Cytat dla Ciebie

sobota, 31 lipca 2021

Nowości wydawnicze maj '21

Nowości wydawnicze maj 2021




WSPOMNIENIA EMIGRACYJNE - NON FICTION

5 maja nakładem Wydawnictwa AlterNatywne ukaże się powieść na tle przeżytej emigracji pod tytułem "Dwubiegunowość, czyli wspomnienia emigranta" autorstwa Jacka Dziewińskiego.

"Tekst jest oparty na doświadczeniach autora żyjącego w dwu różnych krajach, kulturach, w dwóch ojczyznach, rodzimej i przybranej. Opowiada o trudach i wypaczeniach, mentalnej dwubiegunowości osób, które zdecydowały się wyjechać, porzucić, szukać nowej szansy."

------> Recenzja znajduje się TUTAJ <------









LITERATURA OBYCZAJOWA I ROMANS

7 maja nakładem Wydawnictwa AlterNatywne ukaże się premiera humorystycznej powieści pod tytułem "#PIERDOLAMENTO" autorstwa Katarzyny Mruklik-Iglińskiej 


"Książka jest napisana w pierwszej osobie, językiem potocznym. Czytelnik może się wczuć w rolę koleżanki, która przyszła posłuchać co słychać u mnie. Każdy z rozdziałów opowiada o innej sferze życia. Główną bohaterką jestem ja. Na początku książki przytaczam wiele anegdotek z pracy, by czytelnika zapoznać ze swoim poczuciem humoru. W dalszej części zawieram więcej przemyśleń z tym związanych. Następnie zagłębiam się w sytuacje rodzinne. Książka ma wydźwięk humorystyczny."

------> Recenzja znajduje się TUTAJ <------









LITERATURA PIĘKNA

12 maja nakładem Wydawnictwa Muza ukaże się niezwykle poruszająca powieść szwedzkiego pisarza Alexa Schulmana, pod tytułem "Daleko, coraz bliżej". 


"Trzej bracia, Nils, Benjamin i Pierre, jadą na drugi koniec kraju na działkę nad jeziorem, by rozsypać prochy zmarłej matki i wypełnić jej ostatnią wolę. Żaden z nich nie odwiedził tego miejsca od lat. To właśnie tu ponad dwie dekady wcześniej doszło do tragedii, która położyła się cieniem na życiu ich rodziny. Powrót do domu nad jeziorem, z którego tak bardzo pragnęli uciec, wywołuje u każdego z nich niechciane wspomnienia. 

Powrót nad jezioro jest niczym podróż w czasie. Bracia wcielają się w swoje dawne role, do głosu dochodzą tłumione latami emocje, żale i wzajemne pretensje, a granica między miłością a nienawiścią jeszcze nigdy nie była tak cienka... 

Czy braciom uda się ponownie zbudować więzi, które rozpadły się pod wpływem tragicznych wydarzeń? Co tak naprawdę stało się tamtego upalnego popołudnia  przed dwudziestoma laty i kto powinien za to ponieść konsekwencje? Prawda okaże się szokująca. "

------>Recenzja znajduje się TUTAJ<------









THRILLER

 19 maja nakładem Wydawnictwa Muza ukaże się thriller, który koniecznie muszą przeczytać fani małżeńskich, mrocznych lektur. Przedstawiam Wam "Greenwich Park" autorstwa Katherine Faulkner.


"Helen Thorpe wiedzie idealne życie w Greenwich Park, jednej z najzamożniejszych dzielnic Londynu. Razem z Danielem, cenionym architektem i kochającym mężem, mieszkają w imponującym wiktoriańskim domu, mają grono zaufanych przyjaciół i z niecierpliwością wyczekują narodzin pierwszego dziecka. Wszystko się zmienia, gdy na zajęciach w szkole rodzenia Helen poznaje Rachel. Po pewnym czasie Helen zaczyna niepokoić dziwne zachowanie nowej przyjaciółki. Kilka dni później Rachel znika bez śladu, a nagłaśniające sprawę jej zaginięcia media sugerują, że nie była tym, za kogo się podawała…"

------>Recenzja znajduje się TUTAJ<------









REPORTAŻ

31 maja nakładem Wydawnictwa AlterNatywne ukaże się reportaż poświęcony w głównej mierze molestowaniu seksualnemu. Przedstawiam Wam "Studia z dziejów skurwysyństwa" autorstwa Gosi Wincent. 

"Jolanta rozlicza się ze swoją przeszłością. Wychowana na zapadłej wsi, molestowana w dzieciństwie przez ojca kobieta wyrywa się z toksycznego środowiska i zaczyna układać życie po swojemu. Jednak przypłaca to chorobą psychiczną. W ramach autoterapii pisze kontrowersyjny blog, w którym ujawnia rodzinne sekrety."

------> Recenzja znajduje się TUTAJ <------








POWIEŚĆ OBYCZAJOWA (PRZYPOMNIENIE)

27 lipca 2020 roku nakładem Wydawnictwa Nowoczesne miała miejsce premiera książki tylko dla dorosłych. Poznajcie "Dziewczyny jego życia. Tom I: Wiosna" autorstwa Henryka Cypriana Konkola.

"Oddana do rąk czytelnika trzytomowa powieść jest zbeletryzowaną biografią Kuby, mężczyzny czerpiącego z życia wszystko co dobre i złe, żyjącego według przykazań Boskich i ludzkich, który nie był wolnym od ludzkich słabości, przywar oraz narażony na pokusy dnia codziennego."

------> Recenzja znajduje się TUTAJ <------

















niedziela, 25 lipca 2021

Ale numer!

 PORADNIK



"Ale numer! Podręcznik skutecznego wykorzystania numerologicznej energii liczb w Twoim życiu"

Ester Beata Sujkowska




Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 368








***
Numerologia (łacina: numerus – liczby, logos- nauka, słowo), czyli tak naprawdę numerologiczne rozwiązania, wywodzą się z Indii, Chin oraz Azji Mniejszej. Tysiące lat temu mędrcy odkryli, że po odpowiednim odczytaniu oraz interpretacji liczb można dowiedzieć się z nich dużo przydatnych informacji o nas samych. Co ciekawe, wiedza ta potrafi nie tylko urzeczywistnić aparycję, ale także odkryć wnętrze tj. atuty, słabości, talenty, pragnienia, czy skłonności. Ponadto liczby przejawiają ogromną energię tworzenia lub niszczenia. Potrafią sprowadzić powodzenie, ale także klęskę czy stratę. Poznajcie: „Ale numer! Podręcznik skutecznego wykorzystywania numerologicznej energii liczb w Twoim życiu” (2021, Studio Astropsychologii). Lubicie książki z gatunku astropsychologii? Ciekawią Was magiczne zagadnienia do wykorzystania w życiu codziennym? Jeśli tak, to lektura jest dla Was. Musicie ją koniecznie przeczytać. Jednak zanim to zrobicie, zapraszam do dalszej części recenzji.

Ester Beata Sujkowska – ukończyła studia ściśle powiązane z terapią naturalną, z wykształcenia jest fizjoterapeutką. Na co dzień pomaga ludziom być zdrowymi. Wykorzystuje przy tym nie tylko tradycyjne metody, ale również te niekonwencjonalne. Pacjentów ocenia nie tylko na podstawie elementów widocznych na pierwszy rzut oka, jak zmiany na języku, wyniki badań, czy wywiad, ale także stosuje na przykład analizę daty urodzenia.

Ten poradnik został stworzony po to, żeby pokazać Ci świat, gdzie odnajdziesz swoją energię, która płynie z…. liczb. Stworzysz swój własny portret numerologiczny, dzięki któremu będziesz mógł wgłębić się w swoje wnętrze, dokonać być może kluczowych zmian w swoim życiu. Uzyskasz informacje o swoich mocnych i słabych stronach, wskazówki na udany związek, wzmocnisz motywację, czy uzyskasz podpowiedzi w kwestii zarobkowej. Książka to także otwarta droga do samorozwoju, uzyskasz odpowiedź na pytanie, dlaczego liczby raz potrafią dawać pozytywną energię, a innym razem negatywną. Nauczysz jak czytać znaki i je wprowadzać w życie. Energia jaka płynie ze schematów i wyliczeń pomoże Ci nie tylko do analizy samego siebie, ale także do podejmowania trafnych decyzji, czy poznania swoich predyspozycji zdrowotnych.

Lektura omawia aspekty magiczne, które mają potencjalnie pomóc bardziej zrozumieć wnętrze nie tylko swoje, ale i drugiego człowieka. Analiza jest uniwersalna, także wykonać może ją każdy bez względu na płeć, czy wiek. Sięgając po poradnik, oczekiwałam od niego nie tylko suchej teorii – jak to było na samym początku, ale także zrozumiale przedstawionej praktyki, jak to wyglądało później. Dlatego też książkę można podzielić na dwie części: ta nieciekawa oraz ta od której nie można się oderwać, ponieważ wzbudza ogromną ciekawość. Moim głównym celem było poznać magię liczb w praktyce: samodzielnie wykonać rachunki, aby otrzymać wyniki, które potem mogłabym poprawnie zinterpretować na podstawie zamieszczonych opisów.

Po bardzo długim wprowadzeniu w końcu doczekałam się tego, na co czekałam – zadań. Pytanie moje jednak brzmi: dlaczego trzeba było tak długo czekać na rozwinięcie i bawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę? Nęcić go do dalszej przygody z liczbami, a jednocześnie nie zaspokajać jego ciekawości, z jaką podchodził do tematu. Twórczość, mimo iż napisana przystępnym, na ogół zrozumiałym językiem była momentami nużąca, rozwlekła na skutek zbyt częstego powtarzania niekiedy mało ciekawej (momentami zbyt długiej) teorii. Tak naprawdę z kilkuset stron (bo tyle liczy poradnik) można dowiedzieć się sporo o pradawnej historii, oraz tej przełożonej na czasy współczesne. Pojawia się dużo gotowych odpowiedzi do zagadnień związanych z astropsychologią, jednak są one często pozostawiane bez objaśnienia, sposobu dojścia do wyniku. W takim wypadku pozostają więc tylko domysły.

Lubię tematy powiązane z ezoteryką, jednak prezentowana twórczość nie do końca przypadła w mój gust. Za mało konkretów, za dużo „ciekawostek”, które czasami nawet nie były interesujące. Zastanawiam się, czy nie umieszczono ich przypadkiem tylko dlatego, aby dodać lekturze objętości. Samo zagłębianie się w treść opierało się na nadziei, że w następnym rozdziale będę mogła poznać praktyczną stronę poradnika i w końcu udało się, jednak ciągle czułam niedosyt, liczyłam na więcej. Po części czuję niesmak. Sama lektura wypadła średnio, bez zachwytu.


mylivesignature-1

środa, 21 lipca 2021

Memory Box.

 LITERATURA WSPÓŁCZESNA




"Memory Box"

Małgorzata Mielecka





Wydawnictwo: Impuls
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 164









***

Każdy etap w egzystencji ma swoje niepodważalne piękno. Te słowa mogły być myślą przewodnią recenzowanej książki. „Memory Box” (2021, wydawnictwo Impuls) autorstwa Pani Małgorzaty Mieleckiej to zbiór historii na przestrzeni egzystencjalnej kobiety bardzo zorganizowanej. Lekturę wybrałam ze względu na jej tematykę, ponieważ lubię twórczości, które poruszają problemy społeczne, a jednocześnie są przedstawione na przestrzeni lat.

Chciałam także zobaczyć, jak przejawia się nadmieniana kreatywność głównej bohaterki, czy rzeczywiście przedstawione pomysły można tak określić, a może są to słowa rzucane na wiatr? „Memory Box” jest powieścią z dedykacją dla każdego czytelnika, który pragnie pogrążyć się we własnych wspomnieniach, wyciszyć, czy postarać się lepiej zrozumieć nie tylko siebie, ale także innych. „Jakie jest Twoje marzenie? Moim marzeniem jest żyć na nowo”.

Małgorzata Mielecka z zawodu jest psychologiem. Na swoim koncie ma już książkę „Fotografie” (2021, wydawnictwo Impuls). Zamieszkuje w środkowo-wschodniej części Polski. Interesuje się kulturą, jaka występuje w Korei Południowej, oraz nauką zajmującą się kwiatami. Jest wegetarianką, lubi muzykę, góry oraz deszcz.

„Memory Box” jest powieścią o zabarwieniu psychologicznym. To historia o kreatywnej kobiecie w dziewięciu odsłonach na przestrzeni lat. Marysię poznajemy, kiedy to ma pięć lat, następnie przeżywamy z nią coraz to kolejny etapy w jej egzystencji aż do wieku starczego. To razem z nią przechodzimy metamorfozy, przeżywamy wzloty i upadki, doświadczamy pierwszej, a następnie też dojrzałej miłości, odczuwamy stratę, czy śmierć. Podczas przygody z książką poszukujemy albo doskonalimy w sobie umiejętności, które w życiu są istotne, niekiedy niezbędne do prawidłowego funkcjonowania, jak na przykład akceptacja siebie, czy innych.

Powieść niczym mnie nie zaskoczyła, ani też nie zniesmaczyła. Była dokładnie taka, jaką ją sobie wyobrażałam, na swój sposób spokojna, przemyślana, spójna. Myślę, że można powiedzieć, że nawet wielowątkowa, ponieważ autorka skacze cyklicznie o ileś lat do przodu, w konsekwencji czego zmienia się wszystko, zaczynając od wyglądu bohaterki, przez zachowanie jej, po otoczenie. Podczas czytania emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie, to czułam dziecięcą radość wraz z dziewczynką, to smuciłam się z jej straty, a nawet poczułam ciepło na sercu, kiedy zaczęła odczuwać pozytywne bodźce.

Akcja toczy się normalnym, umiarkowanym tempem, ani nie galopuje, ani nie rozciąga się w nieskończoność. Powieść ma prawo podobać się, nie ma mowy, żeby nużyła. Skłania do refleksji i zastanowienia się nad swoim i swoich bliskich życiem oraz nad ewentualną korektą jego. W końcu każdy jest kowalem własnego losu i tylko od niego zależy, jak pokieruje swoim życiem. Styl pisania jak na powieść psychologiczną jest bardzo ciekawy, zrozumiały, nastawione na każde grono odbiorców – nie ma problemu z jego prawidłowym odczytem.

Postacie są z krwi i kości, dokładnie nakreślone pod względem psychicznym, trochę słabiej pod względem aparycji. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby napisać, że są one niezwykle realne, da się z nimi nawiązać nic porozumienia, czy solidarność. Książka, mimo niewielu stron (lekko ponad sto pięćdziesiąt) w swojej treści ukazuje osiemdziesiąt lat. Można więc napisać, że w przypadku lektury czas szybko leci. Całokształt dopełnia idealnie dobrana minimalistyczna okładka, która przedstawia zegar.

„Memory Box” czyta się bardzo szybko, jednak trochę czasu zajmuje przetrawienie powieści, przemyślenie, czy posegregowanie informacji. Jest to na swój sposób oryginalna lektura, choćby ze względu na rozległość czasową. Nie widziałam jeszcze takiego szerokiego pola płaszczyzny. Nie zauważyłam elementów, które by umniejszał twórczości, jednak arcydziełem też nie mogę jej nazwać. Taka normalna psychologiczna historia, którą można przeczytać. Polecam.



mylivesignature-1

czwartek, 15 lipca 2021

9 godzin do nieba.

 LITERATURA MŁODZIEŻOWA




"9 godzin do nieba"

William Wayne




Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 285









***
Czy słyszeliście już o najnowszej powieści z gatunku new adult Williama Wayne’a, która kieruje się słowami, że śmierć przychodzi w momencie, gdy przystaje się na nią czekać? Jeśli nie, to dobrze trafiliście, przedstawiam wam „9 godzin do nieba” (2021, Wydawnictwo Novae Res). Poznajcie Niebo. Nie chodzi mi jednak o sferę niebieską, która jest nad nami, z którą większość z nas ma pozytywne skojarzenia, jak na przykład: marzenia, słońce, pogoda, samoloty… Ja wam pokażę inną odmianę Nieba. Mam tutaj na myśli substancję, która jest zupełnym przeciwieństwem wyżej opisanej przestrzeni, ta nadmieniana przeze mnie pozbawia życia w ciągu dziewięciu godzin. Dlaczego zatem ktoś przypisał tak pozytywne określenie, do tak negatywnej pigułki?

Otóż dlatego, że po jej spożyciu przez wyznaczony czas odczuwa się, jakby było się dosłownie w raju. Czuje lekkość, napływają ze wszystkich możliwych stron pozytywne wspomnienia, uwalniają się barwne emocje, pojawia się ulga, jesteś tylko ty i świat… Substancja ta ma ogromną moc, potrafi nie tylko wywołać uśmiech na twarzy, ale także oczyścić ciało, czy umysł. Ma za zadanie również stymulowanie elementów, które były niegdyś swego rodzaju paliwem napędowym, aby żyć, poczuć nadzieję… A potem ją bezpowrotnie zatracić…

Dwudziestosześcioletni Michael Davines jest urodzonym pesymistą, natomiast swoje życie określa jako jedno wielkie pasmo porażek. Zaniedbania z dzieciństwa, przeżyte traumy doprowadziły go do miejsca, w którym obecnie jest. Coraz to bardziej zaawansowaną depresję próbuje leczyć narkotykami, które na chwilę poprawiają mu samopoczucie. Z czasem jednak traci panowanie nad swoimi czynami, a jego egzystencja wymyka mu się spod kontroli. Zdesperowany, pogrążony w melancholii chłopak postanawia skrócić swoje cierpienie. Tym samym decyduje się na Niebo, dzięki któremu wszystkie problemy zostaną rozwiązane w ciągu dziewięciu godzin. Czas leci, z planu nie ma odwrotu, a tymczasem Michael odnajduje swój sens życia. Czy to, czego tak najbardziej chciał stanie się jego przekleństwem?

William Wayne w swojej powieści porusza problemy o zabarwieniu psychologicznym. Ukazuje jak wielki wpływ na rozwój osoby ma jego dzieciństwo oraz jakie konsekwencje będą płynąć z niedopatrzeń. Odkąd zaczęłam przygodę z lekturą, miałam wrażenie jakbym czytała nie powieść fabularną, a pamiętnik narkomana z lekką zmianą formy przedstawienia, lecz wydźwięk jest ten sam. Powieść z jednej strony od samego początku wzbudza ciekawość, nęci czytelnika, żeby ten poznawał dalsze losy głównego bohatera.

Natomiast z drugiej odpycha bardzo długim, rozwlekłym czasowo pierwszym rozdziałem, który męczył mnie, a pod koniec to i nawet nużył. Potem było trochę lepiej, jednak fabuła cały czas była jak z gumy, powolna, bez jakichkolwiek nagłych zwrotów akcji. „9 godzin do nieba” została zaprezentowana w podłym humorze z przebłyskami pozytywów. Nastrój jest przygnębiający zupełnie jak postawa głównego bohatera, w którym denerwowało mnie jego wieczne pesymistyczne postrzeganie świata. Jakby co najmniej egzystencja była tylko w ciemnych kolorach, zero innych barw.

Nie mogłam złapać jakieś nici porozumienia, co też sprawiało, że czytanie mimo prostego, lekkiego języka szło mi topornie. Narracja została poprowadzona w trzeciej osobie, wraz z wtrąceniem między dialogami myśli bohatera, co ukazywało niekiedy, że co innego myśli, a co innego mówi.

Lektura była dla mnie przewidywalna, nie zaskoczyła mnie zupełnie niczym. Nie czytało się źle, ale zawsze mogło być lepiej. Temat uważam za bardzo ciekawy, jednak jego wykonanie poprawiłabym na bardziej żwawsze. Twórczość mogę polecić w zasadzie każdemu, z naciskiem na nastoletnich czytelników, którzy ekscytują się tematem narkotyków, depresji, czyli jakże popularnym środowisku dla co niektórych młodych ludzi. Osobiście nie byłam ani zniesmaczona, ani uradowana, że mogłam przeczytać książkę. Nie czułam odrzucenia, ani satysfakcji, dlatego też sądzę, że z braku innych historii można przeczytać powieść.




mylivesignature-1

piątek, 9 lipca 2021

Nocny gość.

 LITERATURA PIĘKNA




"Nocny gość"

Natalia Stefania Galińska





Wydawnictwo: Gajus
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 41








***
Zapraszam Was w podróż… ulicą Herbatników. Nie jest to jednak zwykła ulica, jak mogłoby się początkowo wydawać. Szczyci się ona nieprzechylną opinią. Pogłoski mówią, że część z zamieszkanych mieszkań została opuszczona w popłochu, tym samym stoją puste już od dawien dawna. Sąsiedzi zgodnie twierdzą, że kto choć raz opuścił swoje miejsce zamieszkania, nigdy już do niego nie wrócił. Ponadto legenda głosi, że wszystkiemu winien jest nie kto inny jak tajemniczy nocny gość, który pojawia się każdego wieczora o tej samej porze i nawiedza ludzi.

W obawie przed powrotami nieproszonej osoby mieszkańcy są w stanie zrobić bardzo dużo, na przykład porzucić dotychczasowe życie i uciekać jak najdalej od przeklętej ulicy. Jednak nie zdają sobie sprawy, że zło czyha wszędzie, a karma dopadnie wszystkich, a samo oddalenie od problemu nie spowoduje jego zniknięcia… Czy odważysz się pozostać na tym osiedlu? Zaintrygowany? Zapraszam do dalszej części recenzji powieści Pani Natalii Stefanii Galińskiej, pod tytułem „Nocny gość” (2020, Wydawnictwo Gajus).

Agencja Wydawnicza Gajus z siedzibą w Gdańsku zajmuje się świadczeniem usług z zakresu przygotowania publikacji do druku, redakcją oraz korektą tekstu, a także pomocą w rozpowszechnieniu publikacji, czy promocją książek w modelu self-publishing. Zajmują się również copywritingiem. Oferta, jaką przygotowało wydawnictwo, jest gratką dla początkujących autorów, którzy potrzebują wsparcia merytorycznego podczas procesu wydawniczego.

Autorka w swojej powieści porusza temat powszechnie występujący, jakim jest samolubne, pozbawione empatii podejście do rzeczywistości. Przepięknie, wręcz bajkowo obrazuje, jak jednostka ludzka potrafi być zepsuta, jakie potrafią być tego konsekwencje oraz jaką cenę przyjdzie zapłacić za swoje czyny. Po cytacie zamieszczonym na tylnej okładce spodziewałam się na pewno nie tego, co zastałam, czyli tak bardzo wciągającej powieść. Raczej sądziłam, że będzie to książka z motywem miłosnym. Jednak to zaskoczenie przeistoczyło się w radość, ponieważ otrzymałam intrygującą lekturę.

Żałuję, że liczy ona tylko lekko ponad 40 stron, czuję niedosyt. Zapowiadało się bardzo ciekawie do tego stopnia, że ciężko było mi się oderwać od tekstu, czytałam z wielkim zainteresowanie i przy tym też bardzo dobrze się bawiłam. „Nocny gość” trzyma w napięciu, nie pozwala czytelnikowi nudzić się, a wszystko to za sprawą konkretnego podejścia do fabuły. Nie ma nudnych, zbędnych opisów, wartkość jest zadowalająca, a wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, czasami nawet aż za szybko, nim przyswoi się jedną informację, już jest kolejna w innej ramie czasowej.

Twórczość Pani Natalii jest napisana w bardzo przystępnej formie dla odbiorcy, a samo czytanie, dzięki lekkiemu piórze sprawia naprawdę przyjemność. Przytoczona historia daje do myślenia nad swoim zachowaniem, czy warto patrzeć tylko na swoje dobro, oraz jak niewiele potrzeba, aby uszczęśliwić drugiego człowieka. Jedyny minus, jaki zauważyłam to wykreowane postacie oraz rozbieżność. Na tej płaszczyźnie przeżyłam lekkie rozczarowanie. Autorka ukazuje głównego bohatera jako małego, pięcioletniego chłopca, bardzo często nadmienia jego wiek, natomiast sposób wypowiadania się przez ‘dziecko’ można byłoby przypisać dorosłej osobie. Sądzę, że dialog jest nieadekwatny do rozumowania malucha.

Podsumowując: mimo niedopasowanej formy wypowiedzi do co niektórych postaci, jestem zadowolona z przeczytanej książki. Historia zapada w pamięci, czyta ją się szybko, nie posiada zbędnych ozdobników, a słownictwo jest proste, zrozumiałe. Czego można chcieć więcej? Chyba tylko korekty osób i większej ilości stron. Jestem zadowolona, polecam.


mylivesignature-1

wtorek, 6 lipca 2021

#Pierdolamento

 PAMIĘTNIK



"#Pierdolamento"

Kasia Mruklik - Iglińska





Wydawnictwo: AlterNatywne
Rok wydania: 2021
Ilość stron: 68








***
Dziękuję Wydawnictwu AlterNatywne za egzemplarz recenzencki.

Robi się coraz cieplej, co niektórzy są w trakcie przygotowań na lato, jeszcze inni już czekają na nadejście pożądanej pogody, aby móc udać się na przykład na wakacje nad morze. Prawdopodobnie nie ma nic gorszego, niż nieodpowiednia waga ciała, kiedy za oknem panuje upał… No może poza osobami szczupłymi, które twierdzą, że są za grube. No ale jak to możliwe? Mieści się w prawie najmniejszym możliwym rozmiarze, żaden facet nie potrafi przejść obok nich obojętnie, a one twierdzą, że tu mają boczek, tam za dużo tłuszczyku…

Tymi słowami wstępu chciałabym Was zaprosić do powieści Kasi Mruklik – Iglińskiej (2021, Wydawnictwo AlterNatywne), gdzie autorka w swoim „#Pierdolamento” zmierza się z trudnościami życia jak na przykład facet kontra zakupy, podróż komunikacją miejską, czy Polak za granicą w wersji bardzo pozytywnej. Jeśli jesteście ciekawi, co to znaczy prawdziwe PIERDOLAMENTO, sięgnijcie po książkę. Jednak zanim to zrobicie, to przeczytajcie moje spostrzeżenia odnośnie do lektury.

Wydawnictwo AlterNatywne – swoją siedzibę posiadają w Poznaniu. Kierują się stwierdzeniem „mniej oznacza lepiej” - mniej wydanych pozycji, oznacza szersze pole promocji, oraz reklamy dla każdej twórczości po etapie selekcji. Łączy to się też ze zdecydowanie wyższą jakością edytorską.

Całe życie Kasi, głównej bohaterki można określić jednym słowem – pierdolamento. Absurd pogania absurd. Bo jeśli nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać, to lepiej wybrać pierwszą opcję. Taki sam wybór podjęła wspomniana wyżej osoba i tym samym spróbuje i Ciebie zarazić poczuciem humoru. Przekonaj się sam, jak wygląda (nie) zwykłe życie (nie) typowej przedstawicielki płci pięknej, która zmaga się z (nie) codziennymi sprawami. Dom, mąż, praca, dziecko w drodze, to nic. Ważne, żeby nie dać wejść sobie na głowę, bo inaczej zacznie się prawdziwe pierdolamento.

Kasia Mruklik – Iglińska napisała książkę o charakterze humorystycznym, która ma za główne zadanie rozśmieszyć czytelnika do łez. Polecam czytać w deszczowe, ponure dni. Sama główna bohaterka – Kasia jest pozytywnie nakręcona, ma prześmieszne, niekiedy niebanalne pomysły na życie, którymi się kieruje. Każdy słabszy moment egzystencji potrafi obrócić w żart, co sprawia, że z pierwotnie patowych sytuacji biją pozytywne emocje.

Czasami jednak miałam wrażenie, jakby pisarka na siłę koloryzowała historie, aby być śmieszna, coby zatrzymać czytelnika na dłużej. Jednak co za dużo to niezdrowo, co skutkuje wrażeniem sztuczności, niewiarygodności a takie teksty mnie odpychają. „#PIERDOLAMENTO” jest to zbiór anegdot z życia codziennego o różnej tematyce jak na przykład odchudzanie, praca, czy problemy gastryczne. Do koloru do wyboru, jeśli gustujecie w powieściach, które trzeba brać z przymrużeniem oka, to spodoba wam się ona.

Narracja jest pierwszoosobowa, czułam się jakbym była koleżanką pisarki, a ona opowiadała mi swoje historie z życia wzięte, takie tam damskie ploteczki o wszystkim i o niczym. Język pisania jest potoczny, docierający do czytelnika idealnie, pojawiają się slangi, wzmianki obcojęzyczne, w skrócie jest bardzo kolokwialny, jednak przejrzysty, wpadający jak najbardziej w mój gust.

„#PIERDOLAMENTO” z jednej strony zaskoczyło mnie swoim pozytywnym wydźwiękiem, a z drugiej nie czułam należytej satysfakcji z przeczytania lektury, jaką miałam nadzieję mieć. Nie jest to powieść wyższych lotów, nic nie wnosi wartościowego. Takie poprawne czytadło, które nie zapada w pamięci, za to fantastycznie poprawia humor. Z braku innych powieści można przeczytać.

mylivesignature-1

czwartek, 1 lipca 2021