czy uda jej się osiągnąć to czego najbardziej pragnie?

„Małe sekrety” ukazuje jakie konsekwencje potrafi za sobą nieść chwila nieuwagi, która jest jakże istotna w przypadku wyjścia z małym, ciekawym świata dzieckiem. Fabuła jest banalna, przewidywalna, nic ciekawego, nie przykuwa uwagi na dłużej. Typowy scenariusz nieradzącego sobie z problemami rodzica i ucieczka w bardziej komfortowe środowisko, gdy druga strona toczy zaciętą walkę. Początek książki spodobał mi się, nawet zaintrygował, jednak im dalej w treści, tym wątek porwania zostaje coraz bardziej zepchnięty na drugie tory, a ja tym samym czułam się coraz bardziej zawiedziona.

Powieści zdecydowanie brakuje wartkości, bardzo ciężko było mi przebrnąć przez strony pełne opisów. Do stylu pisania nie mogę się przyczepić, bo ten jest przejrzysty, natomiast sama fabuła jest wielowątkowa, zwarta. Sądząc po opiniach, które już się pojawiły – w większości zresztą bardzo pochlebne, zastanawiam się, czy otrzymałam ten sam egzemplarz. Ku mojemu niedowierzaniu, tak, to jest ta sama książka. Robiąc pierwsze podejście (a było ich wiele) do pasma przygód Marin i jej rodziny miałam wrażenie, że to właśnie będzie TO. Jednak jak szybko się nakręciłam, tak prędko się odkręciłam. Według mnie potencjał książki został całkowicie zaprzepaszczony. Szkoda, bo początek był naprawdę obiecujący. Coś nie „zagrało” u mnie. Nie polecam.

mylivesignature-1

czwartek, 26 listopada 2020

Chodź za mną.

 



"Chodź za mną"

Joanna Opiat-Bojarska




narodowość autora:
Polska





Wydawnictwo: Burda
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 400













***

Zakochanie jest bardzo specyficznym, rządzącym się swoimi prawami zjawiskiem. Wnosi do egzystencji pozytywne myślenie, wiele radości, świat widziany jest jakby przez różowe okulary. Innym razem potrafi sprawić, by po dawnym optymizmie nie zostało dosłownie nic. Jest to stan, w którym jeden organizm jest „związany” z drugim w sposób emocjonalny. Towarzyszą temu ciągłe, wręcz niekiedy nachalne myśli, które poświęcone są w większości tylko i wyłącznie adorowanej osobie w każdym możliwym czasie, oraz scenerii.

Cały świat prezentuje się wtedy gustownie, jak z bajki, chciałoby się napisać „i żyli długo i szczęśliwie”… Do czasu, aż w skrajnych przypadkach, pozytywne uczucie zostanie zastąpione negatywną, wręcz destrukcyjną chęcią posiadania na własność, co prowadzi tylko do jednego- do katastrofy. Zatem, czy idealny żywot tak naprawdę istnieje? Jak niewiele potrzeba, aby z perfekcyjnego życia stał się horror? Zapraszam do lektury „Chodź za mną” (2020, wydawnictwo Burda Książki) Pani Joanny Opiat-Bojarskiej.

Joanna Opiat-Bojarska - urodzona w Poznaniu, jedna z najbardziej popularnych w Polsce autorek powieści kryminalnych. Absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Zamiłowanie do pisania pojawiło się czystym przypadkiem, podczas upadku na zdrowiu. Debiutującą książką była powieść autobiograficzna pod tytułem „Kto wyłączy mój mózg” (2011), w której opisuje swoją walkę z chorobami takimi jak: paraliż ciała i dolegliwością autoimmunologiczną. Mówi się o pisarce, że wyrzucona przez drzwi, powróci oknem z uśmiechem goszczącym na jej twarzy, oraz w szpilkach przyodzianych na stopach. Opracowała według wielu osób wzór na idealną lekturę, musi zawierać te elementy: realizm, emocje i masę zwrotów akcji.

ONA – Ewa, gwiazda na jednych z portali społecznościowych. Zakochana w prawie idealnym facecie, z którym spędza wymarzony weekend. Nic jednak nie trwa wiecznie, przekonuje się o tym, gdy dosłownie ułamek sekundy burzy jej dotychczasową oazę spokoju, wytchnienia, zaspokojenia.

ON -Artur, dla niego sekunda oznacza niemalże wieczność. Namacalne to staje się, gdy wychodzi sam z mieszkania i musi dojść do celu. Nie cierpi litości ze strony drugiego człowieka, oraz białej laski, która powinna stać się jego nieodłącznym atrybutem. Mimo, iż jest niewidomy, widzi więcej, niż inni.

„Chwila nieuwagi. Uderzenie. KREW.”.

Znacie to uczucie, jakby cały świat nagle stanął w miejscu, a potem nagle ktoś klika przewijanie jakby na pilocie, a on przyspiesza gwałtownie? Czy masz świadomość, że zaufanie jest czymś tak luksusowym, że nie każdy może zostać nim obdarzonym? Ewa straciła właśnie czujność, w konsekwencji czego teraz walczy o własne życie.

Uwielbiam powieści Pani Joanny Opiat-Bojarskiej, za między innymi to, że są charakterne, co to znaczy? Posiadają cięty język, nieszablonowość, a sama pisarka nie owija w bawełnę. Mam wrażenie, jakby przyjmowała zasadę „białe jest białe, czarne jest czarne”. Atutem jest również wprowadzona wielowątkowość, a przy czym brak chaosu. Twórczyni „Chodź za mną” stopniowo buduje napięcie i odkrywa tajemnicę przed czytelnikiem. Jeśli myślisz, że już w połowie książki znasz zakończenie… to masz rację, tak Ci się tylko wydaje, nie raz, nie dwa odbiorca trafi na fałszywy trop.

Książka jest przepełniona emocjami, zarówno pozytywnymi, jak i tymi skrajnymi, co sprawia, że staje się bardzo realistyczna. Z całą pewnością trzyma w napięciu, nigdy nie jest wiadome jak potoczy się dalsza fabuła – jest ona nieprzewidywalna, niebanalna, dopracowana w najmniejszym szczególe. W powieściach Pani Opiat-Bojarskiej zwykle zostają poruszane problemy społeczne, tak i było tym razem. Nie zdradzę Wam jaki problem tym razem się ukazał, sami przekonajcie się.

Nie znalazłam minusów w książce. Autorka miała rację, stosując wyżej wymienione elementy (realizm, emocje, zwroty akcji) stworzy arcydzieło, tak też się stało. Jestem zachwycona powieścią, która tak mnie pochłonęła, że zapomniałam co to jest rzeczywistość. Z całą pewnością jest to jeden z lepszych kryminałów, który czytałam do tej pory. Jak najbardziej polecam, warto.

mylivesignature-1

sobota, 21 listopada 2020

Kurhan.

 



"Tajemnica starego kurhanu"

Jacek Mariusz Wicher




narodowość autora:
Polska





Wydawnictwo: AlterNatywne
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 400












***

Dzisiejszą recenzję powieści fantastycznej, zacznę dość niecodziennie, bo od krótkiej historii. Zastanawialiście się czym jest tytułowy kurhan? Otóż jest to miejsce pochowania pewnej kobiety o imieniu Ollia. Wszystko zaczęło się kilka wieków wcześniej, kiedy to nad niezbyt wielkimi księstwami sprawowali władzę miejscowi władcy. Jednym z mocarzy był niejaki Leon Dobry, natomiast władczynią przeciwnego królestwa została niejaka Ollia.

Darzyła ona ogromną sympatią jedynego z synów swojego przeciwnika. Dwudziestopięcioletni młodzieniec odrzucił zaloty kobiety. Zraniona władczyni zaczyna myśleć nad zemstą, w konsekwencji czego postanawia plądrować przeciwną osadę… Tak prezentuje się namiastka historii kurhanu. Jeśli Was zaciekawił fragment, to pełną wersję znajdziecie w powieści Pana Jacka Mariusza Wichera, pod tytułem „Tajemnica starego kurhanu”, która ukazała się w 2020 roku, nakładem wydawnictwa AlterNatywne.

Wydawnictwo AlterNatywne – swoją siedzibę posiadają w Poznaniu. Kierują się stwierdzeniem „mniej oznacza lepiej”- mniej wydanych pozycji, oznacza szersze pole promocji, oraz reklamy dla każdej twórczości po etapie selekcji. Co łączy się też ze zdecydowanie wyższą jakością edytorską. Wydawca zajmuje się promocją książki na długo przed jej oficjalną premierą, pragną dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców przed ujrzeniem przez publikację światła dziennego. Ponadto starają się, aby powieści były dopasowane pod ich odbiorców, dlatego też regularnie badają rynek, aby móc dostosować woluminy do potrzeb, oraz oczekiwań.

11-letni Lucas i jego młodszy brat- Max, wraz z rodzicami: Joanną i Jackiem Strongwind’ami, zamierzają przeprowadzić się do nowego, pięknego, wymarzonego domu. Nowa lokalizacja wydaje się na pierwszy rzut oka być bez żadnej skazy, po prostu idealna. Piękne widoki, okazały las, cisza, czego można więcej chcieć? Pewnego dnia chłopcy postanawiają zbadać wszelkie dary natury, w tym teren nadmiernie porośnięty drzewami. Podczas wyprawy do lasy, po pewnym czasie bracia tracą orientację w przestrzeni, w konsekwencji czego nie mają pojęcia, jak wrócić do domu.

Po pewnym czasie niczym dobry duch, a może zjawa, na ich drodze pojawia się nieco ekscentryczna staruszka, która jednocześnie oferuje swoją pomoc w odnalezieniu trasy powrotnej. Czy chłopcy mogą zaufać kobiecie? Dlaczego nie powinni zbliżać się do tajemniczego pagórka? Jakie konsekwencje poniosą z zakazanej wyprawy do lasu? Co mają wspólnego z ich nowym miejscem zamieszkania czasy, kiedy to panował podział na księstwa, natomiast ich władcy nie byli dla siebie przychylni? Dlaczego odległa przeszłość ma tak ogromny wpływ na małego Maxa i jego rodzinę?

„Tajemnica starego kurhanu” Jacka Mariusza Wichera, jest w moim odczuciu istną sinusoidą fabularną. Pierwszy strony okazały się być bardzo fascynujące, co za tym idzie – zachęcające, po fali dobrego nastawienia ukazuje się bardzo nudna, wręcz odpychająca część poświęcona zdecydowanie mało atrakcyjnej historii z czasów przeszłych. Kolejno ponownie poziom satysfakcji z lektury wzrasta, żeby po chwili na nowo skierować się ku nizinom. Język pisania jest przejrzysty, prosty, przyjazny czytelnikowi.

Powieść wyróżniają użyte formy grzecznościowe typowe dla starszego pokolenia. Fabuła jest wartka, jednowątkowa, nieskomplikowana, twórczość czyta się ni to przyjemnie, ni to tragicznie. Bohaterowie są bez płci, ledwo co nakreśleni. Podsumowując: „Tajemnica starego kurhanu” jest historią lekką, mało wymagającą ze strony odbiorcy. Idealna na odpoczynek po ciężkim dniu. Nie wnosi ona niczego wartościowego, zero jakiegokolwiek przekazu. W moim odczuciu lektura wypadła bardzo średnio, w kierunku słabym, jednak z braku innych książek można przeczytać.


mylivesignature-1

czwartek, 19 listopada 2020

Motyl.

 



"Szklane skrzydła motyla"

Katrine Engberg




narodowość autora:
Dania




Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 340












***

Tym razem pod lupę idzie powieść autorstwa Katrine Engberg, pod tytułem „Szklane skrzydła motyla” (2020, wydawnictwo Zysk i S-ka). Odkąd pamiętam, lektury, których okładki przedstawiały wizerunek motyla, zawsze kojarzyły mi się bardzo pozytywnie. Sądzę, że przyczyną takiego myślenia jest fakt, iż jedna z moich wielu ulubionych książek posiada zarówno w tytule, jak i na oprawie graficznej tego kolorowego, pięknego owada, o którym wspominałam troszkę wyżej.

Dlatego czystą formalnością był wybór powyższego thrillera, nie dość, ze przyciągnął mnie okładką, to zatrzymał tytułem. Jeśli jesteście równie bardzo ciekawi wrażeń po przeczytaniu „Szklanych skrzydeł motyla” jak ja, zapraszam do dalszej części recenzji, gdzie postaram się zrobić dokładniejszą analizę książki.

Katrine Engberg – 45-letnia duńska autorka kryminałów. Oprócz pisania posiada również status szanowanej tancerki, reżyserki w teatrze, a także telewizji, ponadto niegdyś zajmowała się choreografią. Jej debiutancka powieść – „Stróż krokodyla” została wydana w 2016 roku, przyniosła ona bardzo szybko sukces w formie popularności i rozgłosu. Dzięki niej zaczęła się seria kryminałów osadzonych w starej Kopenhadze, atutem powieści są postacie, których nie da się nie polubić.

Pisarka jest znana z mrocznych klimatów na tle psychologicznym, oraz masy wątków fabularnych (tak zwana wielowątkowość). Książka „Szklane skrzydła motyla”, dość szybko uplasowała sobie miejsce na liście bestsellerów, była nominowana do wielu renomowanych literackich nagród w Danii. Prywatnie autorka mieszka w Osterbro w Kopenhadze z synem – Cassiusem, oraz mężem – Timmem.

Pewnego deszczowego poranka, wykonujący swoją pracę roznosiciel gazet znajduje w centrum Kopenhagi ciało martwej kobiety, które zostało wrzucone do fontanny. Ku zdziwieniu organów śledczych, nigdzie nie było żadnych śladów krwi, które jednak powinna się znaleźć, patrząc na to w jaki sposób została zabita przedstawicielka płci pięknej. Wszystkie poszlaki wskazują na to, że zabójca swojej ofierze upuścił krew.

Kilka dni później pojawiają się kolejni denaci, najpierw w fontannie znajdującej się przed Szpitalem Krajowym, a następnie w pobliskim stawie ulokowanym w centrum miasta. Wszyscy poszkodowani pracowali niegdyś w jednym miejscu – w ośrodku terapeutycznym dla dzieci „Motyl”, który zakończył swoją działalność kilka lat temu, na skutek samobójstwa jednej z pacjentek. Ponadto poszkodowani zostali pozbawienie życia w jeden i ten sam sposób – pozostawiono ich na wykrwawienie się, sprawca użył do tego rzadkiego rodzaju narzędzia jakim był skalpel nie z tej epoki.

Pierwsze co rzuca się w oczy w „Szklane skrzydła motyla” to ogromna ilość postaci, z jeszcze większą liczbą wątków. Kapitalnym jak dla mnie zabiegiem było przedstawienie początkowych rozdziałów, zaczynając co każdy epizod od nowej persony, na początku pojawia się pytanie w głowie „ile tych bohaterów jeszcze będzie?”, aby na końcu zrozumieć, że jest to jedynie zagrywka, która ma na celu nawiązanie do jednego z głównych wątków. W taki sposób autorka prezentuje to co ma do zaprezentowania, a jednocześnie nie zraża do swojej twórczości czytelnika. Brawo.

Powieść wciąga, że nie można się od niej oderwać. Czuć grozę, natomiast fabuła galopuje, nie można się nudzić, dodatkowo nie ujrzycie nudnych, długich opisów. Zdecydowanie jest to pasjonujący thriller z motywem zemsty. Zabójca prowadzi nierówną grę – podobnie jak tytułowe „Szklane skrzydła motyla” sprawia on wrażenie niewidocznego, a wręcz nieuchwytnego. Na mnie twórczość Pani Katrine Engberg zrobiła piorunujące wrażenie. Nie myliłam się, że motyl musi oznaczać „coś bardzo dobrego”. Powieść ląduje na liście moich ulubionych książek, naprawdę warto. Czytajcie.




mylivesignature-1

piątek, 13 listopada 2020

Talindu.

 



"Talindu"

Daria Zalewska





narodowość autora:
Polska




Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 190












***

Fani powieści fantastycznych zgłoście się! Przychodzę do Was z recenzją książki z tego gatunku. Talindu to baśniowe miejsce, gdzie wszystko jest po prostu piękne, nieskazitelne, nieskalane jakimkolwiek złem, tak bardzo nierealne. Grunt ten jest stworzony dla różnego rodzaju oryginalnych istot żywych, które potrafią dostrzec więcej, niż przeciętny człowiek żyjący na naszej planecie. Przez wiele lat organizmy te nie potrzebowały symbiozy aby żyć, jednak z czasem zaczęło się to zmieniać na skutek nadejścia czegoś bliżej nieokreślonego, co powoduje naruszenie budowanej wieki równowagi. Nikt nie wie co to za zjawisko, które ukazuje się pod postacią ciemności. Po pewnym czasie zrozumieli jednak, że nadchodzi apokalipsa... Zapraszam Was na recenzję „Talindu” autorstwa Darii Zalewskiej.

WFW, czyli Warszawska Firma Wydawnicza powstała w 2008 roku. Ich celem jest łączenie różnych funkcji powiązanych z rynkiem wydawniczym, w tym drukarskim. Firma daje możliwość wydania własnej twórczości w bardzo niskim budżecie. Są członkami Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. O WFW można było przeczytać w między innymi: „Newsweeku”, „Kulturze Liberalnej”, czy „Dzienniku”.

Wyobraźcie sobie, ze gdzieś jest taki mały, tajemniczy świat, gdzie roślinność kwitnie w niecodzienny sposób. Cała materia ukazana jest w bardzo wyrazistych, przyciągających uwagę kolorach, a co najlepsze ona potrafi żyć. Istnieją organizmy, które chciałoby się napisać na pozór, jednak rzeczywiście posiadają cechy ludzkie. Tajemnicą ich jest, że przyodziane zostały w ubarwienie dopasowane pod swoje osobiste JA, natomiast wszystko to przypieczętowane zostało idealnie dopasowanym imieniem pod całokształt. Zmysłem, których ich wyróżnia jest natomiast wzrok – posiadają szersze pole widzenia, niż jakakolwiek inna istota ludzka. Pytanie teraz brzmi, czy można nazwać to darem, a może karą?

Nasz glob skrywa ogromną ilość sekretów, jest miejscem zamieszkania dla wielu złych mocy, które skrywają się w ciemnościach, zakamarkach miast. Istnieje jednak światełko w tunelu dla zabłąkanych dusz, które mają dość wojen i chciałyby stać się lepsze. Gdzieś na tym świecie istnieje KTOŚ, kto pokłada nadzieję w każde inne, nowe, lepsze życie. Chociaż ta osoba sama jest nieświadoma, to jednak czuje, że nie pasuje do tutejszego klimatu.

Będąc „na świeżo” po lekturze mogę wiele o niej napisać. Nie ukrywam, że jestem rozczarowana, liczyłam na coś zgoła bardziej ciekawszego, zdecydowanie mniej chaotycznego. Tymczasem dostałam zupełne przeciwieństwo tego, na co miałam nadzieję. Powieść mimo iż ma mniej niż dwieście stron, dłuży się niemiłosiernie, miałam wrażenie jakby fabuła stała w miejscu. Ciągnie się jakby miała co najmniej kilkaset stron więcej. Wszystko to jest zasługą braku wartości, zamiast tego czytelnik otrzymuje nadmiar bajkowych opisów. Bohaterowie to jakaś porażka, ich postępowanie kierowane nie wiem czym, nie jest adekwatne do wieku, zachowują się co najmniej infantylnie. Nie mogłam załapać tej „standardowej” nici porozumienia z żadnym z wykreowanych postaci. Porażka.

Już nie wspomnę o jakże bardzo niedopasowanych, nudnych dialogach. Moim zdaniem coś poszło nie w tę stronę, co powinno. Po opisie, który znajdziemy na tylnej okładce, myślałam, że będzie to powieść trochę bardziej poważniejsza, na wyższym poziomie. Tymczasem otrzymałam, nie obrażając autorki, książkę, którą miałam wrażenie jakby pisało dziecko. Jak widać z powyższych wniosków temat mnie nie porwał, jego potencjał został zatracony w czymś co można nazwać namiastką powieści. Lektura okazała się nie być w moim typie. Zdecydowanie nie jest godna poświęcenia jej zbyt wiele czasu. Cieszę się, że mam już ją za sobą. Nudno, nudno i jeszcze raz nudno. Nie polecam.



mylivesignature-1

środa, 11 listopada 2020

Czerwone ręce.

 



"W cieniu zła"

Alex North




narodowość autora:
Wielka Brytania




Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 414













***

Co to takiego jest inkubacja? I nie mam tutaj na myśli pojęcia medycznego, chodzi o termin odnoszący się do procesów myślowych. Otóż jest to zjawisko, dzięki któremu śniący ma wpływ na to co mu się objawi podczas drzemki, konsekwencją tego są tak zwany świadome sny. To sytuacja, gdy człowiek w fazie sennych rojeń posiada pełną świadomość tego co się dzieje, ponadto ma pełną i nieograniczoną kontrolę nad marami. Pozwala mu to na dowolne kształtowanie świata marzeń.

Każdy, nawet najbardziej nierealna zachcianka może stać się rzeczywistością. A to wszystko na tle zbrodni popełnionej w charakterze rytualnym, budzącym paniczny strach postaci Czerwonorękiego, oraz demonów nawiedzających pewne miasteczko. Czy może być bardziej fascynujący motyw? Dla mnie jest to strzał w dziesiątkę. Jestem ciekawa jednak jak podejdzie do tematu autor – Alex North. Zapraszam na recenzję powieści, której swojej premiery doczekała się 28 października 2020 roku. „W cieniu zła” ukazała się nakładem wydawnictwa Muza, któremu jednocześnie dziękuję za lekturę.

Alex North – urodził się i mieszka w Wielkiej Brytanii z żoną i synem. Zajmuje się tworzeniem kryminałów, które niegdyś publikował pod innym nazwiskiem. Do napisania „Szeptacza” (2019, Wydawnictwo Muza) zainspirowało go jego własne dziecko, który twierdziło, że „bawi się z chłopcem mieszkającym w podłodze”. Debiutancka powieść – „Szeptacz” wyróżniła się spektakularnym sukcesem na polskim i międzynarodowym rynku wydawniczym.

Prawa do wydania powieści sprzedano do 25 krajów, szykuje się również ekranizacja książki, zapewnili ją sobie bracia Russo, którzy jednocześnie są twórcami filmów z serii Avengers.”W cieniu zła” jest drugą powieścią autora, jeśli ufać recenzjom to i lepszą, to z kolei stawia Alexa Northa w gronie najwybitniejszych twórców mrocznej strony literatury.

Paul Adams, kiedy był jeszcze nastolatkiem lubił przychodzić ze swoimi kumplami do Gritten Wood – przerażającej dzielnicy, która mieściła się na skraju gęstego lasu. Już sama myśl o tym miejscu powoduje panikę, a legenda, która głosi dodatkowo, że przestrzeń ma swoje mroczne tajemnice dodatkowo potęguje negatywne emocje. Z czasem niewinne wygłupy nabierają brutalnego charakteru. Dwadzieścia pięć lat wcześniej na jednym z placów zabaw doszło do morderstwa, które Paul doskonale zachował w pamięci. Dobrze znał nie tylko denata, lecz także oprawcę – Charliego Crabtree, który na ziemi obok zwłok odcisnął krwawe ślady własnych dłoni. Po jakimś czasie chłopak zniknął i nigdy go nie odnaleziono.

Wydarzenia z przeszłości odbiły się mocno na psychice Paula. Kiedy już myślał, że udało mu się odciąć od tych przerażających wydarzeń i opuszcza rodzinne miasto, nagle na skutek wypadku swojej rodzicielki i jej ciężkiego przedśmiertnego stanu, musi powrócić i zmierzyć się z demonami czekającymi na niego. Ku swojemu przerażeniu mężczyzna odkrywa, że w miasteczku dochodzi do wielu morderstw, a wszystkie wyglądają jak te sprzed ćwierć wieku. Koszmar minionych lat powrócił i w dalszym ciągu zbiera swoje krwawe żniwo.

„W cieniu zła” jest powieścią o oryginalnej tematyce, przedstawionej w przejrzysty sposób, który ma zamiar zainteresować i przyciągnąć czytelnika. Tak też właśnie się dzieje. Książkę czyta się szybko, mimo iż fabuła za specjalnie nie galopuje. Alex North w swojej twórczości wykorzystuje dwie płaszczyzny czasowe: czasy teraźniejsze, a następnie retrospekcję o 25 lat. Ciekawy zabieg czasowy, jeśli spojrzeć pod pryzmat tego, że jeden z bohaterów żyje w obu czasach, co za tym idzie – ujrzymy dokładne nakreślenie charakteru bohatera teraz i kiedyś, pojawią się przemyślenia, spekulacje.

Napięcie towarzyszy czytelnikowi już od pierwszych stron, utrzymuje się cały czas. Książka jest bardzo mroczna, natomiast tajemnica jest tak namacalna, gęsta, że można ją kroić nożem. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, jednak nie zawiodłam się. Lektura wciągnęłam mnie jak dawno żadna inna. Bywały momenty, że fabuła stawała się wręcz męcząca, jednak kiedy miałam już odkładać powieść na później, zawsze pojawiał się nagły zwrot, który nie pozwalał oderwać się od wykreowanego świata. Jestem zadowolona. Czytajcie.

mylivesignature-1

sobota, 7 listopada 2020

Prorocze sny.

 



"Nas dwoje"

Holly Miller




narodowość autora:
Wielka Brytania




Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 480












***

Dziękuję Wydawnictwu Muza za powieść do recenzji.

Zapewne znacie, a może nawet i lubicie popularną serię filmów pod tytułem „Oszukać przeznaczenie”? Jeśli tak, to świetnie, ponieważ debiut literacki „Nas dwoje” autorstwa Holly Miller jest oparta na bardzo zbliżonej fabule, z małymi odstępstwami i trochę na okrojoną skalę śmiercionośną. Nie pojawi się żadna rzeź, jednak łzy jak najbardziej. Jeśli zatem lubicie poruszające książki na powyższej zasadzie, to będzie gratka dla Was. Przy zagłębianiu się w treść tej najsmutniejszej powieści roku, zaufajcie mi, że może przydać się pudełko chusteczek.

Książka opowiada historię dwóch młodych ludzi, których potężne uczucie do siebie jest z góry skazane na niepowodzenie. Nie zabraknie sytuacji bez wyjścia, a także tych trudnych, wymagających radykalnych decyzji, których konsekwencje są nieodwracalne. Pisarka daje do myślenia i jednocześnie stawia pytanie czytelnikowi „czy lepiej jest kochać i tę miłość bezpowrotnie stracić, czy nie kochać wcale”. Tymi słowami wstępu chcę Was zaprosić do pięknego świata, pełnego emocji.

Holly Miller – pisarka pochodząca z Wielkiej Brytanii, zakochana w książkach. Dzieciństwo spędziła w Bedfordshire (hrabstwo ceremonialne we wschodniej Anglii). Od czasów szkoły wyższej pracuje jako marketingowiec, copywriter, oraz redaktor. Jednak nic nie przegoni jej największej pasji, jaką jest tworzenie nowych powieści. Autorka zadebiutowała powieścią „Nas dwoje”. Prawa do wydania książki zostały sprzedane w 23 krajach. Holly Miller na dzień dzisiejszy mieszka w Nortfolk (wschodnia Anglia) ze swoim mężem i pupilem rasy border collie.

Dwudziestoośmioletni Joel jest singlem od istotnego momentu w swoim życiu, w którym postanowił, że nigdy więcej się nie zakocha. Chłopak posiada niesamowity dar, miewa prorocze sny. Wizje tak realne, że każdorazowo po przebudzeniu jest w ciężkim szoku. Wszystkie one dotyczą osób, które coś dla niego znaczą. Zatem ma świadomość, że jeśli kogoś obdarzy uczuciem, tę osobę momentalnie może spotkać coś złego. Pewnego razu na jego drodze pojawia się trzydziestoczteroletnia urocza Callie, przez którą nie wytrzymuje w swoim postanowieniu, Młoda kobieta jest dla niego jedyną szansą na szczęście, którego tak bardzo mu brakuje. Ona natomiast niedawno straciła kogoś ważnego dla siebie – swoją przyjaciółkę, która odeszła z tego świata na skutek wypadku.

Emocjonalnie dziewczyna jest w rozterce, dominuje u niej smutek i przygnębienie. Po utracie bliskiej dla siebie osoby, stara się pomóc jej mężowi w prowadzeniu kawiarni. Jej praca jest monotonna, do czasu aż pojawi się w niej tajemniczy, nieco specyficzny chłopak o imieniu Joel, wtedy też się przekonuje się, ze trafiła na miłość swojego życia. To dzięki niemu się uśmiecha, nie może przestać myśleć o nim, tęskni kiedy go nie ma, z niecierpliwością czeka na moment, kiedy znowu go zobaczy, natomiast jej życie nabiera odpowiednich barw. Oboje chciałoby się powiedzieć, że są dla siebie stworzeni. Młodzi, spragnieni miłości, szukający sensu życia. Wszystko byłoby jak w bajce, ale tylko Joel wie jak ta historia się zakończy…

Zdecydowanie jest to najsmutniejsza i najpiękniejsza powieść roku. Wylałam podczas czytania morze łez. Już od samego początku czuć jest tę powagę treści książki, zdecydowanie to nie jest lekka lektura. Daje do myślenia, wywołuje skrajne emocje, to są jedne z nielicznych epitetów, które można przytoczyć. „Nas dwoje” została napisana na swój sposób trudnym językiem, lecz nie w formie archaicznej. Twórczość można zaliczyć do powieści, które absorbują całą uwagę czytelnika, dlatego też wskazane jest tylko i wyłącznie na niej się skupić. Fabuła toczy się swoim tempem, nie jest one ślimacze, ani też w drugą stronę – nie galopuje. Autorka w mistrzowski sposób nakreśla emocje towarzyszące głównym, młodym bohaterom.

Niestety ale pojawia się też ogromna dysproporcja między dialogami, a nieco długimi i nie zawsze tak samo fascynującymi opisami. Tego drugiego elementu jest zdecydowanie więcej, to one nadają w głównej mierze ten przygnębiający nastrój powieści, to one są winne tych przelanych łez. Jednak z całą pewnością mogę napisać, że dla takiej książki było warto doświadczyć rozkładu emocjonalnego na czynniki pierwsze. Obok lektury nie można przejść obojętnie, składania ona do szukania rozwiązania. Z całego serca polecam.

mylivesignature-1